Apr 172017
 

USS Detroit należy do mocno krytykowanej klasy Littoral Combat Ship ostatnio przekwalifikowanej na fregaty. Dwa krótkie filmiki zaprezentowane na stronie USNI News pokazują ćwiczenia w zwalczaniu drobnoustrojów zarówno pływających jak i latających za pomocą armaty 57mm Boforsa i kierowanych rakiet Hellfire. Obrazy przypominające bardziej reklamy produktów niż relację z działań bojowych skrywają jednak treści warte gorących dyskusji i rzeczywiście, najciekawszą częścią są komentarze.

Uwagę jednego z komentatorów zwrócił szczegół, że ćwiczenia będące częścią testów modułu ASuW dla LCS były zrealizowane na okręcie ledwo wprowadzonym do służby (październik 2016) a więc z całkiem świeżą załogą. To zmienia co nieco wrażenie sztuczności przeprowadzanych ćwiczeń. Najciekawsze są jednak dwa wątki:

  • na ile zadanie zwalczania drobnoustrojów jest wciąż aktualne w dobie rosnącej konfrontacji potęg, gdy dyskusje są zdominowane przez systemy o najwyższych możliwościach,
  • polemika pomiędzy zwolennikami okrętów o dużych możliwościach bojowych co często jest łączone z wielozadaniowością i tych, co popierają okręty „wystarczająco dobre” w realizacji konkretnego zadania. Argumentem koronnym przeciwników LCS jest ich niewystarczająca przeżywalność (survivability).

Pierwsze pytanie wydaje się mieć odpowiedź oczywistą – tak, taka zdolność jest potrzebna i być może nawet niezbędna. Kwestionować można natomiast to, czy taka zdolność jako jedyna ma sens na okręcie o wyporności 3.000 ton. Oczywistość jest konsekwencją połączenia technologii z koncepcjami wojny asymetrycznej i nie jest żadnym novum. Gdy powstała torpeda i torpedowce, potrzebą chwili stała się zdolność do ich zwalczania. Stworzono więc niszczyciel i sama nazwa określała funkcję okrętu. Dzisiaj Iran używa roju zwykłych łodzi motorowych jako potencjalnego zagrożenia ataku a rozwój systemów bezzałogowych ma duże szanse na przyśpieszenie takiego trendu. W czasie II wojny światowej skuteczną bronią przeciwko Schnellboot’om okazała się szybkostrzelna artyleria małego kalibru. I to się do dzisiaj nie zmieniło.

Prosta technologia, groźne konsekwencje. Dlaczego nie na Bałtyku?

Kombinacja szybkostrzelnej artylerii średniego i małego kalibru z kierowanymi pociskami małego zasięgu jest obiecującą kombinacją do „wymiatania drobiazgu” z pola walki lub w ramach eskorty większych jednostek. Dodanie rakiet przeciwokrętowych pozwala na zwalczanie przeciwnika „symetrycznego” a więc takiego o podobnych zdolnościach. Pozostaje otwarte pytanie co zrobić z przeciwnikiem dysponującym większą liczbą kutrów rakietowych w zakresie 300-500 ton. Liczba rakiet przeciwokrętowych zabieranych przez typową korwetę czy fregatę jest zbyt mała by poradzić sobie może nie z rojem ale stadem takich kutrów. Receptą może okazać się zarówno nowy rodzaj broni jak i wystawienie własnego stada, co łączy się jednak z kosztem stada i kosztem jednostkowym okrętu w stadzie.

Drugi wątek budzi jeszcze większe emocje bo potrzeba zmierzenia się z nieprzewidywalnym rozwojem sytuacji w połączoniu z chęcią zabezpieczenia się przed jak najszerszym spektrum zagrożeń prowadzi do eksplozji specyfikacji mającej najczęściej tylko jedno ograniczenie – koszt. Podobnie jak w poprzednim akapicie, historia niszczycieli jest pouczająca. Okręty stworzone jako jednozadaniowe coraz bardziej rosły i przejmowały nowe funkcję aż do momentu, w którym pełna wielozadaniowość przestała być możliwa. W czasie II wojny światowej klasa niszczycieli zaczęła się coraz bardziej rozwarstwiać na niszczyciele floty i niszczyciele eskortowe (używając nomenklatury amerykańskiej). Wracając do ćwiczenia USS Detroit w zwalczaniu roju drobnoustrojów, jeśliby takie miało być główne zagrożenie to dwa LCS-y mają większe szanse przeżycia niż jedna fregata za podobne pieniądze. Fakt, LCS-y będą bezradne wobec innych zagrożeń, z którymi fregata poradzi sobie znacznie lepiej. Jeden z komentatorów ujął to prosto – fregata to nie LCS i nie należy ich mylić. Jednozadaniowość nie jest zła z definicji a prawdziwa wielozadaniowość jest bardzo kosztowna. Fregaty podobnie jak korwety też się specjalizują i obie klasy są najczęściej nazwijmy to „półtorazadaniowe”.

Zarzut słabej „przeżywalności” jest używany często niewłaściwie lub nieprecyzyjnie co pewnie wynika ze zmiany instrukcji OPNAV definiującej poziomy odporności okrętu i jego przeżywalności z wersji 9070.1 na 9070.1A. W pierwszym dokumencie mamy 3 poziomy odporności zdefiniowane mniej więcej jak poniżej:

  • Poziom 1 – odporność na impuls elektromagnetyczny (EMP), wstrząs, działanie broni ABC.
  • Poziom 2 – zawiera w sobie cechy poprzednie plus zdolność do działania w warunkach wojny w ramach grup bojowych. Okręt powinien być zdolny do działania po trafieniu bronią przeciwnika.
  • Poziom 3 – to ponadto zdolność do przeciwdziałania degradacji zdolności do działania w wyniku trafienia rakietą, torpedą czy miną.

Mamy więc do czynienia głównie z odpornością na ciosy, natomiast nowa norma jest bardziej złożona i dekomponuje przeżywalność okrętu na trzy podstawowe składniki oferujące szersze spojrzenie niż odporność na ciosy:

  • Susceptibility (podatność) – zdolność okrętu, systemów i załogi do uniknięcia lub zwalczenia ataku.
  • Vulnerability (wrażliwość) – zdolność okrętu, systemów i załogi do wytrzymania początkowego efektu ataku lub wypadku i kontynuacji zadania.
  • Recoverability (możliwośc odtworzenia zdolności) – zdolność okrętu i załogi do podjęcia działań niezbędnych do ograniczenia i likwidacji szkód, zapobieżeniu utraty okrętu i minimalizacji strat ludzkich oraz do odtworzenia zdolności bojowych okrętu.

Nieformalne określenie Level 1+ używane w odniesieniu do LCS jest niczym innym jak tłumaczeniem nowej normy na język starej. Okręt ma więc odporność mniejszą niż Poziom 2 ale większą niż Poziom 1 choćby dzięki posiadaniu systemów samoobrony.

W świetle komentarzy na forum USNI News ciekawie prezentuje się nadchodząca możliwość porównania projektu i losów naszej korwety Gawron/Ślązak z planem Finów budowy czterech korwet. Kluczową kwestią będzie w jaki sposób Finowie podejdą do specyfikacji okrętu wycenianego na około 300 mln EUR sztuka, czyli mniej więcej tyle co niedozbrojony Ślązak. W internecie nie ma zbyt wiele na ten temat i początkowo używano wobec okrętu określenia OPV kładąc nacisk na jego funkcje patrolowe. Jakie systemy zostaną wybrane i zainstalowane biorąc pod uwagę, że cztery korwety mają zastąpić dwa stawiacze min i cztery kutry rakietowe. Czy Finowie zdecydują się na kontynuację i zadowolą systemami już posiadanymi jak Umkhonto, kombinację sonarów ST2400/SONAC PTA, RBS i armatą 57mm czy też wybiorą systemy bardziej zaawansowane jeszcze nie będące w posiadaniu marynarki fińskiej? Z pewnością będzie to ciekawa ilustracja do nieustającej i gorącej dyskusji co to znaczy niezbędny poziom zdolności bojowych dla okrętów a w szczególności korwet.

Nov 272016
 

Nużącą wręcz regułą w naszej rodzimej polityce jest rewolucyjny zapał do burzenia dorobku poprzedników i budowanie wszystkiego od nowa. I to pomimo lektury szkolnej w postaci Nie-Boskiej Komedii Zygmunta Krasickiego nie pozostawiającej złudzeń co do końca rewolucji:

(…) widziałem wszystkie stare zbrodnie świata ubrane w szaty świeże, nowym kołujące tańcem – ale ich koniec ten sam, co przed tysiącami lat – rozpusta, złoto i krew.

Po tym poetyckim wprowadzeniu w temat, proponuję spojrzeć na plan modernizacji z 2012 roku i spróbować wykonać to co obiecał nam minister Macierewicz czyli urealnić plan. Co prawda Pan Macierewicz chyba tego dokonał chociaż wiele miesięcy później niż obiecywał, ale wynik utajnił. Ćwiczenie powinno obok zapewnienia elementu rozrywki oczyścić masze myśli i sprowadzić nas na ziemię, tak abyśmy mogli skupić uwagę na tym co realne.
Nasz zmodyfikowany plan jest podzielony podobnie na obszary:

  • Rozpoznanie
  • Rażenie
  • Przetrwanie i Ochrona
  • Wsparcie Działań
  • Mobilność Wojska

Wprowadzone zmiany to obok nielicznych nowych pozycji przeniesienie Czapli z Rażenia do Rozpoznania i Lublinów ze Wsparcia do Mobilności Wojsk. Pewnej modyfikacji uległa również oś czasu. Obecnie są to dwa 6-letnie okresy planowania podzielone dodatkowo na cztery okresy 3-letnie. Zwłaszcza pierwszy okres 2016-2019 jest ważny bo pokrywa się z kadencją obecnego rządu. Co dalej jest niepewne bo rząd może działać zgodnie z hasłem hulaj dusza piekła nie ma.

Granice możliwości narzucają nam dostępne środki i trzeba je w jakiś sposób oszacować. Próba rozszyfrowania budżetów MON-u z minionych lat prowadzi do być może niewłaściwego wniosku, że dno inwestycyjne dla Marynarki Wojennej było na poziomie około 200-250 mln PLN. Natomiast górna granica w relacji do całości budżetu nie przekraczała zwykle 8-10%. Do obecnych planów na przyszłość mówiących o 13-15% się nie odnoszę, bo jak mawiał mój Szef – „budżet to budżet a rzeczywistość to rzeczywistość”. Przy założeniu około 8 mld PLN rocznie na modernizację sił zbrojnych (programy operacyjne) mamy dla marynarki wojennej 600-800 mln PLN rocznie. Musimy poczynić również założenie co do tego z jakiej puli będą zakupywane śmigłowce i baterie przeciwlotnicze dla marynarki wojennej. Jeśli flota ma sfinansować „swoją” część programów śmigłowcowego i Narew to należy odliczyć szacunkowo 300 mln PLN rocznie od sumy 600-800 mln PLN. Zostaje około 400 mln PLN rocznie na inwestycje w jednostki pływające i ich wyposażenie wraz z rozpoznaniem.

W takim układzie programy Kormoran, Ślązak i drugi NDR wyczerpują w zasadzie nasze zasoby do końca pierwszej ćwiartki okresu planowania. Dalej istnieją silne ograniczenia również na wielkość zakupu jednostkowego. Przykładowo okręt za 2.4 mld PLN byłby jedyną inwestycją trwającą sześć lat co prowadzi nas do absurdu. Co prawda rząd najwyraźniej jest zainteresowany przeciąganiem budowy okrętów mając w zamierzeniu wspieranie polskich stoczni zamówieniami publicznymi, ale to nabiera sensu dopiero przy większej liczbie zamówień, co w praktyce oznacza większą liczbę okrętów za mniejszą cenę jednostkową. Wówczas spośród czterech stoczni „dopuszczonych” do tortu należałoby wybrać dwie do jego podziału – Remontową najwyraźniej w najlepszej kondycji finansowej i dającej sobie radę w Kormoranem i jednej wybranej stoczni związanej z PGZ. Nie powinniśmy też lekceważyć polityczno-budżetowych oporów dla projektów o wartości przekraczających równowartość rocznego budżetu inwestycyjnego. Proporcjonalnie do budżetu nawet nieuzbrojona korweta Ślązak jest droższa od amerykańskich lotniskowców Ford czy brytyjskich Queen Elizabeth ze wszelkimi z tego faktu wynikającymi konsekwencjami. Mamy więc do wyboru trzy alternatywy jeśli chodzi o jednostki pływające:

  • kontynuację programu korwet w kategorii 2.000 ton/1.2 – 1.5 mld PLN w nadziei, że przetrwają walki budżetowe,
  • kontynuację programu Czapla w kategorii OPV 2.000 ton/400mln PLN
  • budowę korwet walki przeciw-podwodnej w kategorii 1000 ton/750 mln PLN czyli następców Kaszuba w prostej linii.

Przy czym opcje druga i trzecia mogą ze sobą współistnieć.

Poniżej tabele planu z komentarzami.

modernizacja-2016-22

Rozpoznanie to najłatwiejsze pole do inwestowania ze względu na relatywnie niski poziom inwestycji jednostkowych i spory zwrot z inwestycji w postaci zdolności. Czapla musiałaby wrócić do źródeł i stać się klasycznym patrolowcem bez wymogu standaryzacji z Miecznikiem, który i tak znika z planu. Jako okręt patrolowy z możliwością wymiany skonteneryzowanych modułów może wspierać działania przeciwminowe (tak jak to było w pierwotnym planie) ale również być namiastką utraconych okrętów rozpoznania radioelektronicznego dzięki modułom ELINT/SIGINT.

Istnienie okrętów patrolowych lub korwet daje powód i uzasadnienie do inwestycji w UAV pokładowe pionowego startu i lądowania. Na pewno ciekawym rozwiązaniem byłoby coś na wzór TALON-a testowanego na ACTUV a więc balonu, latawca na uwięzi z sensorami elektro-optycznymi czy ESM poszerzającymi zasięg horyzontu. Bezzałogowce startujące z lądu byłyby wsparciem dla NDR-u i ogólnie dla marynarki wojennej uzupełniając Bryzy w tworzeniu i utrzymaniu obrazu sytuacji w regionie.
Rażenie to najbardziej wyczekiwana i ceniona przez marynarzy i entuzjastów marynarki pozycja ale i najbardziej kontrowersyjna i trudna. Bezdyskusyjny jest drugi NDR bo kontrakt jest w fazie realizacji. Pozostałe inwestycje to śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych i kontrowersyjna propozycja korwet 1.000 tonowych tak krytykowanych z powodu małej dzielności morskiej i naturalnego ograniczenia systemów uzbrojenia. Śmigłowce będą potrzebowały uzupełnienia okrętami z sonarem holowanym ale na razie pozostanie z nami przez 15 lat wyremontowana fregata a nowe możliwości w postaci niewielkich korwet pojawią się dopiero po 2025 roku. Niemniej wyznacza to jakąś ścieżkę do podążania w przyszłość. Nakreślone realia finansowe pozostawiają marynarzy z alternatywą diabła – nieuzbrojone OPV z większą dzielnością morską czy odwrotnie niewielkie uzbrojone korwety z ograniczoną dzielnością morską.

Największą stratą jest całkowita utrata sił podwodnych i to jest pytanie nabrzmiewające wymagające interwencji chirurga. Jedna opcja to leasing i przeczekanie ale tylko mając nadzieję na wyższy budżet w przyszłości. Druga to otwarte stwierdzenie niemożliwości kontynuacji i ulokowanie środków w inne inwestycje z tabeli. W zasadzie nawet przy poprzednim planie i jego proponowanym poziomie finansowania wciąż żywa była alternatywa okręty nawodne ALBO podwodne, lecz nie razem. Przy aktualnym stanie rzeczy projekt Orka z rakietami manewrującymi dalekiego zasięgu jest tylko i wyłącznie propagandowym hasłem bez pokrycia na potrzeby polityki wewnętrznej rządu.

Przetrwanie i Ochrona to drugi co do wielkości obszar inwestycji. Wszyscy mają nadzieję na kontynuację programu Kormoran i zakup śmigłowców SAR pomimo nieustających zawirowań wokół programu. Baterie przeciwlotnicze z pierwotnego planu równie kosztowne jak NDR będą chyba miały priorytet wśród sztabowców i zostaną zrealizowane w ramach programu Narew. Program Kijanka daje szansę nie tylko Czaplom ale i Autonomicznej Platformie Nawodnej kontrolowanej z lądu. Jeśli nawet tylko część modułu byłaby możliwa do przenoszenia przez pojazdy autonomiczne to otwiera się szansa na kontynuację projektu takiego pojazdu (aktualnie chyba zamrożonego) i rozmieszczenie modułów wzdłuż wybrzeża w niewielkich portach. Byłaby to swego kompensata wycofywanych trałowców typu 207 przy czym APN obok łodzi 11 metrowej mogłaby przybrać postać większej jednostki rzędu 100 ton. Okręty ratownicze to kolejna strata wynikająca poniekąd z likwidacji sił podwodnych.

Wsparcie Działań to obszar dwuznaczny. Finansowo swego rodzaju bufor budżetowy i miejsce dla projektów realizowanych w „miarę możliwości” a z drugiej strony przemysłowo jest to źródło zamówień dla krajowych stoczni w pełni możliwych do realizacji. W tym obszarze być może najbardziej uwidacznia się rozbieżność interesów marynarki wojennej i rządu. Paradoks budowy okrętów wsparcia bez okrętów potrzebujących tego wsparcia byłby nonsensem dla marynarzy ale pożądaną kroplówką dla stoczni w zapaści.

Mobilność Wojska to kolejny obszar kontrowersji i braku koncepcji. W tym wypadku niezbędne jest zdanie armii na temat jak bardzo jest zainteresowana taką mobilnością. Są co najmniej cztery drogi do rozważenia:

  • Wojsko jest zainteresowane mobilnością na sąsiednie teatry działań. Wówczas projekt Marlin ma sens ale musi być odłożony ze względu na koszty poza 2028 rok.
  • Wojsko jest zainteresowane mobilnością na Bałtyku i szuka następców Lublinów. Wówczas można rozpatrywać różne alternatywy technologiczne po 2025 roku.
  • Wojsko jest zainteresowane mobilnością ogólnie i rząd decyduje się na dzierżawę statków cywilnych lub udział w podobnym przedsięwzięciu międzynarodowym.
  • Wojsko nie wykazuje zainteresowania mobilnością i wówczas możemy szukać alternatywy Lublinów w ich funkcji stawiacza min.

Sztuczne ograniczanie własnych planów w porównaniu do potrzeb jest złą praktyką, ale równie nieskuteczną jest ignorowanie ekonomii i polityki. Rozwiązaniem jest żmudny szacunek tego co możemy uznać za optymistyczne ale jednocześnie realistyczne. Zaczęliśmy dramatem, zakończmy poezją. Kochanowski wołał :

Nie porzucaj nadzieje Jakoć się kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Nov 222015
 

Nasz nowy rząd posługuje się często ideologicznymi hasłami w komunikacji ze społeczeństwem. Gdy ideologia zderza się z rzeczywistością, trudno przewidzieć wynik tego starcia. Wszelkie przewidywania przyszłości i plany są w takim układzie obarczone coraz większym błędem i niepewnością bo czynnik silnie emocjonalny odgrywa ważną rolę. Trudno więc dzisiaj stwierdzić, czy plany modernizacyjne marynarki wojennej będą kontynuowane, modyfikowane, czy po prostu pójdą do kosza. W oczekiwaniu na werdykt i mając na uwadze bardzo skromny projekt budżetu na przyszły rok dla Marynarki Wojennej, trzeba wykorzystać potencjał tkwiący w mniejszych projektach aby wzmocnić potencjał floty i nie pozwolić na bezczynność.

Mówiąc o mniejszych projektach mam na myśli systemy czy przedsięwzięcia niekoniecznie małe czy tanie ale takie, które mają szansę na słabszy opór administracji rządu i MON-u. Ze względu na brak wiedzy autora w omawianych kwestiach, lista powinna być traktowana jako seria pytań lub zachęta do kreatywnego myślenia co możemy zrobić czekając na kluczowe decyzje.

SeaRAM dla OHP i Ślązaka.

Przynajmniej z jedną fregatą OHP zostaniemy na następne 10 lat, o czym mało się mówi gdyż naszą uwagę skupiamy na Mieczniku. Pytanie brzmi jak możemy chociaż trochę zwiększyć potencjał fregaty bez nadmiernych inwestycji bez przyszłości. Za późno jest na większą modernizację, ale SeaRAM jest systemem relatywnie prostym w instalacji i co ważne, praktycznie przenośnym. Fregata nie posiada aktualnie ani sensorów ani efektorów wystarczająco skutecznych w obronie przeciwrakietowej, byłoby to więc uzupełnienie rakiet SM-1 służących do obrony przeciwlotniczej. Wydaje się, że są dwie drogi i jej wybór zależy od analizy kosztów i czasu pozyskania uzbrojenia. Pierwsza to modernizacja istniejących dwóch systemów Mk15 Phalanx pochodzących z fregat do standardu SeaRAM (po drodze pewnie jeszcze wersji 1B) i zainstalowaniu ich na fregacie pozostającej w służbie i okręcie patrolowym Ślązak. Druga to zakup nowych systemów i wówczas dla Ślązaka pozostaje otwarte pytanie czy ma być to RAM, SeaRAM lub też RAM Block2 w pionowych wyrzutniach jak ExLS wolnostojących. Po wycofaniu OHP ze służby SeaRAM może być przeniesiony na inny okręt.

Plug-and-Play. Wystarczająco dobry by nie czekać na wynik NARWII. Foto www.defenseindustrydaily.com

Plug-and-Play. Wystarczająco dobry by nie czekać na wynik NARWII. Foto www.defenseindustrydaily.com

 

Wykorzystanie RBS Mk2 pozostałych po modernizacji okrętów typu 660.

Ponownie oba wspomniane wyżej okręty są dobrą platformą do tego typu zabiegów. System planowania misji rakiet nie musi być w pełni zintegrowany z okrętowym systemem C2, chociaż w przypadku Ślązaka wydaje się to być łatwiejsze ze względu na wcześniejszy projekt dla Orkanów. Dla fregaty byłoby to wzmocnienie możliwości zwalczania celów nawodnych, gdyż co prawda wyrzutnia Mk13 ma możliwość odpalania rakiet Harpoon, ale ich zapas zdaje się być mniej niż skromny. Dlatego prowizoryczna instalacja RBS-ów na nieperspektywicznym okręcie nie powinna razić. Podobnie amerykanie uczynili w trakcie testów NSM na okręcie klasy LCS. Ślązak zasługuje na coś nowszego i docelowego.

Potrzeba matką wynalazków. NSM nie musi być zintegrowany z nowymi FF. Foto www.defensenews.com

Potrzeba matką wynalazków. NSM nie musi być zintegrowany z nowymi FF. Foto www.defensenews.com

Zakup 2-3 dronów SW-4 Solo do celów eksperymentalnych.

Dla Marynarki Wojennej w planie modernizacji przewidziano 2 zestawy okrętowe i dwa lądowe, jednak późniejsze doniesienia prasowe mówiły już tylko o zestawach lądowych dla wykorzystania przez marynarkę wojenną. Ponieważ armia może nie być zainteresowana wiropłatami do pionowego startu i lądowania, to flota jest na krawędzi utraty najbardziej naturalnego sposobu używania dronów z pokładów okrętów. Solo ma wystarczające parametry do przeprowadzenia testów mających odpowiedzieć na pytanie, czy drony nadają się w roli rozpoznawczej, ASW, zwalczania min lub translatora łączności. Mogą pełnić rolę rozpoznania i wskazywania celów dla Morskiej Jednostki Rakietowej, o braku którego wspomniał ponownie Maksymilian Dura na Defence24. Mam co do tego artykułu swoje zastrzeżenia, ale cześć wzmiankowanych problemów jest raczej realna. Ciekawe jest porównanie Solo z Bryzą – wiropłat ma znacznie mniejszy udźwig czy zasięg ale identyczną długotrwałość lotu. Ciekawe co z kosztami. Realizacji tego przedsięwzięcia sprzyja zarówno lokalna produkcja przez Świdnik jak i już przeprowadzone testy dla Royal Navy. Nawiasem mówiąc fabryka w Świdniku powinna szukać takich właśnie produktów dla swoich rynków zbytu, bo jeśli nie jest w stanie się utrzymać ze sprzedaży Sokoła czy Solo tylko jedynym wyjściem jest kontrakt na 70 śmigłowców dla Sił Zbrojnych to lepiej niech od razu bankrutuje.

Tak się zaczęło. Może warto powrócić? Ooo! Dwie torpedy! Foto www.gyrodynehelicopters.com

Tak się zaczęło. Może warto powrócić? Ooo! Dwie torpedy! Foto www.gyrodynehelicopters.com

Uzupełnienie Morskiej Jednostki Rakietowej o system obrony przeciwlotniczej NASAMS.

Obecnie obronę przeciwlotniczą dla baterii NSM stanowią armaty 57mm kierowane przez C2 Blenda. Jak jednak na tym blogu pisałem wcześniej o wyważaniu otwartych drzwi, Morska Jednostka Rakietowa opiera się na tym samym co NASAM systemie kierowania ogniem. Rakiety AMRAAM są dostępne, brakuje więc radaru i wyrzutni. Otwarta architektura pozwala na zintegrowanie radaru innego niż używany przez Norwegię Sentinel, chociaż w wywiadzie dla Rzeczpospolitej wspomina się o braku w naszej ofercie odpowiedniego radaru. Być może Bystra spełni wymagania? Mielibyśmy niezły poligon integrując Bystrą z NASAM w ramach baterii nadbrzeżnej. Nawet w przypadku wyboru przez Polskę dla programu NAREW rozwiązania innego niż NASAMS, inwestycja w ewentualne dwa radary Sentinel i kilka wyrzutni na ciężarówkę nie powinno być wielkim problemem. System może równie dobrze pozostać obok NARWII ze względu na prosty fakt kompatybilności i modułowości w ramach Morskiej jednostki Rakietowej. Ponieważ mówimy o rozbudowie MJR i rozszerzeniu jej możliwości, aneks do umowy byłby właściwym narzędziem pozwalającym na uniknięcie kolejnego procesu biurokratycznego w MON-ie.

To i rakiety już mamy. Może dokupić resztę? Foto www.kongsberg.com

To i rakiety już mamy. Może dokupić resztę? Foto www.kongsberg.com

Zbudowanie Autonomicznej Platformy Nawodnej dla celów wojny podwodnej.

Polski CUSV jest ważny z kilku powodów. Jest idealnym uzupełnieniem dla Kormoranów i platformą do kierowania zarówno z okrętów czy przystosowanych statków jak i z lądu. APN może bazować w niewielkich portach położonych wzdłuż wybrzeża nieprzystosowanych do przyjmowania większych okrętów. Jest także szansą dla polskiego przemysłu. Niektóre elementy łamigłówki już mamy wykonane i warto się pochylić nad resztą. Jest to system, który można produkować w średniej skali i który ma szansę na eksport. Ma duży składnik oprogramowania w sobie i dzięki temu świetnie się nadaje jako impuls dla rozwoju lokalnej myśli technicznej. Czy jest użyteczny? W poprzednim wpisie podałem jeden z pomysłów, aby rozszerzyć zakres działania o zwalczanie nie tylko min ale podwodnych dronów przeciwnika w strefie, w której oponent może mieć przewagę na morzu. Mówiąc o własnym przemyśle obronnym powinniśmy sobie zdać sprawę z faktu, że dążenie do samowystarczalności za wszelką cenę jest ideologią niszczącą tenże właśnie przemysł. Samowystarczalne są Stany Zjednoczone, Rosja, Francja a aspirują Wielka Brytania czy Chiny. My możemy się zastanowić w jakich fragmentach możemy być konkurencyjni na rynku lokalnym i europejskim. Ponadto nasze firmy z sektora obronnego muszą się umieć utrzymać z produkcji cywilnej. Systemy bezzałogowe i autonomiczne są dobrym przykładem, na co wskazuje choćby WB Electronics.

Brytyjska wersja APN. Coś dla nas zanim zaczniemy budować okręty podwodne. Foto www. asvglobal.com

Brytyjska wersja APN. Coś dla nas zanim zaczniemy budować okręty podwodne. Foto www. asvglobal.com

Jak dotychczas, nasza uwaga zwrócona jest na największe i pewnie najważniejsze pozycje programów modernizacyjnych. Jest oczywiste, że zarówno ludzie w granatowych mundurach jak i ich cywilni sympatycy oczekują przede wszystkim okrętów. Co jednak, jeśli znów trzeba będzie czekać? Jeśli lepsze będzie wrogiem dobrego? Jeżeli koszt planu modernizacji jest niedoszacowany ( a raczej tak właśnie jest) to trzeba mieć wizję alternatywną by nie popaść w marazm.

Jun 272015
 

Na dwa tygodnie (do 12.07) wyjeżdżam poza zasięg internetu. W dzikich górach będę sobie wyobrażał morze:). Aby jednak nie tracić czasu polecam wywiad z wiceadm. Foggo, dowodzącym ostatnimi ćwiczeniami Baltops 2015. Na stronie jest również link do kroniki ćwiczeń – warto zerknąć, jak ćwiczenia widzą za oceanem.

Miłego słuchania,

 

Przemek

Mar 102014
 

Gdyby to była telewizja, to w tym miejscu powinienem umieścić słowo – reklama. Miałem przyjemność być zaproszonym przez CIMSEC.org do dyskusji na temat kryzysu na Krymie.  Zapraszam do wysłuchania (po angielsku, ale jak ja dałem radę to pewnie wielu czytelników też ). To, że mamy okazję przedstawić sytuację i nasze stanowisko publiczności w Stanach Zjednoczonych jest ważne. Zarówno Ukraina jak i Polska potrzebuje wsparcia sojuszników. I to właśnie od Stanów Zjednoczonych otrzymujemy pomoc w widocznej formie. Eskadra F-16 nie reprezentuje potęgi militarnej ale jest w miarę jasnym sygnałem.

Zapraszam wraz z kolegami zza oceanu do komentarzy i dyskusji. W najbliższych dniach tekst o politycznych i materialnych implikacjach kryzysu dla planu modernizacji Marynarki Wojennej. Ponownie reklama – CIMSEC ma również ciekawy podcast o korwetach.

Przemek

Jul 042013
 

Kontrowersyjny program budowy ponad 50 jednostek klasy LCS dla US Navy jest zwykle wdzięcznym tematem dla mediów. Kształtuje się w nich obraz dość negatywny i nie sposób sobie zadać pytania dlaczego ten projekt jeszcze nie został wstrzymany? Próba zrozumienia pozytywnej argumentacji na rzecz LCS powinna być u nas śledzona ze szczególną uwagą biorąc pod uwagę własny program budowy Okrętów Obrony Wybrzeża. Równie ciekawy jest aspekt propagandowy – jak to robi czołowa flota świata. Pomimo nieznanego nam jeszcze werdyktu co do przyszłości tych okrętów, LCS już kształtuje pewne trendy i doświadczenia tego eksperymentu nie są obojętne dla ostatecznego kształtu Okrętów Obrony Wybrzeża. Co wiec pozytywnego ostatnio napisano o LCS? Garść przykładów poniżej. Zacznijmy od rzeczy nam jak najbardziej bliskiej – zdalne zwalczanie min. Moduł MCM opierał się o RMMV, półzanurzalny pojazd oraz helikopter MH-60S. Niestety, pojazd nie zdawał egzaminu niezawodności i nie mógł być przedmiotem zaawansowanych dalszych testów. To się zmieniło i jak pisze NAVSEA Program Manager, Steve Lose:

Wstępna analiza danych pokazuje, ze osiągnęliśmy lub przekroczyliśmy cele programu poprawienia niezawodności systemu i jesteśmy gotowi do przejścia do fazy testów rozwojowych, przewidzianych na 4 kwartał 2013 roku.

Oznacza to w praktyce, że w porównaniu ze średnim czasem pomiędzy awariami wynoszącym 7,9h w 2008 roku przekroczono zadany próg 75h. Jest to punkt krytyczny dla całego programu po decyzji, ze MH-60S nie jest w stanie holować sonaru AQS-20A. RMMV będzie jedynym nosicielem tego sensora.

 

RMMV z sonarem AQS-20A. Zdjęcie za janes.com

RMMV z sonarem AQS-20A. Zdjęcie za janes.com

Sukces nastąpił w bardzo dobrym momencie, gdyż USS Independence osiągnął status gotowości do prób morskich i przeprowadza testy modułu MCM. Równolegle USS Forth Worth będzie platformą rozwojową i testową dla modułu walki nawodnej, zanim okręt wypłynie w swój dziewiczy rejs. Urok modułowości polega na tym, że możliwości okrętu można kształtować jak plastelinę. Już myśli się o nowym sposobie operacyjnego wykorzystania okrętu i co ciekawe, nie wiąże się to z potężnym uzbrojeniem. US Navy zauważyła, ze Amphibious Ready Group bardzo często wydzielają małe pododdziały do wykonywania zleconych zadań. W czerwcowym numerze USNI Proceedings Adm. Greenert, CNO pisze:

Będziemy eksperymentowali z wydzielonymi odzialami Marines nie tylko na okrętach desantowych ale takich jak AFSB, niszczycielach, LCS, MLP oraz JHSV.

Nietrudno zauważyć, ze kombinacja LCS i JHSV jest dobrą platformą dla działania sił specjalnych czy też rajdów na małą skalę. To z kolei powinno być dla nas bardzo interesujące, gdyż taka forma działań jest typowa dla flot kontestujących przewagę na morzu posiadaną przez stronę silniejszą. Powyższe argumenty maja dać poczucie, że program wszedł na właściwe tory a koncept jest nośny i rozwijany. US Navy nie stroni również od argumentów emocjonalnych, odwołujących się do symbolicznych artefaktów związanych z początkami historii amerykańskiej marynarki wojennej. Kontradmirał John F. Kirby opisuje, jak negatywnie przyjęto projekt pierwszych fregat amerykańskich zamówionych w 1794. Do dzisiaj jedna z nich jest wciąż na wodzie i całkiem niedawno można było zobaczyć jak USS Constitution oddaje salwę honorową. Z perspektywy czasu te okręty są chwalone za solidność konstrukcji, szybkość i siłę ognia. Jednak najciekawszym przykładem i jak sam autor pisze – instruktażowym dla dyskusji o LCS był USS Monitor:

Prawie wszystko co z nim związane było nowe i niewypróbowane. Jego charakterystyka była powalająca: długi, niski i słabo zaznaczony profil czyniący okręt trudny do zlokalizowania; małe zanurzenie i dobra manewrowość czyniąca go idealnym narzędziem do działań na wodach przybrzeżnych i radykalny system uzbrojenia, który mógł chełpić się najpotężniejszą armatą w służbie marynarki stworzoną przez Johna Dahlgrena.

Okręt miał załogę mniejszą niż jedna trzecia marynarzy niezbędnych do obsługi klasycznego okrętu. I był wielozadaniowy w swych możliwościach, zdolny do działań na wodach przybrzeżnych czy wsparcia działań na lądzie. Nawet materiał użyty do budowy jego kadłuba – żelazo – był rewolucyjny ale wzmacniał siłę defensywną. Ericcson nazywał go swoją “samobieżną baterią na morzu”

Krytycy nazwali okręt pomyłką. Za mały, zbyt wolny i zbyt słabo uzbrojony nie mógł według nich, byś równorzędnym przeciwnikiem dla większych i najeżonych działami slupów Konfederacji. Nawet marynarze Unii nazywali go “cheesebox on a raft”

 

Monitor

Wszystkie powyżej przytoczone argumenty nie tłumaczą jednak tak silnego wsparcia dla programu ze strony CNO i innych admirałów. Można to przypisać politycznej obronie wcześniej przyjętych pozycji, jednak po zmianie na stanowisku Sekretarza Obrony, administracja ma teoretycznie wolną rękę w decyzji. Na poparcie dla projektu składa się wiele przyczyn i jest ono wynikiem pewnych procesów historycznych, jak choćby wewnętrznej debaty na temat roli niedużych okrętów w US Navy, sięgającej wstecz do Streetfightera czy Sea Lance. Jednak kluczowym powodem wydaje się być malejąca od lat liczba okrętów floty. Nie da się utrzymać liczbowego stanu posiadania przy wciąż rosnących kosztach budowy okrętów, tym bardziej jeśli preferowanym okrętem jest potężnie uzbrojona jednostka za $1.5 mld. Kontradmirał Rowden podsumowuje sprawę prosto i obrazowo:

To jest okręt o wyporności 3000 ton z załogą poniżej 100 marynarzy i reprezentujący 1/3 kosztu niszczyciela, 1/4 szturmowego okrętu podwodnego, 1/30 kosztu lotniskowca, ale wciąż niosący tę samą amerykańską banderę na maszcie podobnie jak inne okręty o wiele bardziej kosztowne w budowie, eksploatacji czy posiadaniu. … W ramach kosztu zakupu i eksploatacji pojedynczego niszczyciela obsługiwanego przez 300 naszych najlepszych marynarzy i wykonującego pokojowe zadania monitorowania aktywności okrętów podwodnych, będziemy w stanie wysłać cztery okręty LCS wyposażone w moduł walki z okrętami podwodnymi i uzyskać czterokrotnie większy obszar pod kontrolą, czterokrotnie większe możliwości zwalczania okrętów podwodnych i czterokrotnie zwielokrotnione możliwości współpracy z sojusznikami, zaprzyjaźnionymi flotami i partnerami. I możemy to robić bez końca, miesiącami a może w końcu latami rotując załogi i okręty. Musimy ten samotny niszczyciel sprowadzić z powrotem do bazy aby załoga mogła wypocząć i nabrać nowych sił ale nie musimy tego robić z LCS – niewiarygodne możliwości za tę samą lub niższą cenę.

W ten sposób dotykamy jednego z kluczowych słów dla działania marynarki wojennej – presence czyli bycie obecnym. Jak cię nie ma to nie masz prawa głosu. Z tego powodu nie ma wielkiej różnicy pomiędzy Arleigh Burke i Freedom, mimo że są to tak rożne okręty. Mamy tendencje do porównywania okrętów z perspektywy ich zdolności bojowych ale zapominamy, że każda klasa okrętów ma swoją funkcję lub rolę do odegrania i jest niezbędnym elementem większej całości. Być może w ogóle część problemu leży w używanym języku. Zacieramy różnice w takich pojęciach jak zadanie, zdolności bojowe i funkcja okrętu. Do tego stopnia, że w literaturze angielskiej używa się słów mission oraz capability, ale słowo function występuje, co znamienne, tylko u jedynego teoretyka wojny morskiej będącego cywilem – Sir Juliana Corbetta. Jednak różnice istnieją. Zarówno Freedom jak i Arleigh Burke posiadają czy mają posiadać zdolność do zwalczania okrętów podwodnych. Jednocześnie ich role są różne – Arleigh Burke jest przede wszystkim nosicielem Aegis i zapewnia strefową obronę przeciwlotniczą dla zespołów floty a Freedom tropicielem okrętów podwodnych na wodach przybrzeżnych.

Na koniec pytanie czy można w ogóle porównywać LCS i Okręt Obrony Wybrzeża? Do pewnego stopnia tak, biorąc pod uwagę podobne środowisko, w jakim mają działać. Jednak zasadnicza różnica w strategii powoduje, że porównanie staje się opisem dwóch stron tego samego medalu. LCS posiada kilka charakterystycznych cech, które można skomentować z punktu widzenia strategii Bałtyk Plus:

  • Zdolność do szybkiego przerzutu na inny teatr działań, stąd wielkość i szybkość.

To jest przyczyną niezwykłej i kontrowersyjnej prędkości LCS. W przypadku OOW nie jest ona niezbędna choć zawsze może być użyteczna. Zdolność do przerzutu jest zamieniona na zdolność do współdziałania z sojusznikami poza Bałtykiem, ale strategia przesuwa ja na drugi plan co wyraża się w Plusie po Bałtyku. Okręt może być nieco mniejszy i posiadać prędkość bardziej ekonomiczną.

  • Modułowość

W LCS koncepcja modułowości posuwa się do granic znanych nam możliwości albo i poza nie. W naszym przypadku umiarkowana modułowość jest jak najbardziej wskazana, co wynika z niewielkiej liczby okrętów i oczekiwań co do uniwersalności zastosowania. Przykładowo, pożądana może być zdolność do wzmacniania zdolności bojowych w zakresie zwalczania okrętów podwodnych zamiennie ze zdolnością do zwalczania celów nawodnych lub lądowych. Bliskość baz ułatwia wymianę modułów co dla LCS stanowi poważny problem logistyczny.

  • Śmigłowce i pojazdy bezzałogowe stanowią istotną część każdego modułu

To wymaganie zdecydowało o minimalnej wielkości LCS. Pokład lotniczy USS Freedom jest blisko 50% większy niż na niszczycielach. Hangar mieści helikopter i 2-3 drony FireScout. Ponownie jak poprzednio, bliskość lądu i skromna liczba dostępnych wiropłatów powoduje, że hangar staje się cechą pożądaną ale nie konieczną. Być może rozwiązaniem jest pokład dla śmigłowca 10 tonowego a hangar dla 5-tonowego lub dla dronów.

  • Okręt ma w zamiarze operować pod osłoną floty

W tym przypadku Okręt Obrony Wybrzeża może działać pod osłoną “lądowej fortecy”. Tak patrząc na sprawę, NDR ma sens. Jeżeli by dodać możliwość osłony powietrznej w postaci klucza myśliwców, OOW mają szansę wykonywać skutecznie swoje zadania w ramach Bałtyku. Poza nim pozostaje polegać na osłonie sił sojuszniczych.

Jak jednak się stanie, dopiero przyszłość pokaże a w międzyczasie wszyscy pilnie obserwują pierwsze reakcje i rezultaty uczestnictwa USS Freedom w ćwiczeniach CARAT 2013.

CARAT2013

CARAT2013

 

 

 

May 242013
 

To chyba będzie jeden z najkrótszych wpisów na tym blogu. Po prostu zachęcam do przeczytania w całości tekstu na DefenseNews As Firms Target Exports, Offsets Create Headaches. Konkluzja jest dość prosta – zobowiązania offsetowe stają się powoli dla oferentów obciążeniem, mimo że firmy widzą offset jako okazję do wykorzystania, ale jest to raczej  wynik presji na sprzedaż. W końcowym efekcie firmy w taki, czy siaki sposób owe obciążenia przenoszą na klienta. Koło się zamyka. Z kolei transfer technologii jest w rzeczywistości podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Pojedyncza transakcja, nie ważne jak lukratywna połączona z transferem technologii powoduje w krótkim czasie powstanie tzw. “generyków” czyli produktów tańszych opierających się na przekazanej technologii.

Czy jest z tego jakieś wyjście? Pewnie tak. Jak wspominałem w poprzednim wpisie, sens miałoby wybranie kilku technologii, w której mielibyśmy szansę być “kimś”. To mogłoby zaowocować szczególnym przypadkiem wymiany na technologie lub współdzielenie się owocami rozwoju przekazanej wcześniej technologii. Mówiąc już bardzo kolokwialnie – ile można “wycisnąć” z dostawcy? Niestety, jeśli wyciśniemy za dużo to nasz partner może stracić zdolność do inwestowania w rozwój swoich własnych technologii i po prostu wypadnie z rynku, a kto chce mieć takiego dostawcę?

Dec 242012
 

Wszystkim czytelnikom życzę radosnego nastroju oczekiwania na Boże narodzenie. W oczekiwaniu na gwiazdkę zamieszczam dwa zdjęcia prezentujące dwa różne nastroje. Do wyboru.

IMG_0002IMG_0005

Wszystkiego dobrego,

Przemek