May 132018
 

Zapraszam do lektury tekstu Przemka Ziemackiego, który publikujemy być może we właściwym momencie. Program “Orka” został przesunięty na dwie kadencje parlamentu do przodu czyli w niebyt, a program śmigłowcowy jest praktycznie zredukowany do działań symbolicznych. Ponownie jesteśmy zmuszeni do rozpatrzenia najbardziej podstawowych założeń odnośnie egzystencji Marynarki Wojennej RP. Właściwie dziwnym trafem w dyskusji prawie nieobecne jest słowo strategia za wyjątkiem dokumentu opracowanego w BBN przy współudziale członków Rady Budowy Okrętów. Pomimo istnienia koncepcji można powiedzieć, że marynarka wojenna nie ma swojej strategii bo wspomniany dokument nie został powszechnie zaakceptowany, a przez MON jest wręcz chyba ignorowany i to pomimo zmiany na stanowisku ministra obrony narodowej. Z drugiej strony koncepcja odmowy dostępu w ogóle nie jest realizowana pomimo oficjalnego zatwierdzenia.

W „Którędy do Rzymu” pozwoliłem sobie podkreślić zdania, które w mojej ocenie mogą stanowić punkt wyjściowy do opracowania założeń strategicznych. Dodałbym jeszcze ze swojej strony ograniczenie skali zagrożenia, które Adm. Richard Hill w tekście „Medium Power Strategy Revisited” zdefiniował jako „użycie głównych systemów uzbrojenia” mogące prowadzić do „bitwy” z tym, że nie zastosowanych w skali masowej. No dobrze, ale jak to się ma do strategii NATO? Całkiem nieźle, jak na kraj o orientacji lądowej:

NATO Maritime Strategy

  • Deterrence and collective defence
    • nuclear deterrence
    • rapid forces deployment
    • SLOC control
    • MCM
  • Crisis management
    • embargo/interdiction
    • counter terrorism
    • humanitarian assistance
  • Cooperative security
  • Maritime security
    • SLOC protection
    • freedom od navigation

Idąc od dołu możemy być partnerami i uczestnikami w realizacji celów aż do MCM, a przy założeniu posiadania używanych fregat, w ograniczonym zakresie we wszystkich zadaniach za wyjątkiem odstraszania nuklearnego.

Obszarem pozostającym do poważnego przemyślenia jest szara strefa pomiędzy Morskim Oddziałem Straży Granicznej a Marynarką Wojenną RP. SG ma ustawowe ograniczenia na rodzaj broni i jej użycie więc przekształcenie jej w silniej uzbrojoną Straż Przybrzeżną wymagałaby zmian w ustawie, ale i wywołałaby dyskusję na temat jak bardzo zmilitaryzowane mogą i powinny być jednostki podległe MSWiA. Z kolei marynarka wojenna wykazuje małe zainteresowanie zadaniami z natury policyjnymi.

Najwyższy czas aby przejść do lektury.

„Którędy do Rzymu”

Marynarka Wojenna RP jest w głębokiej zapaści, której problemem są niedostatki finansowe. Te jednak zdają się nie mieć charakteru absolutnego braku środków w budżecie. Sednem sprawy jest raczej brak woli przeznaczenia pieniędzy na rozwój MW. To znowu połączone jest z brakiem spójnej akceptowanej koncepcji jej roli w systemie bezpieczeństwa kraju. W obliczu pełno-skalowego konfliktu w Europie, MW jest na końcu łańcucha zakupów, a jej rola we współpracy międzynarodowej i udziału naszego kraju w zapewnieniu bezpieczeństwa globalnego nie ma na tyle siły przebicia, aby zapewnić odpowiednio duży strumień pieniędzy na zakup okrętów. Pomysł konwencjonalnego odstraszania potęgi atomowej przy użyciu niewielkiej liczby okrętów podwodnych, które są względnie bardzo drogimi jednostkami, jest co prawda lansowany, ale szczególnie w obliczu braku osłony ze strony floty nawodnej, czy w szerszym ujęciu braku możliwości wywalczenia panowania na morzu, wydaje się groteskowy. Racjonalnie rzecz biorąc nie można traktować go w kategoriach stabilnych podstaw odbudowy MW. Czy to oznacza, że Polska nie potrzebuje okrętów, że nie stać jej na przywilej posiadania sprawnej MW, że nie ma szans na taką flotę?

Być może odpowiedź na to pytanie zależy od spojrzenia na cel posiadania wojska. W obliczu przewagi przeciwnika na lądzie, MW będzie wypadała z priorytetowych planów rozwoju sił zbrojnych za każdym razem, gdy będziemy rozpatrywać pełno-skalowy konflikt zbrojny. Na zadania aparatu państwowego wynikające z posiadania przez nie terytorium można popatrzeć jednak inaczej. Stanem wyjściowym nie jest stan wojny, tylko pokoju. Wynikającym z tego celem jest niedopuszczenie do sytuacji, w której przeciwnik mógłby naruszyć terytorium bez przekraczania progu wojny. Inaczej, podstawowym zadaniem aparatu państwowego w czasie pokoju jest realizacja kontroli własnych posiadłości. To proste, musimy znać perfekcyjnie swój teren, musimy na bieżąco prowadzić rozpoznanie, czy ktoś go nie narusza, musimy być w stanie wygenerować zdolność szybkiego przechwycenia intruza, czyli zamanifestowania zdolności kontroli. W odniesieniu do MW, zadania te dotyczą nie tylko wód terytorialnych, ale także wyłącznej strefy ekonomicznej.

Proponowane planowanie budowy systemu obrony granic jest zatem planowaniem od pokoju do wojny i opiera się na założeniu, że najpierw tworzy się skończony system na czas pokoju, a dopiero posiadając takowy zaczyna się myśleć o realizacji zadań w czasie wojny. W przeciwieństwie do podejścia przeciwnego – od wojny do pokoju – taki sposób budowy potencjału obronnego faworyzuje nie wojska lądowe, a siły powietrzne i MW. W obliczu posiadania granicy lądowej z potencjalnie wrogą nam potęgą lądową może wydawać się to dziwne, ale przestaje takim być, gdy przyjrzymy się bliżej zagadnieniu. Przestrzeń powietrzna i wody morskie są miękkimi strefami, gdzie przeciwnik może podejmować znacznie więcej działań niż na lądzie bez przekraczania progu wojny.

Jakich okrętów potrzebuje Polska, aby zabezpieczyć sobie możliwość kontroli wód terytorialnych i EEZ w czasie pokoju?

Pierwszym narzędziem realizacji działań nawodnych będą patrolowce straży przybrzeżnej. W naszych realiach – Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Pomijając tzw. drobnicę, która w istotnym stopniu istnieje, flota MOSG wymaga pilnego zakupu dużych patrolowców, jednostek większych od kiedykolwiek posiadanych przez tę formację, które gwarantowałyby dużą dzielność morską, elastyczność w zabieraniu sprzętu i ludzi, w tym wyposażenie w łodzie sztywno-denne dla grup specjalnych, a także współpracę ze śmigłowcem. MOSG od wielu lat, a na pewno od powstania projektu Kaper, zgłasza potrzebę posiadania co najmniej dwóch dodatkowych dużych patrolowców. Zakładając, że w celu właściwej kontroli i manifestowania obecności 24 godziny na dobę, przez 365 dni w roku, jeden z takich patrolowców powinien być aktywny, co przekłada się na potrzebę posiadania trzech jednostek w wariancie optymalnym, dwóch – minimalnym.

I cóż, że ze Szwecji? Pożyteczny na pewno, czy potrzebny – myślę, że tak. Foto www.sjofartstidningen.se

MW pojawia się na scenie, gdy przejdziemy do kontroli tego, co się dzieje pod wodą. Teoretycznie zadania te również mogłaby wykonywać straż przybrzeżna, ale w praktyce wojennomorskiej znakomita większość państw z dostępem do otwartego morza, o ile nie wszystkie, powierza je wojskowym. Priorytetowymi zakupami dla MW powinny być zatem okręty przeciwminowe, ZOP i hydrograficzne. Możliwe, że – patrząc na aktualne trendy – mógłby to być jeden typ okrętu. Przykładem może być brytyjski koncept Venari, który łączy zadania przeciwminowe i hydrograficzne bądź wspominany na tym blogu koncept Kaszub II, czyli okręt jednocześnie walki przeciwminowej i ZOP, a zatem okręt zwalczania zagrożeń podwodnych. Wielkościowo okręt taki mógłby być porównywalny z Venari lub 80 metrową wizualizacją Saaba, co z jednej strony ułatwiłoby zatrzymanie kosztów projektu na rozsądnym poziomie, z drugiej – pozwoliłoby takiej jednostce na korzystanie z większej liczby portów polskiego wybrzeża. W perspektywie rozwoju bezzałogowych pojazdów podwodnych, za sprawą których granica między okrętem podwodnym a miną najprawdopodobniej ulegnie zatarciu, szczególnie koncepcja Kaszuba II i osobnego projektu okrętu hydrograficznego wydaje się atrakcyjna. Zakładając, że aktualnie realizowany program Kormoran II dobiegnie końca w wymiarze trzech okrętów, zabezpieczenie kontroli morza w zakresie zagrożeń spod wody mogłoby opierać się na budowie 3 – 6 okrętów projektu Kaszub II i dwóch okrętów hydrograficznych. Naturalnie, skuteczność okrętów Kaszub II wymagałaby posiadania do współpracy z nimi śmigłowców ZOP bazowania lądowego, zdolnych do odtwarzania gotowości bojowej w oparciu o lądowisko na okręcie.

W dalszej (choć na pewno nie dalekiej!) kolejności MW należałoby wyposażyć w nowe okręty walki elektronicznej i rozpoznania elektronicznego. Proces optymalnego zastępowania obecnie aktywnych jednostek tego rodzaju oznaczałby zastosowanie zasady jeden do jeden.

Tu wątpliwości znikają – jest potrzebny, nawet jeśli brzydki jak noc listopadowa i całkiem bezbronny. Foto – www.reddit.com

W tym scenariuszu brakuje natomiast miejsca dla nowych okrętów transportowych, zaopatrzeniowych, podwodnych, pomocniczych dla OP, obrony wybrzeża w naszym rozumieniu tego zwrotu oraz fregat. Należałoby zrewidować również stan już istniejącej floty i wydatki na utrzymanie poszczególnych jednostek w służbie. Jako zabezpieczenie odpowiedzi rakietowej mogą posłużyć posiadane NDR-y. W wymiarze minimum nie potrzeba do tego celu okrętów. To jednak zagadnienia na osobny artykuł. Sednem tego tekstu są bowiem okręty, mogące stworzyć trzon nowoczesnej i dobrze ugruntowanej w polskich realiach floty.

Drażliwą kwestią w tych realiach pozostaje udział MW w operacjach międzynarodowych. Niezwykle trudno przeforsować w naszym kraju kupowanie nowych oceanicznych okrętów, nawet jedynie patrolowców, tylko z myślą o tego rodzaju aktywności, z drugiej – odcięcie MW od niej byłoby niezaprzeczalnym błędem. W zakresie typowych operacji czasu pokoju, takich jak Atalanta i Mare Nostrum, wystarczające mogą okazać się już posiadane okręty, konkretnie ORP Xawery Czernicki i Ślązak (zakładając, że w końcu zostanie wprowadzony do czynnej służby). Nie są to jednostki idealne do tego typu zadań, ale jak pokazuje przykład Szwecji, na pewno wystarczające. W praktyce wszystko sprowadza się jedynie do woli włączenia ich do konkretnych działań. Udział w SNMCMG to równie prosty element układanki, współgra bowiem doskonale z programem zabezpieczenia przed zagrożeniami spod wody, który jest meritum proponowanej koncepcji. Natomiast udział w SNMG jest niemożliwy, chyba że zostanie zrealizowany w oparciu o używane fregaty. Jeżeli kluczowym powodem ich utrzymania bądź pozyskania (wraca pomysł zakupu australijskich fregat typu Adelaide) byłoby zabezpieczenie udziału w SNMG i szeroko rozumianych misjach na użytek polityki zagranicznej, wówczas ich niedostatki względem nowych fregat tej klasy przestaną być paraliżujące.

Na koniec pozostaje pytanie, dlaczego floty budowane wedle powyższego scenariusza nie są tak powszechne jak wynikałoby to z tego tekstu. Przecież potrzebę zabezpieczenia przed zagrożeniami spod wody ma każdy kraj z dostępem do morza. Odpowiedzi są co najmniej dwie. Spora grupa krajów zwyczajnie nie ma środków finansowych nawet na takie podstawowe wydawałoby się działania i posiada jedynie uszczuplone MW, działające na pograniczu straży wybrzeża. Brak zdolności panowania nad pewną częścią terytorium, nawet gdy zagrożenie wydaje się mało prawdopodobne, można nazwać symptomem kraju o cechach kolonii. Na drugim końcu stoi poczucie, że zadania na tym polu mogą zrealizować marynarki innych państw. Trudno bowiem przyjąć, że Islandii nie stać na MW. Jest ona jednak w wygodnej sytuacji, wynikającej z jej położenia geograficznego. Na taką postawę może sobie pozwolić, choć tak naprawdę do końca nie wiadomo czy powinna. Dla Polski jest to jednak żaden problem w obliczu tego, że ona sama jednocześnie nie chce być krajem o cechach kolonii, a nie ma intratnego położenia geograficznego, przynajmniej w świetle zabezpieczenia przez flotę innego państwa jej interesów na morzu terytorialnym i EEZ.

  9 Responses to “Którędy do Rzymu?”

  1. Witam Panie Przemku,

    Chwilowo wypadłem z obiegu ze względów zawodowch, ale jakoś tak jak i Panu temat naszej MW nie daje jednak spokoju. Tak dla wprawki, staram się jednak utrzymywać jakiś kontakt z tym co się dzieje w naszej polskiej percepcji morskich zagrożeń – tak w nawiasie gratuluje kolejnego celnego artykułu.

    Trzymając się meritum sprawy, a dokładniej wspomnianego programu Orka, mam jakieś wrażenie (starając się pozbierać wszystkie przedziwne informacje w całość), że istnieje jednak silne lobby, które chce nadać tej sprawie realne tory – być może jak to u nas bywa spychając realizacje na kolejną ekipe. Pomysł modernizacji Orkanów prawdopodobnie nie bierze się z nikąd a z logicznej kalkulacji kosztów programu Orka. Być może się mylę i problemu może należy szukać w programie Wisła, ale dopóki drugi etap nie jest podpisany, wolę daleko idące osądy pozostawić do czasu rozwiązania tej kwestii. Bardziej kusząca dla fantazjowania jest wizja, że jednak poziom finansowania MW pozostaje na obiecanym poziomie i wpadamy w pułapke kosztów programu Orka. Tak czy inaczej jeśli mówimy/piszemy o flocie nawodnej to tych pieniędzy nie ma. Środki są rozdysponowane do roku 2022 i pozostaje 8 lat na poziomie 900mln PLN (defacto 7,2 mld na samą Orke do 2030 roku). Dlaczego piszę o Orce? Pewnie dlatego, że to jedyna spójna rzecz między SPO a SKBM i mająca największą politycznie szansę na realizacje. Jak Pan celnie zauważa pozostaje nam kwestia zdolności ZOP, gdzie sam Ślązak będzie stanowił stanowczo za mało. Patrząc na koszty OPV “Knud Rasmussen”; “Fearless”; “Gwoind 1000” możemy wnioskować, że sama platforma okrętowa (bez jenostki ognia) może się zamknąć na poziomie 50mln EUR. Całkiem niezła perspektywa zważając na to, że takie rzeczy jak torpedy MU-90, czy sonary holowane rodem z naszej politechiki mogą zostać przeniesione wprost z OHP. Zasadniczo można byłoby postawić w okresie przejściowym na zespół OOW w formie Kormoran+Orkan+Ślązak/OPV, a przy argumencie braku OPL postawić na wyrzutnie ESSM block II o zasięgu 70km+ w opcji z wyrzutnia Mk29 (koszt c.a. 8.8 do 10 mln USD) i z polskim uzupełnieniem rakietami grom/piorun lub w miarę finansowych możliwości RIM RAM. Zespół może i dość ułomny ale w miarę naszych krajowych możliwości dość kompatybilny i nawet zazębiający sie w różnych funkcjach, a skądinąd dający ciekawą wariacje możliwości. Zasadniczo po wyskoczeniu z kosztów programu Orka można byłoby planować coś ciekawszego po 2030 roku jeśli przyjmiemy, że kolejne ekipy utrzymają poziom finansowania armii na obecnie planowanym poziomie.

    Pozdrawiam,
    Adrian

    • Panie Adrianie,

      Pana intuicje dotyczące orki są całkiem prawdopodobne. Przy czym dotyczy to raczej kombinacji orki z pociskami dalekiego zasięgu. Bez nich orka by padła znacznie wcześniej w mojej ocenie. natomiast modernizacja Orkanów to chyba pokłosie Wisły i jej kosztów oraz dodatkowo niezwykle odkrywczego dla tego rządu spostrzeżenie, że kasa państwa jest pusta. To widać po potraktowaniu niepełnosprawnych przez rząd. zaczynamy więc ciąć wydatki od najbardziej “niepotrzebnych”, patrz flota nawodna. O poziomie finansowania marynarki wojennej na poziomie 900 mln PLN rocznie możemy zapomnieć najprawdopodobniej na kilkanaście lat, bo koniunktura się kończy i przychodzą chude lata. Orkany to jak za czasów mojej młodości nieustające cerowanie skarpetek 🙂 Pojęcie dzisiaj całkowicie wymarłe. Nie można też wykluczyć, że ktoś kogoś przekonał o użyteczności małych lub wręcz bardzo małych okrętów rakietowych. Takie argumenty można wysnuć z teorii, chociaż są niepopularne.
      Za 50M EUR można pewnie zbudować prosty i nieduży OPV ale nikt nie będzie na niego chciał przenosić nowoczesnego uzbrojenia. Platforma do działań ZOP musi pewnie spełniać choćby minimum wymagań odnośnie wyciszenia, w przeciwnym wypadku będzie służyła głównie jako straszak lub ktoś przeszkadzający i działający negatywnie na psychikę przeciwnika. Też można, ale trzeba by chcieć eksperymentować głównie w dziedzinie taktyki.
      Klasyczne użycie ESSM z naprowadzaniem przez cały czas lotu jest też możliwe, chociaż w mojej opinii mało efektywne. To proste zastąpienie Mk13 i SM-1. Niemniej daje namiastkę obrony przeciwlotniczej, więc jest to tylko kwestia kosztów.
      W jednym ma Pan rację z pewnością, przeszedł czas na rozwiązania kreatywne albo wegetację.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Podejście do kosztów mam osobliwe (czego czasami moja małżonka nawet znieść nie może, że dość łatwo przeskauje na kwoty 2 krotnie większe), ale generalnie interesował mnie minimalny koszt jednostki o pewnych wymiarach OPV – z silnikami dla badań sonarowych się gdzieś spotykałem, ale koszty kompletnie są mi nieznane. Zasadniczo 100mln EUR było kwotą akceptowalną dla Kormorana, więc możemy przypuszczać, że coś na poziomie do 150mln EUR mogłoby być kwotą akceptowalną dla cuda jakim jest korwety ZOP. Z czego część kosztów można byłoby zaoszczędzić przenosząc co nowsze i zdatne z OHP, a projekty opl ustawić w kolejce jako “do realizacji” (w końcu w wersji minimalnej to jakieś 10-20 mln USD – górny półap licze dla ESSM+RAM). Wiem, że tego ESSM uczepiłem się trochę za bardzo, ale idealnie wpasowuje mi się w małe jednostki, bez zaawansowanych i drogich systemów radarowych, a dający jednak coś na poziomie obecnych OHP i mogłoby co ambitniejszych wprowadzić na nowy poziom abstrakcji (jakoś tak mam wrażenie, że dla sporej części zainteresowanych opl jest niczym rakiety manewrujące dla polityków).

        Co do posiadania tzw. “racji” to niezbyt lubię to stwierdzenie, zbyt puste i zbyt często mijające się z rzeczywistością. Poruszanie się wśród przesłanek i próby stawiania na tej podstawie wniosków to dla mnie taka polemika, którą praktykuje tylko dla podtrzymania moich humanistycznych zdolności. Te “racje” zbyt szybko się zmieniają w warunkach naszej polityki, a czasami nawet w ciągu jednej kadencji, tak że możemy się nawet nie połapać, kiedy cerowanie zamieni się na złomowanie. A irytującą “racje” póki co mają malkontenci, którzy twierdzą, że w Polsce nic nie da się zrobić. Choć na codzień bardziej negatywnie odbieram hurraoptymizm.

        • Panie Adrianie,

          Minimalny koszt takiej korwety ZOP można próbować szacować poprzez “badania porównawcze”. Wielki słowa, ale chodzi o porównywanie wartości kontraktów i trochę bardziej wyrafinowaną ocenę co wchodzi w ramy tego kontraktu. Niemniej to jest niepraktyczne chociaż dla nas, amatorów kształcące. Niepraktyczne, bowiem problem leży w specyfikacji okrętu. Zwykle zaczynamy od założeń taktyczno-techniczych i tego co dany okręty powinien móc czy posiadać. Na tym etapie nie ma szans by ktoś z góry się ograniczał, bo przecież “potrzeba”. Alternatywnym podejściem jest założenie z góry pułapu kosztowego na jednostkę i tworzenie specyfikacji mieszczącej się w limicie kosztowym. To niesie ze sobą ryzyko, że jeśli pułap kosztowy jest zbyt niski okręt będzie zbyt “ubogi” by wykonywać zadania. Niemniej w naszej sytuacji optowałbym za takim właśnie podejściem. Wówczas ze specyfikacji wyrzucamy rzeczy według określonych priorytetów.
          Wykorzystywanie sprzętu już posiadanego (nawet jeśli jest trochę wiekowy) ma sens i przykładem są Duńczycy ze StanFlexem czy też Finowie. Trzeba do tego jednak podejść planowo i mieć jakąś strategię. Jeślibym musiał jakąś kwotę podać to rzeczywiście na tym blogu publikowałem szacunki rzędu 700-1.000 mln PLN za korwetę klasy 1.000 ton. Nikt jej jednak nie chce, więc albo idziemy w okręty znacznie większe i padamy na barierze kosztów albo idziemy w mikro-flotę i walczymy z barierą braku zainteresowania.
          ESSM w naszym przypadku jest trochę kontrowersyjne, bo najlepiej by było gdyby było wsparte np. RAM. Takie rozwiązanie dla 1-2 okrętów nie ma sensu logistycznego, więc chyba lepszym byłoby jakieś rozwiązanie europejskie jak SeaCeptor czy nawet VL Mica. Pierwsze ponownie jest zbyt kosztowne dla szerszego zastosowania a drugie nie ma bodrego “upakowania” i ograniczy się do okrętów klasy korweta 2.000 ton. Poniekąd idąc tym tokiem rozumowania proponowałem jak to nazwał kiedyś Oskarm “uRAMowienie” naszej MW. Alternatywą może być Umkhonto.
          Żonglerka przesłankami czy założeniami jest dobrym sposobem na poszukiwanie niekonwencjonalnych rozwiązań, a więc przełomu. Oczywiście negatywną stroną jest niebezpieczeństwo niemożności ustalenia w końcu jakichkolwiek trwałych założeń, co jest niezbędne dla długofalowego planowania. Hurra optymizm był plagą i pewnie jeszcze trochę będzie, ale nie wiem jak temu przeciwdziałać. 🙁

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Zasadniczo tego rodzaju żonglerka opcjami, czy też z drugiej strony trening dla amatorów, może czasami faktycznie skutkować powstaniem ciekawego konceptu. Zasadniczo wszystko sprowadza się do tego jaki to jest ten nasz narodowy pomysł obrony kraju. MW jako taka nawet wśród największych sceptyków znajduje uznanie na poziomie pokoju, czy też kryzysu i na poziomie takiej argumentacji można byłoby coś tam kosztującego czasami nawet nie małe pieniądze pozyskać (w końcu Kormoran to wcale nie takie tanie maleństwo). Zasadniczo każdy rodzaj SZ boryka się praktycznie z tym samym problemem braku funduszy. Opini za tym by MW zlikwidować, nie brakuje i na pewnych poziomach argumentacji wcale mnie to nie dziwi.
            Co do realizacji projektów przez budżet to dla ludzi biznesu dość oczywista sprawa. Natomiast w światku polityki wydaje się, że kolejny przestrzelony pomysł nie jest wcale niczym złym, a może nawet mieć niezwykle pozytywny skutek, gdzie kwestia tymczasowości tych efektów może mieć drugorzędne znaczenie w ogólnym rozrachunku korzyści. Niemniej są i tacy w naszej polityce traktujący nawet sprawy MW na serio, a z drugiej strony skorzy dość mocnie bronić nawet holownika. Wnioskuje może i na wyrost, ale finansowanie jakiejś tam floty z kompletnie innych powodów niż obronność kraju może czasami być całkiem dobrze uzasadniona w oczach naszych decydentów. Dlatego uważem ten blog za niezwykle trafny nawet jeśli wbrew modzie promuje to co może niechciane, ale jednak jak najbardziej osiągalne. Niestety jeśli MW nie uzyska realnego budżetu do dysponowania w perspektywie co najmniej 15-letniej to będziemy jednak pływać w morzu pomysłów mających się “bylejako” do możliwości osiągania tego co realne i w jakimś rozsądnym terminie będzie może nawet pływać.

          • Panie Adrianie,

            Tematy coraz ciekawsze. Z jednej strony zawodowcy w mundurach powinni tworzyć plany operacyjne bazujące na strategii tworzonej przez cywilny zarząd sił zbrojnych, a z tego powinny wynikać wskazówki dla budowy właściwej struktury sił zbrojnych. Z drugiej strony pieniądze aprobuje parlament czyli reprezentacja społeczeństwa, które może być lub jest całkowicie obojętne dla wytworów intelektualnych wojskowych. Amatorzy, czyli zainteresowani niezawodowo mogą w tym układzie służyć jako łącznik pomiędzy tymi dwoma światami, przypominając zawodowcom, że nie żyją w próżni i oderwaniu od społeczeństwa a społeczeństwu przybliżając dylematy wojskowych. W tym kontekście można spojrzeć na naszą żonglerkę opcjami. Przepaść jest spora więc dla jednych ta żonglerka może być wręcz śmieszna czy irytująca a dla drugich wciąż niepojęta.

            Sposób podejmowania decyzji przez polityków czy po prostu zespół ludzi to już jest temat rzeka a jeśli mówimy o Polsce to mamy sporą domieszkę patologii. Ostre słowa, ale wynikają z braku przejrzystości procesu oraz braku odpowiedzialności za czyny, o czym zresztą Pan wspomina.

            Co do budżetu to sprawa jest dalej zaciemniona bowiem budżet JEST. Może być mały, ale zacząłem pisać gdy na wydatki było dostępne 200-250mln PLN rocznie według moich szacunków i w dalszym ciągu za te pieniądze można coś było zrobić. Jednak to, co było możliwe nie znajdowało zainteresowania wśród zarówno fachowców jak i polityków. Nawet to nie jest pełnym wyjaśnieniem, bo przy budżecie 200mln PLN była możliwa budowa Kormorana 15 lat temu! Oznaczałoby to drogę ewolucyjną bo mielibyśmy fregaty z demobilu, Orkany w trakcie modernizacji i nowoczesne niszczyciele min. Cały czas natykamy się na bariery, które skrywają się w cieniu stworzonym przez brak przejrzystości zarówno procesów jak i procedur. Do tego potrzeba państwa prawa, które najwyraźniej nie jest zbyt doceniane w kraju.

            Pozdrawiam,

            Przemek

  2. Panie Przemku,

    Pomijając społeczne i proceduralne kwestie, które dość niedawno poruszone zostały na łamach NTW i dla ludzi zainteresowanych nie stanowią jakiegokolwiek zaskoczenia, mamy chyba dodatkowy problem w całkiem innym wymiarze. Czytając ostatnie wyrywki wypowiedzi naszego IMW, odnoszę pewne specyficzne wrażenie (być może mylne i subiektywne ponieważ podparte jego karierą), że nawet osoba na takim stanowisku od której moglibyśmy oczekiwać szerszego spojrzenia na sprawe. Persona ta czuje się jednak publicznie zawiedziona pewnymi pogłoskami (choć pewnie nie oderwanymi od rzeczywistości), że jednak istnieje coś takiego jak budżet o ograniczonej pojemności dla tzw. fantazji, wbrew zapewnieniom tego, czy innego ministra. A sprawa na pierwszy rzut oka wyglądałaby nawet na “klepniętą”.

    Można byłoby się zapytać jak to? Kto za obecną sytuację odpowiada? Ale nawet przy obecnie szacowanym maksymalnym budżecie pozostałym do rozporządzania do 2030 roku, te 7mld zł ma się nijak do bagatelnej kwesti minimalnego kosztu 10mld zł na 3 OPNT. Skądinąd całkiem realny szacunek kosztów w porównaniu do prób określenia ceny ONNT przez naszych ekspertów. Z racjonalnego punktu widzenia osobiście nie dziwi mnie to, że SG nie chce konsultować już niczego, bo z drugiej strony ten brak racjonalności w planowaniu wydaje się oderwany od rzeczywistości. Tak jak Pan wspomniał całościowa strategia planowania i przewidywania na pewnych etapach, mogłaby skutkwać czymś korzystniejszym niż wiecznie niedokończony Ślązak i zaledwie jeden Kormoran.

    Więc realnie wracamy do podstawowej sprawy naszych elit w pełnym zrozumieniu kwestii ich jestestwa, percepcji i promocji po przez przytakiwanie lub okazjonalnie zwykłego zbiegu okoliczności między kompetencjami plus światopoglądem, a oczekiwaniami decydentów do wspólnej wizji. Jeśli chodzi o wojska lądowe to upakowanie czegoś więcej na czołgu nie wchodzi w rachube więc może i zgodność jakaś tam jest. Przeraża mnie osobiście ten rozdzwięk w MW, który nie prowadzi do niczego innego jak totalnego updaku morali, a co za tym idzie do pewngo fundamentalnego pytania po co nam takie wojsko jest? Lub też z innej strony jak taki twór gdzie każdy ma inne zdanie może działać jako część strategii obrony kraju? Możliwe, że jestem staroświecki i przepojony pewnymi tradycjami, ale zwykłem w domu czy hisotri dowiedzieć się, że wojsko ma iść za rozkazami.

    Brak ciągłości walki ma jednak to do siebie, że można znaleźć się w sytuacji Chin w czasie wojen opiumowych i nawet jako mocarstwo ulec komuś teoretycznie słabszemu. W takim kontekście pozostaje kwestia jak moglibyśmy kreować dowództwo i generalnie armie w czasach pokoju, gdzie jednak trudno o identyfikacje jednostek przywódczych o pewnym minimalnym autorytecie. Gnębi mnie fakt, że przy tym totalnym braku pomysłów na MW, jakieś jednostki próbują chwytać się pierwszego lepszego pomysłu, który miałby za pomocą tej niezwykłej siły sprawczej, pomóc w osiągnięciu czegoś co do końca chyba nie rozumiemy.

    Pozdrawiam,
    Adrian

  3. Pierwsza jaka przeczytalem rozsadna analiza tego co mozna i nalezy zrobic z polska MW! Doskonale! Dodalbym jeszcze polozenie nacisku na rozwiazania asymetryczne (wykorzystujace platformy wiertnicze, morskie wiatraki, instalacje laczace te systemy z ladem, budowane i planowane instalacje przesylowe, itp). A takze wprowadzenie rozwiazan dla tzw brown and green water navy. (Zarowno nasza wschodnia jak i zachodnia granica morska maja taki wlasnie charakter.)

    • Cieszę się z tej pozytywnej opinii i przekaże autorowi (jeśli jej jeszcze nie przeczytał). Muszę podkreślić, że autor co prawda też Przemek ale inny 🙂

      Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.