Aug 302018
 

Historia przejęcia używanych fregat z Australii do czego w końcu nie doszło w ostatniej chwili, wskazuje na brak wspólnej i zaakceptowanej wizji co do roli Marynarki Wojennej RP. Nie ma wyjścia, z uporem maniaka trzeba wrócić do tematu. Co pewien czas na tym blogu podejmowana jest próba syntezy różnych wątków. Nie inaczej jest tym razem i poniżej są odniesienia zarówno do Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego RP (zwłaszcza jej pierwszej części), Białej Księgi jak i do pewnych idei z Planu Modernizacji Technicznej z 2013 roku.

Jako cel nadrzędny Marynarka Wojenna RP mogłaby przyjąć:

  • Wzmacnianie bezpieczeństwa Polski poprzez zapobieganie i tłumienie kryzysów powstałych na wodach Polski, Unii Europejskiej i krajów sojuszniczych
  • Demonstrowanie aktywnego uczestnictwa RP w polityce międzynarodowej poprzez udział w międzynarodowych operacjach na morzu i demonstrowanie bandery
  • W czasie wojny udostępnienie Połączonym Siłom Zbrojnym pola manewru wzdłuż wybrzeża i wsparcie ich działań na morskiej flance.

Zadania wynikające z powyższej definicji podzielmy procentowo na czas pokoju oraz kryzysu i wojny, co ułatwi planowanie budżetu w realnych granicach. Określenie typowych zagrożeń lub ich poziomu pozwoli na ograniczenie i dopasowanie zdolności okrętów do najbardziej prawdopodobnej sytuacji, a nie najgorszej. Ta ostatnia bowiem zdestabilizuje zarówno specyfikację okrętów jak i budżet.

70% w czasie pokoju:

  • Rozpoznanie i patrolowanie własnych wód
  • Dyplomacja morska (wizyty w porcie, udział w operacjach społeczności międzynarodowej)
  • Budowanie sojuszy (ćwiczenia międzynarodowe, uczestnictwo w stałych zespołach NATO)
  • Pomoc humanitarna i ratownictwo
  • Bezpieczeństwo morskie
  • Wsparcie służb granicznych Polski i EU

Poziom i rodzaj zagrożenia:

  • Obce rozpoznanie i penetracja własnego terytorium
  • Dywersja
  • Ataki nie mające na celu zajęcia terytorium lub punktowe z użyciem nowoczesnej broni w ograniczonej ilości lub czasie
  • Agresywna dyplomacja morska
  • Łamanie ładu i prawa międzynarodowego

30% w czasie kryzysu i wojny:

  • Ochrona portów i infrastruktury morskiej
  • Osłona podejść do portów
  • Mobilność wojsk wzdłuż wybrzeża
  • „Mała Wojna”
  • Zaopatrzenie i ewakuacja droga morską

Poziom i rodzaj zagrożenia:

  • Dywersja
  • Miny
  • Ataki cybernetyczne na infrastrukturę i ośrodki dowodzenia
  • Blokada morska
  • Taktyczne desanty na tyłach obrony w celu dezorganizacji linii zaopatrzenia oraz przyśpieszenia postępu wojsk agresora
  • Ataki na terytorium kraju lub siły morskie oraz transporty wojska i zaopatrzenia z użyciem nowoczesnej broni w nieograniczony sposób

Dyplomacja morska w wersji “soft”

Dopiero po uzgodnieniu nie tyle zadań, co podstawowego powodu istnienia możemy mówić o siłach i środkach. Alternatywne myślenie oddolne, czyli zakup sprzętu bez uzgodnionej roli marynarki wojennej jest wciąż możliwe, co demonstruje choćby Kormoran ale będzie napotykało na przeszkody przy większych kwotach jednostkowych (na co wskazuje przykładowo pomysł przejęcia fregat).

Struktura sił morskich nie budzi większych wątpliwości ale stopień ich integracji czy współdziałania już pewnie tak:

  • MOSG
  • SAR
  • Marynarka Wojenna

Zdolności na poziomie bardzo ogólnym można określić chwytliwym hasłem 5S (screen, scout, strike, supply, support) czego nie należy mylić z biznesową praktyką japońskich korporacji lub zapożyczyć terminologię z PMT2013 – (Rozpoznanie, Rażenie, Przetrwanie i Ochrona, Przerzut i Mobilność, Wsparcie, C2)

Budżet inwestycyjny przyjęty arbitralnie w dwóch wariantach:
1.0 mld rocznie
0.5 mld rocznie

Wysokość wydaje się odzwierciedlać historyczną wysokość nakładów. Co prawda ostatnio w ciągu roku podpisano kontrakty na dwa Kormorany i Ratownika, ale jest wątpliwe, czy zapłacono z góry pełną kwotę. Nakład jest dalej rozpatrywany przez pryzmat proporcji 70/30 dla Pokoju/Kryzysu i Wojny.
Kadencja Sejmu trwa 4 cztery lata i przy naszym braku ciągłości polityki oznacza to inwestycje rzędu:

  • 2.8 mld/1.2 mld w czasie kadencji przy poziomie 1.0 mld rocznie lub
  • 1.4 mld/0.6 mld w czasie kadencji przy poziomie 0.5 mld rocznie

Po odliczeniu pewnej kwoty na remonty (np. 20%) można wnioskować, że dla polityków wchodzi w grę zakup jednostkowy pomiędzy 1.0 -2.0 mld za sztukę lub przy liczbie trzech sztuk największe pozycje będą warte 0.4 – 0.8 mld za sztukę. Liczby mogą się wahać krótkoterminowo do 30% poprzez zmianę proporcji pomiędzy P oraz K i W. Dodatkowym ograniczeniem może być (choć nie musi) czas realizacji kontraktu, bo rząd wprowadził radosną zasadę, że kontrakt czy uzgodnienia znaczą niewiele.

Takie rozumowanie wyjaśnia fenomen Ślązaka i jego olbrzymie szanse na jedynactwo a także kontrowersje wokół fregat Adelaide będących gdzieś w górnych granicach osiągalności. Używane fregaty miałyby większe szanse, gdyby nie zainwestowano już w inne projekty jak Kormoran, NDR czy Ratownik. Tak naprawdę to ponownie ogranicza realne kwoty inwestycji bo przy takich zaniedbaniach stoimy wobec konieczności prowadzenia kilku projektów jednocześnie. No, ale przetestujmy hipotezę na aktualnych inwestycjach. NDR w cenie 0.7 mld jest akceptowalny. Powtórzony drugi raz ma uzasadnienie w łatwości realizacji (nie musimy się przebijać przez procedury i nie ryzykujemy porażki) ponadto drugi dywizjon ma chyba niższy koszt. Kormoran jako prototyp również się mieści. Realizacja opcji na dwie dalsze dwie jednostki też się mieści mając wspomniany plus niskiego ryzyka i przewidywalnego czasu realizacji. Ratownik ma szanse chociaż coraz bardziej staje się okrętem bez swojej misji, ale jego bliźniak może już nie mieć tyle szczęścia.

Jeżeli chcemy mieć coś w liczbie minimum trzech sztuk to 1.0 mld PLN za jednostkę wydaje się być górną granicą akceptowalności dla polityków, a i to mocno naciąganą. Taki jest skutek braku ciągłości i długofalowego planowania. To co za to kupimy zależy od percepcji wartości u decydentów. Wiele systemów rozpoznawczych, patrolowych i ochrony infrastruktury ma szanse się w tej kwocie zmieścić, tylko czy będą cenione przez zarówno polityków i wojskowych szukających maksymalizacji zdolności bojowych? Wszyscy zwrócili uwagę na słowa Jamesa H. Bergerona w wywiadzie udzielonym Defence24, że „zdolności typowe dla fregat są bardzo cenne z punktu widzenia NATO”. Nikt nie odniósł się do poniższego pytania i odpowiedzi:

Czego NATO najbardziej potrzebuje teraz na Bałtyku, gdzie po drugiej stronie mamy Flotę Bałtycką Federacji Rosyjskiej?

Jedną z naszych największych potrzeb jest świadomość sytuacyjna. Potrzebujemy oczu i uszu na Bałtyku i do pewnego stopnia potrzebujemy zdolności do szybkiej odpowiedzi.

Rozpoznanie i świadomość sytuacyjna naszego regionu najwyraźniej mogłaby być naszym wkładem do sojuszu, cenionym przez NATO i jednocześnie będącym w pełnej zgodzie z zapomnianą strategią Bałtyk Plus. Okręty typowo bojowe będą wciąż kontrowersyjne bo obciążają budżet znacznie, są ryzykownym projektem wobec naszego braku doświadczenia w zarządzaniu takimi projektami, a z drugiej strony to co jest wystarczająco dobre czy uzbrojone jest mocno relatywne.

Okręty duże czy małe muszą mieć gdzieś bezpieczną bazę. Zacznijmy może od tego. Foto www.warfarehistorynetwork.com

Kontynuując wątek fregat w naszych warunkach na fali wydarzeń wokół australijskich okrętów typu Adelaide trzeba przemyśleć opcje, ale w odniesieniu do strategii bezpieczeństwa narodowego i realnych środków. Przykładowo fregaty mogą mieć miejsce w Marynarce Wojennej RP, ale pod kilkoma warunkami. Po pierwsze musi istnieć właściwe uzasadnienie i takie istnieje. Pierwsza cześć Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego bazuje najwyraźniej na dorobku prof. prof. Makowskiego i Szubrychta i jest wewnętrznie spójna. Mówi o Rzeczpospolitej Morskiej aktywnej na arenie międzynarodowej i budującej sojusze. Prof. Makowski w ten sposób argumentuje:

Umiejętne wykorzystanie dyplomacji morskiej w ramach rozsądnej i przemyślanej polityki zagranicznej jest dla małych i średnich państw pierwszą linią obrony.

Niestety, prawie cała argumentacja w mediach skupiła się wokół wartości bojowej fregat, co jest sprawą drugorzędną w tym przypadku. Snucie planów o dalszej modernizacji okrętów po domniemanym przejęciu może mieć sens techniczno-militarny ale nie polityczny, bo oznacza niepotrzebny wzrost kosztów projektu już będącego na granicy osiągalności.

Po drugie, musielibyśmy zaakceptować używane fregaty jako rozwiązanie stałe, a nie tymczasowe co niesie za sobą niekorzystne skutki. Raz będziemy mieli ESSM, drugim razem Aster i tak dalej co 15 lat. Większym problemem jest malejąca podaż fregat na rynku, bo okręty są coraz droższe i budowane w krótszych seriach.

Oczywistym pytaniem jest co w zamian. Właściwie możliwości jest wiele i część z nich pojawiała się na tym blogu. Główną przeszkodą wydaje się być nadmierna orientacja na potrzeby wojny i w konsekwencji maksymalizacji zdolności bojowych. To się odbywa kosztem bezpieczeństwa narodowego, bo wojnę poprzedza wzrost zagrożenia, który najwyraźniej ignorujemy. O tym mówią cytowane słowa Prof. Andrzeja Makowskiego z zeszłorocznej prezentacji. Paradoksem jest, że za wyjątkiem Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego większość inwestycji czy planów inwestycyjnych Marynarki Wojennej jest związana z działaniami w czasie pokoju a nie wojny. Bezbronny Kormoran, Rybitwa mająca poszukiwać okrętów podwodnych w zasięgu lotnictwa i rakiet przeciwlotniczych przeciwnika czy Ratownik, który nie bardzo wiadomo jak ma ratować w czasie wojny załogę zatopionego okrętu podwodnego. Wszystkie te systemy mogą na obszarze Zatoki Gdańskiej funkcjonować po zneutralizowaniu zagrożenia lub jego likwidacji, tylko to oznacza że Marynarka Wojenna może podjąć swoje zadania po zakończeniu działań wojennych na obszarze. Dochodzimy do sprzeczności logicznej.

Zapomniane i wstydliwe zadanie – ewakuacja. Tu Rosjanie wycofują się z Tallina

Patrząc na zadania i zagrożenia wymienione w początku tekstu zwraca uwagę, że uzyskujemy obraz strategii Bałtyk Plus, chociaż nie było to intencją. Dla zwolenników fregat „Plus” daje szansę na okręty tej klasy przy spełnieniu wspomnianych warunków brzegowych. Z punktu widzenia tworzenia struktury floty pragmatyczne i inżynierskie podejście do listy powinno zaowocować zestawem dość jasnych kryteriów niezbędnych do zaprojektowania sieci taktycznej. Dla ilustracji parę przykładów:

  • Rozpoznanie i patrolowanie własnych wód. Ciągłość i stopień pokrycia obszaru.
  • Dyplomacja morska (wizyty w porcie, udział w operacjach społeczności międzynarodowej). Autonomiczność i łączność.
  • Budowanie sojuszy (ćwiczenia międzynarodowe, uczestnictwo w stałych zespołach NATO). Łączność jest warunkiem koniecznym.
  • Pomoc humanitarna i ratownictwo. Czas dolotu i odporność na pogodę. W misjach zagranicznych czy ewakuacji potrzeba przestrzeni ładunkowej.

Bez pretendowania do słuszności wymienionych kryteriów wystarczy zauważyć jak owe parametry prowadzą do konkretnych rozwiązań praktycznych. Weźmy pierwszy z brzegu, czyli rozpoznanie i patrolowanie własnych wód. Kryterium jakości to minimalizacja budżetu lub maksymalizacja odporności przy zadanym stopniu pokrycia. Mamy wybór pomiędzy nielicznymi platformami z sensorami o dużym zasięgu lub odwrotnie licznymi ale z uboższym wyposażeniem. Okręty czy jednostki nawodne oferują autonomiczność, samoloty wysoki stopień pokrycia, a mniejsze UAV liczebność lub odporność sieci na atak. Wszystko jest możliwe do skwantyfikowania i obliczenia optymalnej kombinacji platform i sensorów.
Podobnie dyplomacja morska lub budowanie sojuszy opiera się na minimalistycznych kryteriach nie ograniczających wyboru. Dyplomację morską można realizować z wykorzystaniem okrętu patrolowego, fregaty czy dużego okrętu desantowego albo po prostu logistycznego. Sojusze można budować poprzez ćwiczenia na odległych wodach albo na naszych własnych. Zadanie nie determinuje ani wielkości okrętu ani jego zdolności bojowych.

Jeśli spojrzeć na to co US Navy myśli o swojej przyszłości, to obecnie mówi się o poszukiwaniu optymalnej kompozycji oraz definicji poszczególnych składników, którymi są:

  • Duży okręt bojowy zastępujący krążowniki i niszczyciele
  • Mały okręt bojowy zastępujący LCS i fregaty
  • Średni okręt bezzałogowy z załogą opcjonalną (jak SeaHunter)
  • Małe okręty bazzałogowe (jak CUSV lub ich roje)

Pierwszy jest poza naszym zasięgiem i chyba zainteresowaniem (chociaż są osoby myślące inaczej). Drugi będzie przedmiotem pożądania dla obecnych zwolenników fregat. Z jakim skutkiem nie wiadomo. Natomiast mutacje SeaHuntera czy CUSV są jak najbardziej w naszym zasięgu i co więcej byłyby cenione przez USNavy w składzie naszej marynarki wojennej. Sercem tych platform jest tak na prawdę wiedza zakodowana w postaci programu sterującego i to stanowi szansę na innowację w naszym przemyśle, jakkolwiek wątpliwe czy państwowym.

Wojna czy pokój? Jak dotychczas, skupienie uwagi na wojnie i jej wymogach sprowadza Marynarkę Wojenna na manowce. Może czas na zmianę strategii i sposobu myślenia?

  24 Responses to “Wojna czy pokój?”

  1. Panie Przemku,

    Bardzo dobra analiza i chyba gdzieś głos po środku (podparty własnymi wizjami, ale to dobry wybór). Ciężki do zaakceptaowania dla MW jako wojskowych to rzecz zrozumiała po części. Kwintesencjom dla aprobaty politycznej może byłoby, że tego typu flota byłaby spójna z koncepcją rozwoju naszego przemysłu i tu przy dobrych wiatrach może pojawić się jednostka chcąca się wybić na rozwoju tego co ojczyste. Taka nano_Czapla to np. powtórka w nowszej wersji z naszych trałowców, brak pakowania się w kolejnego Gawrona i pieniądze zostają w kraju całkowicie w kraju. Nie dokońca jestem pewien czy idea powtórki Absalona ma szansę u nas, gdyż nie ma potrzeby przerzutu kompani wojska na duże odległości. Ale odpowiednio duży okręt który przez kolejne 10 lat (powtarzając wszystkie nasze sukcesy) będzie dozbrajany do roli fregaty AAW może być uzasadniony i pojawić się szybko jeśli tylko zrezygnujemy z doposażania go we wszystko co możliwe od początku – choć nie wiadomo oczywiście jak taki eksperyment się finalnie skończy, ale to i tak byłby jakiś przełom w braku decyzyjności.

    I słuszna uwaga, że powinniśmy unikać kwot powyżej 1mld za projekt oprócz projektów 3 okrętów w serii (ale tu mówimy o min. 5 letnim okresie budowy 3 jednostek), ponieważ tu moglibyśmy się w optymistycznym wariancie trzymać połowy budżetu uśrednionego do złej i dobrej koniunktury. Czyli inaczej średnia 500-250 mln lub jeszcze w innym ujęciu 5 lat razy 375 mln PLN co bedzie stanowić jakies 1.9 mld PLN/projekt 3+. Niby nie lubię prostych rozwiązań, ale dla historyków z rządu opwinno to być strawialne ekonomicznie. To powinno być także jakimś wyznacznikiem pomiędzy fantazjom , a rzeczywistym projektem do realizacji.

    • Panie Adrianie,

      dziękuję za pochwałę! Co do Absalona to nawet, jeśli nie byłoby potrzeby transportu wojska to jest to okręt bardzo wszechstronny. Aktualnie, jak wspomniałem, jego bliźniak pełni rolę okrętu dowodzenia SNMG wykorzystując przestrzeń ładunkową. To może być następca Czernickiego jako okręt dowodzenia zespołem niszczycieli min. Może przenosić drony i nimi sterować dodając się znacząco do obrazu sytuacji taktycznej. Może przenosić moduły ELINT/COMINT i inne. Może być szpitalem i podejmować uchodźców z wody, albo być bazą dla specjalsów jak ponownie Czernicki w Iraku. Po prostu szwajcarski zegarek. Takich zadań na co dzień jest mnóstwo i nie potrzeba nam do tego fregaty. Ładownia tworzy z tego okrętu jednostkę modułową.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Mnie Pan nie musi przekonywać co do walorów. Obawiam się tylko, że póki Xawery jest na chodzie to ze strony polityków i MW może być ograniczone zapotrzebowanie na tego typu zakup, a słuszna uwaga, że szkoda skoro na fregate nie mamy środków. Wypadnięcie z SNMG nie powinno być narodową tragedia, a mogłoby pozwolić na realizację planu modernizacji na spokojnie. Marynarze pewnie niechętnie przejdą z fregaty na rzepa, no ale niekoniecznie ma to oznaczać głos rozsądku.

        Pozdrawiam

  2. Panie Przemku,

    Coraz bardziej wydaje mi się że fregat Adelaide nie przejęto tylko przez obawę o przyszłość stoczni państwowych. Widać że MW po prostu chce fregat. Podczas obu wojen światowych transport wojska na Bałtyku był bardzo ważny. Tylko w jakiej powinien być sile(kompania czy batalion), co miało by go osłaniać(1 fregata?) i najważniejsze czy WL widzą taką potrzebę kiedy mogą skryć się za murami linii Maginota czyli przesmyku suwalskiego.

    W Polsce okręty tylko na czas pokoju raczej nie przyjmą(tak samo jak MRAPy czy samoloty LIFT). Może jakaś hybryda okrętów patrolowych i korwet?

    • Panie Wiktorze,

      Zadaje Pan dwa fundamentalne pytania dla przyszłości MW:

      Czy WL widzą rolę dla MW? Nie wiem, ale obawiam się, że w zalewie innych priorytetów MW gdzieś ginie.
      Czy Państwo Polskie jest gotowe inwestować w bezpieczeństwo a nie stricte obronę? Ponownie nie wiem i też mam poważne wątpliwości.
      Negatywna odpowiedź na OBA pytania oznacza w najlepszym wypadku wegetację dla MW. Na zmianę odpowiedzi na pierwsze pytanie nie mamy praktycznie wpływu. Na drugie – umiarkowany lub iluzoryczny. Trochę inaczej jest w Stanach gdzie crowdsourcing może brać pod uwagę blogerów i inne źródła informacji.

      Co do marynarzy to podejrzewam, że przyjęliby bardzo wiele, bo stan aktualny jest bardzo zły. Czy to kwestia stoczni? Raczej ogólnie budżetu i rozgrywek frakcyjnych w partii. Pieniądze są potrzebne przed wyborami na nowe obietnice i mimo wszystko Pan Morawiecki jest ekonomistą. Musi sobie zdawać sprawę z coraz trudniejszej sytuacji. Natomiast układ BBN-MON być może niefrasobliwie i niebezpiecznie pominął inne siły ważne w układzie i mamy klops. Czysta polityka.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku,

        Problem jest z rozbieżnością wizji. Tworzymy OT jaką jednostkę do działań typowo asymetrycznych a z drugiej strony Leopard 2PL jest obecnie chyba jedyną modernizacją czołgów nastawioną na typowy konflikt regularny.
        Czy chcemy prowadzić wojnę asymetryczną jak na Ukrainie tylko być na nią lepiej przygotowani? Czy chcemy skupić się na dyplomacji i nie dopuścić do wojny na naszym terenie?
        Czy umiemy skupić się na rozwoju jednej wizji? Nie wiem ale 15lat temu toczyła się dyskusja czy potrzeba “Polskiej tarczy” czy “Narodowego programu pancernego” obecnie niema ani tego ani tego. Ale są plany na wszystko

        • Panie Wiktorze,

          Jestem z gruntu przeciwny WOT w aktualnej formie. Jestem natomiast zwolennikiem budowy systemu rezerw. Jeśli chodzi o rozbieżność to myślę, że doktryna gen. Kozieja ma dużo sensu jakkolwiek posiada pewne luki. Określa ograniczony poziom zagrożenia i koniecznośc budowy sił do samodzielnego zwalczanie tych zagrożeń. Natomiast ograniczone siły pancerne służyłyby jako element odstraszania i wkład w siły NATO na wypadek otwartej wojny pomiędzy NATO i jakąkolwiek potęgą lądową. Taki sposób myślenia prowadzi do organizacji brygadowej i ograniczenia sił pancernych do powiedzmy dwóch brygad. Mamy jedną na Leopardach a drugą na T-91, stąd ograniczamy proces modernizacji do jednej brygady i odkładamy na dalszy czas korzystając z rozwiązania pośredniego T-91. Być może nie będzie nas stać nawet na to.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Panie Przemku,

            Też jestem przeciwnikiem OT. Jestem natomiast zwolennikiem wykorzystywania ochotników w WL (przykładowo w logistyce). Gen. Kozieja uważał że nowoczesne armie nie potrzebują czołgów w ogóle. Jeżeli chodzi o strukturę to trzeba skopiować rosyjską (więcej batalionów w brygadach kosztem ilości wozów w batalionie, silniejsze rozpoznanie, silniejsza artyleria). PT-91 jest w praktyce WWB i nadaje się jako uzupełnienie nowoczesnych BWP i moim zdaniem Rosomaków.

  3. Podoba mi się to że doszedł Pan do wniosku że zadania polskiej MW są głównie w czasie pokoju a nie wojny. I do takich zadań powinna być budowana flota. Dlatego Program Bałtyk+ miał sens. A zakup fregat z Australi czy innych, sensu nie ma. Również mając do wydania na fregaty kontra rozpoznanie czyli programy rybitwa lub plomykowka to wyższy priorytet powino mieć rozpoznanie. Co jak widać ma poparcie nawet w strukturach nato. Ciekawe jest to że budując cała serię okrętów Gawron jednostkowy koszt wyszedł by pewnie ok 1mld PLN. Czasu nie zwrócimy. Można uczyć się na błędach. Niepokoić może program Orka. 3 okrety koszt blisko 10 mld. Do tego bezsensowny pomysł na rakiety dalekiego zasięgu. Salwa takich rakiet na Rosję to jak ukłucie szpilką słonia. Ciężko politykom zrobić sobie zdjecie na tle okrętu podwodnego lub wysłać na defiladę. Wygląda więc na to że pożegnamy się z okretami podwodnymi na dobre.

    • Przepraszam za późną reakcję i odpowiedź. Byłem poza zasięgiem. Okręty podwodne mogą mieć uzasadnienie tylko na poziomie politycznym ze względu na koszty. Uzasadnienie militarne wymagałoby określenia celów dla MW i strategii ich osiągania. To wszystko zaś w odniesieniu do polityki bezpieczeństwa państwa. Już tutaj grzęźniemy. Bez określenia roli MW w systemie bezpieczeństwa (a nie tylko obrony) państwa wydatek 10 mld PLN jest szaleństwem. Tak jest przynajmniej moja opinia. Można więc albo uzasadnić taki wydatek albo go obniżyć rezygnując zarówno z rakiet jak i AIP albo wręcz pójść w miniaturowe okręty podwodne. To wymaga rezygnacji z wielu ważnych zdolności a to ponownie prowadzi nas do celów w jakich takie jednostki byłyby wykorzystywane.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  4. Panie Przemku,

    Szukając argumentacji nad inwestycją w coś rodzaju Absalona potrzeba byłoby poszukania sedna sprawy w wymaganiach – tu ciężko się z Panem nie zgodzić. Ciężko strawna jest argumentacja czegoś co nazywamy okrętem misyjno-pokojowym ponieważ nie za bardzo wiadomo jak to wpasować w doktrynę obronną. Jeśli rządzący pogodzą się w końcu z rzeczywistością i brakiem środków, należałoby przedstawić w końcu to co jest niezbędne dla teorii roju dronów, rzepów i bzyków – czyli potrzeba okrętu dowodzenia lub inaczej centrali. Tak oto siły ASW i ASuW potrzebują już czegoś by uzupełnić Ślązaka. Budowa typowej fregaty ZOP jest ponad nasze zdolności finansowe to na pewno. W takim układzie idziemy lub w małe ścigacze ZOP lub małe korwety typu Kaszub NG. Tu pojawia się chyba furtka na to by wzorem sił minowych powstał okręt dowodzenia mogący być:
    – bazą dla 2 helikopterów, a to już poważne wzmocnienie zespołu ZOP
    – wyrzutnią torped bomb głębinowych
    – centralą zbierającą informacje z helikopterów, rzepów, boji sonarowych itd… tworząc spójny obraz sytuacji podwodnej
    – okręt może stanowić zaopatrzenie dla rzepów co spowoduje wydłużenie czasu ich misji
    – może przenosić zapas boji sonarowych rozrzucanych przez helikoptery a zbierane choćby przez ribsy
    – perspektywa na zastosowanie większych VDS, choć osobiście uważam, że na Bałtyku to przerost formy nad treścią
    – jeśli w pierwszej fazie bezbronny lub tylko z SeaRAM to inwestycja w SMART-L relatywnie tanio zyskujemy bardzo dobre rozpoznanie sytuacji w powietrzu, okręt automatycznie staje się częścią IBCS, a dla fantastów pozostaje duże pole jak my z tego okrętu czasami fregaty nie zrobimy.

    Aspekty dodatkowe to:
    – pogodzić się, że środki na korwety przepadną na dłuższy czas więc idziemy w uzupełnianie po przez SWATHy (to tak ze względu na stosunkowo dużą dzielność morską w porównaniu do rozmiarów i atrakcyjnej ceny)
    – politycy musieliby zrozumieć co oznacza “okręt jak klocki lego”
    – byłby to eksperyment bez precedensu więc decydenci musieliby się pogodzić z ryzykiem i stosunkowo małą akceptacją pewnych środowisk
    – zaakceptować to, że okręt w pierwszej wersji miałby być praktycznie bezbronny i oddać go niemal jako prom. Wprowadzanie uzbrojenia przeprowadzić z pomocą zagranicznego partnera i tu chyba warto byłoby skorzystać z funkcjonalności StanFlex, czyli znów wracamy do lego 😉
    – dokładanie uzbrojenia na dystansie kolejnych 15 lat wpisuje się doskonale w nasze tradycje
    – porównanie efektywności kosztu 3 korwet vs Absalon-PL plus 3-4 SWATHy

    Nie wiem czy dobrze to interpretuję, ale chyba coś w tym stylu powinno być jako projekt bazowy z perspektywy . Może doprowadziłoby to do jakiś decyzji, a jeśli eksperyment wykaże sukces powinno być prostą drogą dla skompletowania bliźniaka tą samą ścieżką.

    • Panie Adrianie,

      Widzę wiele zastosowań dla okrętów klasy Absalon ale zważywszy na bliskość lądu zadał bym pytanie czy nie prościej i bezpieczniej dowodzić dronami nimi z lądu.
      Problem z bezbronnymi okrętami jest taki że od razu zostanie okrzyknięty “motorówką” lub “kutrem rybackim”

      • Panie Wiktorze,

        Bardzo dobra uwaga, że bez odpowiedniej argumentacji pojawią się głosy przeciw. Dlatego osobiście uważam, że argumentacja za powinna posiadać szersze objaśnienie i wytłumaczenie co rozumiemy przez pojęcie “okręt jak klocki lego” – czyli inaczej jak można pozyskać możliwości Xawerego podniesione do kwadratu.

        Co do pierwszej uwagi to niewątpliwie w czasie pokoju najlepiej jeśli rzepy byłyby sterowane z baz na lądzie- dzięki temu taki Absalon mógłby skupić się na roli dyplomaty. Natomiast w czasie kryzysu czy wojny musimy zakładać, że rzepy będą wymagać już wsparcia środkami bojowymi większego kalibru, a wsparcie hlikopterami ZOP z lądu jest dość problematyczne. Wartość dodana każdego helikoptera w trakcie akcji ZOP według teorii zwiększa szanse na sukces nieporównywalnie do innych metod. Więc potrzeba istnieje na tego typu zastosowania.

        Szkoda, że nie ma chęci podjęcia ryzyka niekonwencjonalnych rozwiązań i łatwiej naszym politykom przychodzi brak jakichkolwiek decyzji tworząc sytuację jeszcze bardziej skomplikowaną niż obecna. Dochodzi jeszcze milczenie MW. Tu wysiłek Przemka jest słuszny aby stworzyć flotę na miarę naszych możliwości, a nie ambicji – tymbardziej, że pomysły nie są wzięte z kapelusza, a od hegemona 🙂

        Pozdrawiam

        • Panie Adrianie,

          Uważam że Absalon powinien być docelowym okrętem dla naszej MW ale czy od niego zaczynać program modernizacyjny? Jak dla mnie powinniśmy zacząć od tanich patrolowców bo:
          –są względnie tanie więc nie będą podlegać takiemu naciskowi politycznemu.
          -można zacząć je budować w krótkim czasie.
          -pozwalają odbudować krajowe zdolności budowy okrętów naszych stoczniach.
          -typowy OPV wyposażone są w radary 3D nowoczesne systemy walki radioelektronicznej i minimum systemów samoobrony.

          Morze zaczniemy od czegoś prostego ale z wysoką szansą na wprowadzenie.

          Pozdrawiam

          • Panie Wiktorze,

            Tak nakazywałaby logika, lecz obawiam się, że to nie tak u nas działa. O inwestycjach decydują politycy, więc wszelki pomysł musi znaleźć poparcie wpierw wśród nich. Orka znalazła dość spore poparcie, Adelaide trochę mniejsze, ale ciągle był to medialnie pomysł z tych ambitnych. OPV byłby najrozsądniejszą decyzją, ale wśród władz pomysł niezbyt zaskoczył na właściwe tryby. MW też ma spore ambicje odnośnie floty. Może się mylę ale problem z decyzjami leży gdzieś na poziomie znalezienia czegoś efektownego, a zarazem kosztowo nie obciążającego. Obawiam się, że nie ma takich projektów i niestety musimy poczekać na zejście na ziemie. Osobiście nie widzę problemu w budowie w Polsce Absalona jeśli wejdziemy we współpracę z Danią. Tylko, że w cenie 1 takiego okręty można byłoby mieć 3 OPV w wersji podstawowej bez funkcji MCM czy ASW. Jeśli faktycznie biuro polityczne PiS postawiło na przemysł stoczniowy to jest nadzieja, że wszelkie pomysły typu fregata, czy OP będą musiały ustąpić projektom na miarę naszych zdolności przemysłowych. Osobiście mnie by to cieszyło, że rozwój marynarki byłby dodatkowym bodźcem dla krajowych firm – z lotnictwem bym nie ryzykował, ale MW przez to nie osłabimy zbytnio, a środków nie ma na tyle, żeby ją realnie wzmocnić tak by była ostoją naszej obrony. Jest jeszcze czas na taką decyzję we współpracy z partnerem zagranicznym, ale jej brak w ciągu roku lub dwóch może powodować, że będziemy musieli zadowolić się okrętami używanymi na stałe.

            Pozdrawiam

          • Panie Wiktorze,

            Od patrolowców sam zacząłem, więc trudno mi się nie zgodzić. Bardzo wszechstronne jednostki, ale jak Pan sam zauważył, zaraz będą okrzyknięte bezbronnymi a więc bezużytecznymi. Błąd logiczny tkwi w implikacji bezbronny = bezużyteczny. Niestety, logika w ostatnich czasach jest niemodna a złamanie tego stereotypu to sprawa trudna bo tkwi głęboko w psychice.

            Pozdrawiam,

            Przemek

    • Panie Adrianie,

      Wskazał Pan jak bardzo taki okręt jest wszechstronny nawet w odniesieniu wyłącznie do doktryny obronnej. Jeśli rozszerzyć to na doktrynę bezpieczeństwa zakres możliwości się znacznie powiększy. StanFlex pozwoliłby tak jak Duńczykom rozłożyć inwestycję w czasie bez rezygnacji z użytkowania okrętu.
      Wymienił Pan również istotną barierę czyli “eksperyment bez precedensu”. Nie widzę odważnych polityków w tym kraju, albo już nie widzę bo kiedyś byli.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku,

        Poruszył Pan niezwykle ciekawa kwestie na swoim blogu, czyli model floty szytej na miarę lub inaczej na miarę potrzeb i możliwości. Próba podjęcia tego “ryzyka” może mieć wiele płaszczyzn, które na dzień dzisiejszy nie są oczywiste. Mam tą przypadłość, że tam gdzie wszyscy szukają dziury w całym, dopatruję się jednak szansy 😉 . Strategia naszego obecnego premiera jest póki co teorią bez podstaw i obawiam się, że również bez szans jeśli w sposobie działania/myślenia nic się nie zmieni. Jedno co wiem, że liczba krajów, które nie mogą pozwolić sobie na flotę imperialną stanowi duży rynek i jeśli chcemy ruszyć nasz stoczniowo-wojenny biznes może to być kierunek warty głębszej analizy niż to czy kopiowanie cudzych rozwiązań nas obroni etc… Trochę na przekór, może i próba wejścia w OPV jest ślepą uliczką dla tego co nazywamy robieniem biznesu? Zdaje sie, że będzie to jednak tylko powielanie utartych szlaków…

        Pozdrawiam,
        Adrian

        • Panie Adrianie,

          Zacznę od cytatu emerytowanego profesora US Naval War College -“George Friedman once wrote that a weapon system becomes “senile” when the amount of money and effort required to protect it outweighs the value of its offensive capability.” Zwraca w ten sposób uwagę na kwestię kosztów I użyteczności danej platformy czy też klasy okrętów. Jeśli coraz więcej inwestujemy w obronę przy niezmiennej użyteczności, to zaczynają być problemy budżetowe. Ktoś co rusz podnosi kwestię na co wydajemy te pieniądze, mimo że użyteczności nikt nie kwestionuje. To prosta arytmetyka. Albo zmniejszamy koszt, albo zwiększamy użyteczność. Próbuję robić obie rzeczy jednocześnie – dyskutuje o użyteczności nawet jeśli wymaga ograniczonych zdolności minimalizując jednocześnie koszt. Ważne jest również, że w warunkach walki na obszarze przybrzeżnych liczy się ogólny efekt nie tylko MW, ale całego systemu bezpieczeństwa czy obrony.

          Rynek OPV byłby dla nas w zasięgu technicznym, stanowiłby wyzwanie organizacyjne ale barierą jest rynek a raczej wejście na ten rynek. Kupcem są bowiem instytucje rządowe i tam kryteria wyboru są nie tylko ekonomiczne ale i polityczne. Inna gra niż offshore. Natomiast nasz własny rynek jest zbyt mały (na razie w praktyce nie istnieje, być może szansą byłyby republiki bałtyckie). Budowa OPV jest więc możliwa jako dodatkowe zamówienia dla stoczni już dobrze prosperującej. To model japoński. Na to musiałby się zgodzić nasz rząd uparcie forsujący firmy państwowe z powodów polityczno-społecznych. Mamy sytuację patową. Właściwie należałoby przeanalizować jakim cudem powstał Kormoran.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Ptrząc na zamieszanie przy projekcie Holownik, “cud” to chyba właściwe określenie. Smutne lecz prawdziwe.

            Pozdrawiam,
            Adrian

  5. Jak zwykle swietna robota!

    Jeden tylko drobiazg: wydaje sie, ze na oba NDRy wydalismy w dzisiejszych pieniadzach ok. 1,9 mld PLN.
    Wiec ok 50% wiecej niz kwoty, ktore Pan podaje. A wciaz brak narzedzi do rozpoznania.

    • Panie Wojtku,

      Liczby podawane przeze mnie są najczęściej szacunkowe. Staram się sprawdzać korzystając z mediów i stosując odpowiednią dawkę zdrowego rozsądku. Z dawniejszych poszukiwań wynikało, że 1-szy NDR kosztował ponad 700 mln PLN łącznie z rakietami. Drugi o ile pamiętam miał być bez radaru 3D i chyba bez rakiet. Niemniej jak Pan ma źródło to chętnie skorzystam i skoryguję swoje kalkulacje.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Pan Dmitruk robi swietna robote budujac liste zakupow MON. Szczerze polecam. Wyrywkowo sprawdzilem i wszystko sie zgadzalo:

        https://drive.google.com/file/d/1fask3jRFmJ2cNrRNhjKkDDPVYFO1me8X/view

        Rzeczywiscie 2gi NDR z mniejsza iloscia zakupionych rakiet i bez radarow. Oba wciaz bez rozpoznania siegajacego dalej niz 50km. A juz teraz calosc jest w cenie 3 Kormoranow.

        Pozdrawiam serdecznie.

        • Panie Wojtku,

          Dzięki za link. Temat do głębszego zastanowienia. Pierwsza umowa (o ile pamiętam) była na dywizjon i 12 rakiet (jednostka ognia) plus opcja na 36 rakiet. I rzeczywiście mamy dwie kwoty. Jeśli tak, to wygląda na to, że w pierwszej kwocie mamy rakiety za około 100-120mln PLN (z drugiej kwoty jedna rakieta to około 10 mln) czyli dywizjon bez rakiet to około 300mln. Przechodząc do drugiego NDR-u powinniśmy mieć ponad 300mln za NDR II (zwiększona inflacja, ale mniej o radar) plus 120-150 mln za rakiety. W sumie jakieś 500 mln PLN. Jeśli w tabeli Pana Dmitruka mamy jego szacunki odnośnie NDR II to jest OK, ale jeśli jest to liczba pozyskana z osób zbliżonych do MON-u to pytanie za co płacimy ekstra 300 mln PLN?
          W dalszym ciągu moje wywody mogą być całkowicie błędne lub oparte na błędnych założeniach, niemniej temat mnie ciekawi.

          Pozdrawiam,

          Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.