Mar 302018
 

Sytuacja w jakiej znalazła się Marynarka Wojenna RP po podpisaniu kontraktu na Patrioty można określić jako trudną dodając z wiarą, że nie beznadziejną. Trochę rozwijając temat, marynarka wojenna ma jakiś zestaw zadań wymienionych na jej starej stronie internetowej (chyba nie został odwołany), ale nie dostaje środków pozwalających marynarce na ich realizację.

Dlaczego? Próba odpowiedzi na takie pytanie po raz kolejny prowadzi do porzekadła handlowców – transakcja następuje jeśli są spełnione trzy warunki:

  • Istnieje potrzeba
  • Są dostępne środki
  • Istnieje osoba kompetentna wydać te środki

Najwyraźniej lista zadań nie ma pokrycia w rzeczywistych potrzebach lub też galimatias organizacyjny powoduje, że brak jest osoby zdolnej i uprawnionej do podjęcia ostatecznej decyzji. Oczekiwanie, że powstanie nowy zestaw zadań dla marynarki wojennej jest ze wszech miar racjonalne choć mało realne, bo jak oczekiwać od polityków zdefiniowania potrzeb gdy tych potrzeb nie widzą?

Nie jest to również kwestia pieniędzy bo przykład patrolowców dla Trinidad i Tobago pokazuje ile można uzyskać ze zwykłego OPV. Mamy niewielki okręt patrolowy, lekko uzbrojony ale wyposażony w proste centrum dowodzenia i informacji bojowej oraz potencjalnie radar obserwacji powietrznej. Umieszczając taką jednostkę w kontekście innej analizy dotyczącej Bałtyku i wzywającej do dalszej budowy wspólnego obrazu sytuacji na morzu (Maritime Domain Awareness) uzyskujemy zaczątek sił patrolowych z pogranicza Straży Przybrzeżnej i Marynarki Wojennej.

Są głosy, że przepłaciliśmy dwukrotnie. Ile to jest? Tyle co plan modernizacji floty z 2012

Wracając do potrzeb to w naszej sytuacji mamy dwie drogi, albo zawężamy zainteresowanie do zadań już zdefiniowanych ale mających szansę na realizację z użyciem ograniczonych środków albo tworzymy potrzebę używając do tego technologii. To drugie jest dość powszechną obecnie formą marketingu. Przykładowo nie było mody na odmowę dostępu dopóki technologia nie zaoferowała znacznego wzrostu zasięgu środków ataku przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Oczywiście można argumentować, że jest to zaspokojenie potrzeby obrony. W tym sensie możemy zacząć mówić o realizacji przez flotę zadań związanych z bezpieczeństwem państwa polskiego a nie obroną jego terytorium. Nawiasem mówiąc uczestnictwo w obronie kraju też jest możliwe pod warunkiem, że armia dostrzeże korzyść z istnienia marynarki wojennej i znajdzie dla niej rolę w swoich planach operacyjnych. Teoria wojen na morzu daje ku temu podstawy.

Oba wspomniane podejścia nazwijmy je marketingowe, wymagają cierpliwej polityki kreowania potrzeb krok po kroku co z definicji ogranicza dostępne środki budżetowe. Jeśliby zastosować tę logikę do prezydenckiej strategii bezpieczeństwa morskiego to wymagałoby to stwierdzenia, iż fregaty z drugiej ręki nie są rozwiązaniem pomostowym ale stałym. Po jakimś czasie gdy potrzeba stanie się widoczna i trwała można by wrócić do idei budowy nowych okrętów.

Realizacja strategii małych kroków musi bazować na realistycznej ocenie możliwych do uzyskania środków budżetowych, co po podpisaniu umowy na „Wisłę” skomplikowało się znacznie. Maksimum pożądane to mniej niż minimum z planu modernizacji z 2012 roku – powiedzmy 10% nowych inwestycji. Poziom rozsądnych oczekiwań to około 5%. Minimum egzystencji to powiedzmy 3% całości inwestycji sił zbrojnych. Poniżej tej bariery powinniśmy zacząć mówić o jakiejś formie straży przybrzeżnej rozszerzonej o zdania walki minowej z trudną do określenia podległością administracyjną pomiędzy MSW a MON. Przy obecnym poziomie budżetu trzy progi oznaczają kwoty około 800-1.000 mln PLN oraz między 400 -500 mln PLN przy minimum egzystencjalnym 300 mln PLN. Jeśli mamy wykreować potrzebę to w zasadzie jak dzieci możemy się pobawić klockami lego i układać nasze floty fantazyjne, ale w ramach budżetu! Im więcej wiemy o realnych zadaniach czy potrzebach floty tym większą mamy szansę na stworzenie sensownej propozycji o rosnącym szybko z wiedzą prawdopodobieństwie akceptacji. Dlatego tak ważny byłby udział w dyskusji marynarzy co jest poniekąd blokowane nadmierną hierarchicznością a obecnie dodatkowo ograniczaniem wolności wypowiedzi.

Minimum egzystencjalne. Nikt nie chce, ale wielu tak żyje.

Przyjęcie jako punktu wyjściowego konkretnych kwot bazujących na realnym szacunku szans nie mówi nam nic na temat co mamy zrobić ale natychmiast eliminuje warianty nadmiernie ambitne. Jeśli założyć 25 letni okres amortyzacji floty to mamy do dyspozycji odpowiednio 25 mld PLN, 12 mld PLN oraz około 7 mld PLN. Wariant pośredni nazwany rozsądnym to nic innego jak poprzedni plan z 2012 roku ale wymagający rekonstrukcji gdyż już wówczas był krytykowany jako niedoszacowany. Tym razem jest rozłożony na 25 lat a nie 12 a i tak wyeliminowałby najdroższe pozycje jak Orka. Budowa trzech Mieczników i trzech Orek przy finansowaniu na poziomie 500 mln PLN rocznie zajęłaby ponad 20 lat jest więc nierealna. Aktualna zapaść sprzętowa floty wymaga prowadzenia kilku programów jednocześnie co nawet przy 12 mld PLN do dyspozycji ograniczyłoby poszczególne projekty do jakiegoś 1.0-1.5 mld PLN. Przez projekty należy rozumieć baterie nadbrzeżne, niszczyciele min, środki łączności i dowodzenia, systemy rozpoznania, jednostki pomocnicze, siły ZOP, ochrona infrastruktury, nieokreślone jednostki nawodne być może baterie obrony przeciwlotniczej. Już zostało wymienionych dziewięć więc statystycznie się mieścimy w 1.3 mld PLN. Preferowane propozycje sprzętowe czy modernizacyjne powinny odznaczać się skalowalnością, a więc relatywnie łatwą powtarzalnością zakupu co przy ograniczonym i stałym budżecie oznacza raczej niski koszt jednostkowy.

Małe, groźne i skalowalne. Foto – www.nationalinterest.com

Wariant minimalny jest perwersyjnie najciekawszy bo po odliczeniu Morskiej Jednostki Rakietowej i niszczycieli min zostaje do rozdysponowania raptem około 4 mld PLN. To skłania do przypuszczenie, że Kormorany i okręty podobne do wspomnianych OPV Tobago i Trynidad byłyby jednostkami flagowymi. Sytuacja wręcz idealna do puszczenia wodzy fantazji i poszukiwań rozwiązań kreatywnych i całkiem niekonwencjonalnych. Tak kiedyś postąpił Iran i wykreował poniekąd koncept odmowy dostępu. Jeśli zimna wojna na Bałtyku ma mieć charakter hybrydowy to wszelkiej maści łodzie szturmowe, niewielkie jednostki uzbrojone w rakiety czy pojazdy bezzałogowe latające, pływające, nurkujące lub pełzające po dnie mają jak najbardziej rację bytu. Dziecko w nas drzemiące i bawiące się klockami Lego ma spore pole do popisu. Życzę więc wszystkim wesołej i fantazyjnej zabawy na czas Świąt Wielkiej Nocy.

  9 Responses to “Od czego by tu zacząć?”

  1. Widzę następujący problem: scenariusz “asymetryczny” wymaga najpierw pracy koncepcyjne, czyli pomysłu. A następnie podjęcia decyzji. A pod tą ktoś się musi podpisać i tu jest problem. Cała obecną sytacja jest następstwem strukturalnej spychotechniki. Są gremia zajmujące się dialogami, są uwagi, stanowiska, zalecenia. W papierze jest wszystko w porządku. Każdy wypełnił przypisane mu obowiązki. A że nie wyszło? Trudno.
    Jest takie fajne powiedzenie: co to jest wielbłąd? To koń zaprojektowany przez strukturę korporacyjną. Wiele mamy takich wielbłądów.
    Najnowszy pomysł: Lubliny jako okręty wsparcia z Krabem i Langustą na pokładzie i realną prędkością maksymalną 15-16w.

    • Michale,

      Wielbłąd, to koń zaprojektowany do innych warunków niż koń.

      Lubliny jako okręty wsparcia z Krabem i Langustą to żart na 1 kwietnia, mający już kilka ładnych lat.

      • Panowie!

        Tak, to jest żart, choć Amerykanie traktują go całkiem poważnie i USMC próbuje eksperymentować z HIMARS na okrętach desantowych 🙂

        Pozdrawiam,

        Przemek

  2. Witam Panie Przemku,

    Dla rozrywki już od dłuższego czasu układam sobie tego typu “klocki lego” i niezwykle ciężko znaleźć coś sensownego i zjadliwego. Całościowo podobała mi się idea planu budowy 6 OOW w oparciu o wspólny projekt. Liczba 6 okrętów jest jakimś konsensusem planu minimum dla potrzeb operacyjnych MW. Wynika mi z tego, że porządane jest szukanie takiego projektu, który mógłby być patrolowcem a w razie dopływu środków finansowych powstało by z tego 3 korwety + 3 patrolowce. Korweta rakietowa jest do zrealizowania jeśli likwidujemy orkany, a RBS15 przechodzi na nowe okręty. Pozostaje problem jaki jest faktyczny poziom finansowania. Ostatnio zaciekawiła mnie sprawa projektu LCS typu Independence, które łudząco przypomina szwedzką ścieżke. Wyłania się z tego wspólny wniosek, że przeżywalność okrętów przybrzeżnych opierać się będzie jednak na “stealth” (tu też koncept Zumwalta jest równie istotny). Jeśli chodzi o niewidzialność wobec jednostek nawodnych sprawa jest dość oczywista, ale ciężko rzeczywiście ustalić jak to się ma co do rozpoznania lotniczego. USA jak i Szwecja doszły do wniosku, że zasięg ESSM jest wystarczające zanim samolot ich wykryje, pytanie czy jest to słuszne? Istotną kwestią wydaje się być radar i to z jakiej odległości samolot może wykryć źródło promieniowania (chyba, że jest pasywny). Przy odpowiedniej częstotliwości zmian zasięgu radaru aktywnego byłoby to mocno do zredukowania lub nawet sprowadzać by mogło możliwości samolotu do obserwacji stricte optycznej. A wypatrzeć coś z 40-50 km byłoby raczej nielada sztuką.

    Wygląda mi na to, że Pana koncept patrolowca stealth może być całkiem niezłym rozwiązaniem nawet w czasie W. Jedynym wymogiem poza pełzaniem i innymi fantastycznymi bajerami byłaby wyrzutnia rakiet krótkiego zasięgu (w sytuacji kiedy siłę ognia zapewniałyby MJR, a patrolowce wskazywałyby tylko cele). Zasadniczo wygląda mi na to, że ostatecznie tylko rozmiar okrętu miałby znaczenie. I pomyśleć, że patrolowiec mógłby być filarem systemu A2/AD :).

    Pozdrawiam

    • Panie Adrianie,

      Koncept “stealth” wykorzystują Szwedzi posługując się sloganem “Invincible or Invisible” czyli niezwyciężony albo niewidzialny. W sytuacji przewagi środków ataku nad obroną pójście ścieżką “Invincible” generuje olbrzymie koszty bez gwarancji sukcesu a jednocześnie przy zadanym budżecie zmniejsza liczbę jednostek. Z drugiej strony Amerykanie w swojej dyskusji o samolotach doszli do wniosku (mówimy o USNavy), że maksymalizacja niewidzialności też nie jest właściwa bo każde działanie i nowa broń znajduje w końcu przeciwwagę. Tak więc wnioskiem jest umiarkowana niewidzialność. Inną drogą jest obecnie forowany koncept “distributed lethality” czyli rozproszenie siły ofensywnej na większą liczbę jednostek a więc i celów. To nas prowadzi do tezy Wayna Hughesa twierdzącego, że w takim przypadku gra się toczy pomiędzy systemami rozpoznawczo-naprowadzającymi a platformy do odpalania rakiet są sprawą drugorzędną. I tu się zaczyna nasz problem – liczymy szable ale mało zwracamy uwagę na kluczową rolę informacji i przewagi informacyjnej oraz całej otoczki związanej ze zbieraniem danych i przetwarzaniem jej w użyteczną informację. W tym właśnie znaczeniu patrolowiec jako jeden z elementów takiego systemu może być wręcz filarem obrony obszaru czy kontroli morza.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Dziękuje za odpowiedź,

        Jak najbardziej przemawia do mnie koncepcja “distributed lethality”, ale przy prawdopodobnym dużym nasyceniu lotnictwa w pierwszej fazie konfliktu z Rosją, wydaje się, że jakąkolwiek ilość patrolowców byśmy nie przyjeli to i tak bez jakiegokolwiek OPL to tylko mięso armatnie (ot taka morska obrona terytorialna). Dobrym przykładem wydają się wyrzutnie BUK stosowane w Donbasie, prymitywne, ale jednak odstraszające. Obecnie przetestowano perspektywiczne wyrzutnie dla ubogich ExLS, niby mało, ale 12 pocisków CAMM mogłoby już stanowić element zniechęcający dla akcji lotnictwa morskiego.

        Pozatym trochę inaczej rozumiem tezę Wayna Hughesa, który ją oparł na tym, że jednak rakiety odpowiednie posiadali, a były mało użyteczne bez odpowiedniego rozpoznania i nasycenia informacją. Polski przypadek marynarki wydaje się być z goła odmienny, my nie mamy ani rakiet (no może oprócz MJR), ani odpowiedniego rozpoznania. Troche mi to przypomina zastosowaie samych radarów OPL, kiedy nie ma czym huknąć w wroga. Mamy świetną świadomość sytuacyjną, ale możemy tylko włączyć alarm bombowy.

        Pozdrawiam

        • Panie Adrianie,

          To prawda, że posiadanie informacji jest warunkiem wstępnym czy koniecznym ale niewystarczającym do osiągania własnych celów. Pytanie co jest naszym celem. Załóżmy na chwilę, że przeprowadzenie konwoju z posiłkami. Zaczynamy od odmowy przeciwnikowi dostępu do informacji. W dawnych czasach była to po prostu cisza radiowa. To zmusza do sięgnięcia po aktywne środki rozpoznania. Przeciwdziałania polega na zakłócaniu i maskowaniu. Okręt może np. udawać statek handlowy lub wręcz skryć się w jego “cieniu”. To może nie wystarczyć i trzeba zneutralizować środki rozpoznania przeciwnika, np. jego sensory czy centra przetwarzania informacji. Współcześnie można to zrobić za pomocą ataku cybernetycznego. Cały czas do tego momentu nie potrzeba żadnych rakiet. Teraz możemy sięgnąć po środki kinetyczne. Atak na centra dowodzenia to rakiety manewrujące czy wręcz artyleria lufowa lub rakietowa. Pytanie czy atak musi być prowadzony z morza czy może być z lądu lub powietrza. Zwalczanie lotnictwa rozpoznawczego to też pytanie o efektywność. Czy musi to być okręt czy raczej samolot myśliwski. Być może ta gra wystarczy by zyskać wystarczająco dużo czasu do przeprowadzenie naszego konwoju. Idąc dalej, jeśli jednak dojdzie do ataku to jakimi środkami napadu. Jeśli rakietami manewrującymi to w jakiej odległości zostaną wykryte. Być może system o zasięgu 20-25km będzie w zupełności wystarczający. Jeśli atak będzie wykonany przez lotnictwo to najefektywniejsze będzie własne lotnictwo myśliwskie. Konwoje na Maltę w czasie II wojny światowej są doskonałym tego przykładem. Ostatnim przypadkiem potwierdzającym tezę jest wojna o Falklandy. Inaczej patrząc – mając do wyboru fregatę lub eskadrę myśliwców i działając na wodach przybrzeżnych wolę eskadrę myśliwców. Wayne Hughes rozpatrywał bitwy morskie i wymianę ciosów opisaną równaniem salwy. My zaś musimy to rozciągnąć na strefę przybrzeżna i systemy lądowe. Potrzebujemy środki ataku ale środki kinetyczne to dzisiaj tylko część równania i prowokacyjne pytanie brzmi czy nie malejąca część tego równania. Co do rakiet przez nas posiadanych to jest MJR i Orkany. Nie ma problemu z rozproszeniem siły ofensywnej dalej. Nieszczęsny Ślązak wciąż ma potencjał a jakakolwiek korweta duża czy mała może być również nosicielem rakiet manewrujących. W początkach tego blogu opisywałem skutki starcia korwety (czy fregaty) z trzema Orkanami. To 24 rakiety i trzy cele do wykrycia kontra 8 rakiet i ewentualnie śmigłowiec. Jeśli system rozpoznania da Orkanom szansę ataku jako pierwszym to przeciwnik ma małe szanse. Żyjemy w czasach przewagi ataku nad obroną i wciąż obowiązuje zasada kto pierwszy ten lepszy.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Zgadza się, że najlepszym przeciwnikiem dla samolotu jest właśnie samolot i efektywność jest bezdyskusyjna. Scenariusze przedstawione przez ciebie też są zasadne. Z drugiej strony jednak strategicznie obwód kaliningradzki jest mało znaczący i pokusiłbym się na stwierdzenie, że nawet obecnie do wyeliminowania przez nasze SZ. Więc należałoby rozważyć dodatkowe zadania dla naszej MW w momencie wypchnięcia zagrożenia z dala od naszego terytorium. Czy zasadne byłoby nadal angażowanie lotnictwa w patrolowanie Bałtyku? Czy przy naszej asymetrii nie lepsze byłoby przypisanie im nowych zadań na froncie lądowym? Pozatym nie uważam, że wszystkie patrolowce muszą posiadać zdolności OPL, morzemy sobie wyobrazić, że tylko 3 na 6 posiadają takie zdolności, a reszta ma tylko atrapy VLS. Rozpoznanie satelitarne przeciwnika nie da odpowiedzi z jakim patrolowcem mają do czynienia AAW czy MCM w danym rejonie – taka wojna dezinformacyjna. W momencie wypchnięcia z bazy w Bałtyjsku obraz wojny morskiej zmienia się diametralnie.

            Mam nadzieje, że ktoś decyzyjny Pana analizy czyta jest to pożywka dla ducha i dobre przemyślenia. Po informacjach dotyczących przedłużania życia orkanów do 2038 obawiam się, że nawet patrolowce stają się mrzonką. A bez rozpoznania wygląda to na trzymanie się kurczowo naszej patriotyczno-katolickiej taktyki morskiej shoot-pray-die (parafrazując izraelczyków).

            Pozdrawiam,
            Adrian

          • Ale seria pytań! Obwód kaliningradzki ma duże znaczenie w czasie pokoju i kryzysu bo jes bazą wypadową dla wszelkich akcji destabilizujących nas czy republiki Bałtyckie. W czasie wojny, jak przypuszczam kluczem będzie szeroki dostęp do Bałtyku a więc znowu republiki Bałtyckie. W takim scenariuszu OK jest bardzo pomocny ale rzeczywiście niekoniecznie kluczowy. Spostrzeżenie, że OK powinien być zadaniem nas nieprzerastającym ma dość fundamentalne konsekwencje. jeśli nie bylibyśmy jako NATO zdolni do neutralizacji tego obszaru to jak sobie wyobrażamy prowadzenie wojny przeciwko całej Rosji? Zadania dla MW RP w czasie pokoju czy kryzysu to rzeczywiście powinien być jeden z fundamentów istnienia naszej floty. W czasie wojny można zdefiniować dla marynarki wojennej zadania, ale jak podkreślałem to jest w rękach armii i wojsk lądowych bo muszą widzieć morze jako przestrzeń manewru dla nas i przeciwnika. O lotnictwie myślałem jako dyżurnej parze reagującej na ruchy lotnictwa w OK. Jeśliby miało to mieć charakter Combat Air Patrol to lotnictwo musiałoby przeznaczyć jedną eskadrę tylko do tego celu. Pewnie nie zechce chociaż przesunięcie eskadry starszych samolotów (dla nas MiG-29) miałoby sens.
            Czy ktoś to czyta? Dobre pytanie! Ogólnie mamy problem by w ogóle zacząć. Pytanie od czego – jedni chcieliby okręty posiadające realną wartość bojową, ale to raz – kosztuje, dwa jest złożonym projektem do zarządzania. Inną ścieżką jest obniżenie bariery kosztów do poziomu akceptowalnego przez polityków i księgowych, ale to oznacza okręty o dość ograniczonych zdolnościach bojowych chociaż wartościowych. Mamy też do dyspozycji ścieżkę niekonwencjonalną a więc coś w rodzaju zrobotyzowanych dronów o różnych zdolnościach, również bojowych, ale nikt nie chce się za to zabrać na serio. Szkoda, bo to prawdopodobnie spore pole do popisu dla naszych inżynierów.

            Pozdrawiam,

            Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.