Nov 172018
 

W poprzednim wpisie mogliśmy spojrzeć jak nasza marynarka wojenna prezentuje się w szeregu flot bałtyckich. Dzisiaj propozycja co moglibyśmy robić w coraz trudniejszych warunkach budżetowych aby nie odstawać i równać do szeregu flot naszych sąsiadów. Poniżej szerszy opis trzech luk wspomnianych ostatnio a więc siły patrolowe, nawodne oraz zwalczania zagrożeń podwodnych. Uprzedzając, w zasadzie nic bardzo nowego się nie pojawia co może świadczyć o tym, że rezultat końcowy w dużej mierze zależy od przyjętych założeń i jeżeli nie popełnia się błędu grubego założenia w połączeniu z przyjętą metodą dają podobny wynik. Tak więc należałoby dyskutować o założeniach a nie konkretnym rozwiązaniu problemu. Można przyjąć całkowicie błędny punkt wyjściowy ale może się zdarzyć, że wychodzimy z właściwych przesłanek, ale inercja systemu lub wewnętrzne różnice postrzegania problemu nie pozwalają ich przyjąć za podstawę działania. Tyle gwoli wstępu.

Patrolowanie

W krajach z nami sąsiadującymi patrolowanie jest realizowane z użyciem różnych instytucji. Podjęcie dobrej decyzji co do rozwiązania kwestii patrolowania wymaga więc z jednej strony właściwie zorganizowanej współpracy czy integracji tych instytucji a z drugiej lepszego zrozumienia szczególnych cech czy zadań. Straż przybrzeżna czy też straż graniczna ma za zadanie utrzymanie porządku prawnego a użycie siły jest ostatecznością. Patroluje w celach prewencyjnych oraz ze względu na konieczność obecności w miejscu popełnienia wykroczenia czy przestępstwa. Natomiast marynarka wojenna prowadzi rozpoznanie by tworzyć obraz sytuacji oraz zidentyfikowane zagrożenia zniszczyć w razie konieczności. Patrolowanie jest jedną z form prowadzenia rozpoznania i bynajmniej nie jedyną, ma jednak zaletę obecności na miejscu a więc szybkości reakcji. Obie formacje czy instytucje państwowe mają w sumie dość rozdzielne obszary działania i patrolowanie jest jednym z nielicznych punktów wspólnych. Informacja zdobyta przez straż graniczną jako efekt uboczny prewencyjnego patrolowania ma sporą wartość dla marynarki wojennej a marynarka wojenna jest jedyną instytucją dającą realną szansę na wsparcie w sytuacji ataku grup czy organizacji pozapaństwowych z użyciem siły przekraczającej zdolność samoobrony Straży Granicznej.

Przypadkowy Ślązak i dwa Kapry zaadoptowane do nowej roli nie powinny być modelem docelowym. Morski Oddział Straży Granicznej zasługuje na conajmniej dwie jednostki klasy Inshore Patrol Vessel z prawdziwego zdarzenia, by wzmocnić swą obecność w strefie EEZ oraz rozszerzyć możliwości działania w gorszych warunkach pogodowych. Bardzo wskazane byłoby nabycie jednej jednostki klasy Offshore Patrol Vessel do operacji międzynarodowych, co politykom dałoby użyteczne narzędzie do zademonstrowania Polski jako aktywnego członka społeczności europejskiej czy też szerzej. Konsekwencją oczywistą jest podział budżetu między ministerstwami, bo z pustego i Salomon nie naleje. Taki ruch musi wywołać burzę i ogromny opór, dlatego ważne jest by skupić się na realnych projektach dających każdej stronie poczucie postępu i rozwoju.

Znacznie trudniejszym tematem jest zaproponowanie sensownego rozwiązania dla marynarki wojennej. Wybór zależy w dużej mierze od przyjętych kryteriów czy tak zwanych wskaźników jakości dla procesów optymalizacyjnych. Z góry trzeba uprzedzić o przeszkodzie, na którą natknęli się Amerykanie wiele lat temu. Brak rakiet przeciwokrętowych dalekiego zasięgu był między innymi konsekwencją braku odpowiednio dokładnego rozpoznania na dużych odległościach. Ponieważ było do dyspozycji lotnictwo pokładowe, Tomahawki zostały zamienione na rakiety do zwalczania celów lądowych. Przed takim samym wyzwaniem teraz my stoimy nie posiadając ani wystarczających środków finansowych ani dostępu do wielu technologii. Radary OTH byłyby może pomocne, ale są bardzo wrażliwe na atak a znajdowałyby się w strefie rażenia, więc kluczem jest skuteczna obrona powietrzna kraju. Współpraca z sąsiadami jest niezwykle cenna tak długo jak będą chcieli czy mogli się z nami dzielić poufnymi danymi. Zostają być może satelity, chociaż stacje kontroli naziemnej też są łakomym kąskiem dla rakiet manewrujących. Ogólnie ujmując, łatwiej nam tworzyć sieć rozpoznania coraz gęstszą wraz ze zmniejszającym się dystansem.

Plus – na lądzie, minus – oczywisty cel. Foto www.wikipedia.com

Główną cechą rozpoznania powinna być skuteczność a zaraz za nią odporność na działania przeciwnika jak zakłócanie czy próba zniszczenia. Ponadto rozpoznanie swoim zasięgiem powinno obejmować conajmniej strefę EEZ oraz być porównywalne z zasięgiem broni ofensywnej marynarki wojennej. Jeśli odporność ma polegać na mnogości urządzeń i łatwości ich zastąpienia to mogą być bezbronne ale jednocześnie muszą być tanie i łatwe do produkcji, nabycia lub zmagazynowane wcześniej. Niech za przykład posłuży pława hydroakustyczna, z natury jednorazowego użytku. Jeśli zaś odporność polegać ma na aktywnej obronie to szybko wzrosną wymagania odnośnie platformy – jej wielkości, zasięgu sensorów czy odporności biernej. Każdy element systemu rozpoznania będzie miał swoją wartość – taktyczną i finansową. Rodzi się pytanie na ile przeciwnik będzie chciał daną platformę zniszczyć i jakimi środkami oraz odwrotnie, jak bardzo chcemy jej bronić i w jaki sposób? Punktem wyjścia powinna być waga taktyczna i przyjęcie typowego zagrożenia dla danej platformy. Dalej prowadzą dwie przeciwstawne drogi. Pierwsza zakłada możliwość straty i dąży do minimalizacji kosztów i strat ludzkich. Na końcu tej ścieżki będą systemy autonomiczne w miarę możliwości niedrogie. Druga droga dąży do zabezpieczenia okrętu czy samolotu przed atakiem. Tylko jaka obrona jest wystarczająca i gdzie jest koniec tej ścieżki? Dodanie systemów obrony nie zwiększa wartości taktycznej platformy rozpoznawczej wyznaczanej przez jej sensory ale finansową już tak i to znacząco. W którymś punkcie musimy się zatrzymać, chociaż w oczywisty sposób nasza platforma rozpoznawcza przeobraża się w okręt wojenny i to o sporych możliwościach.

Im mniejsza platforma tym trudniejszy wybór zestawu sensorów. Powinniśmy monitorować sytuację pod wodą, na powierzchni morza, w spektrum elektromagnetycznym, cyberprzestrzeni i w powietrzu. Mniej więcej w tej kolejności. To nie znaczy, że to co się dzieje w powietrzu jest mniej istotne, wręcz przeciwnie – to oznacza, że nikt marynarki wojennej nie wyręczy w zwalczaniu zagrożeń pod wodą natomiast dozór powietrzny to teoretycznie domena sił powietrznych i obrony powietrznej kraju. Szukajmy synergii unikając duplikacji. Im większa platforma tym słabsze są ograniczenia i dylemat doboru sensorów, rośnie zaś koszt i konieczność zapewnienia obrony. Od rodzaju i wielości platformy a więc zasięgu i mnogości sensorów zależy również geograficzny zakres stosowalności proponowanego systemu rozpoznania. Czy jest na stałe związany z naszym wybrzeżem czy z platformą niezależną od niego, czy może być mobilny/przemieszczalny i szerzej stosowany na wybrzeżu Bałtyku a może uniwersalnie poza nim?

Biorąc odporność systemu za podstawowe kryterium decyzyjne najbardziej interesująca jest kombinacja dwóch skrajnych opcji – obrony aktywnej najlepszej możliwej w połączeniu z obroną przez rozproszenie. Mowa więc o okrętach wojennych i niewielkich systemach bezzałogowych bazujących na lądzie czy poszerzających horyzont okrętów wojennych lub patrolowych. Rezygnujemy z platform efektywnych w rozpoznaniu ale o ograniczonych zdolnościach do obrony jak samoloty patrolowe, co stoi w opozycji do tradycyjnego sposobu myślenia. Proponowane platformy bezzałogowe powinny być, zwłaszcza w początkowym okresie, zdalnie sterowane bądź z ograniczoną kilkuosobową załogą polegającą na wysokim stopniu automatyzacji jako wstępu do pełnej autonomiczności. Polska uczestniczy w programie NATO dla bezzałogowych platform do zwalczania okrętów podwodnych ale na rezultat trzeba poczekać. Wciąż pozostanie do pokonania bariera prawnych regulacji poruszania się takich pojazdów w przestrzeni publicznej a już z pewnością uzbrojonych. Takie ograniczenia pewnie będą bladły w przypadku wojny, będącej w swej istocie zaprzeczeniem porządku prawnego, ale do momentu jej wybuchu pozostajemy związani regulacjami prawnymi i opinią publiczną.

Zacznijmy od monitorowania wód terytorialnych i strefy wyłączności ekonomicznej z użyciem niewielkich dronów jako podstawy. HMS Magpie to jeden z najnowszych nabytków brytyjskiej Royal Navy:

The RN expects Magpie to be able to maintain 20 knots in a Sea State Four with waves up to 2½ metres high.

Jest to konstrukcja oparta o projekt Wildcat-60 czyli większego brata Wildcat-40 służącego w marynarce Wojennej RP w roli motorówek hydrograficznych. Konstrukcja jest przy okazji certyfikowana przez Polski Rejestr Statków. Wyposażenie zakładane jest dość minimalistyczne i składa się z sonaru TRAPS zakupionego niedawno przez Royal Canadian Navy prawdopodobnie dla swoich okrętów przybrzeżnych typu Kingston. Dodać trzeba system łączności czy transmisji danych. Alternatywnie podstawa dla modułu zwalczania min Kijanka, trochę chyba zapomnianego. Wyskoki poziom automatyzacji oraz 3-osobowa załoga byłaby stopniem pośrednim do pełnej autonomiczności a zarazem gwarantem kontroli nad jednostką. Wszystko na granicy możliwości tak małej jednostki, więc być może trzeba znaleźć coś większego, ale idea minimalizmu jest jasna.

Do śledzenia powierzchni morza mamy do wyboru paletę niewielkich dronów ale ponownie sięgając do rozwiązań już stosowanych w Polsce zaproponujmy nowszą wersję ScanEagle czyli RQ-21 Blackjack. Wyposażenie modułowe złożone z Nano-SAR, głowicy E/O jak ViDAR lub prostego odbiornika ESM. Pojazd może być kontrolowany ze stacji naziemnej na maksymalnej odległości 90km co wystarcza do monitorowania naszych wód przybrzeżnych i wyłączności ekonomicznej. Alternatywnie stację kontroli umieszczamy na dowolnym okręcie co zwiększa zasięg i pewnym stopniu uniezależnia od instalacji naziemnych. Zasięg sensorów jest w tym wypadku mały stąd potrzeba kilku systemów przypisanych przykładowo do obu flotylli okrętów oraz MOSG wraz z jego jednostkami pływającymi.

Miniaturyzacja czyni cuda. Foto www.imsar.com

Ilość platform zależy oczywiście od powierzchni monitorowanej, zasięgu sensorów i czasu lub ciągłości śledzenia. Z drugiej strony mniej więcej wiadomo, jakie obszary są dla nas (i przeciwników) bardziej interesujące od innych co naturalnie przyciąga uwagę. Związane to jest z głębokością wód, trasą szlaków żeglugowych lub możliwymi obszarami desantu czy dywersji związanej z obiektami na lądzie. Przy tej okazji jest powód by powrócić do kwestii styku Straży Granicznej i Marynarki Wojennej RP. Wcześniej na blogu padła propozycja zakupu łodzi patrolowych podobnych do Mk VI czy Super Dvora III. Taki nabytek odgrywałby dobrze conajmniej trzy role:

  • Osłona nawodnych platform rozpoznania (obecnie bezbronnych) przed atakami asymetrycznymi
  • Wsparcie MOSG w sytuacjach większego zagrożenia i konieczności użycia broni większej niż ręczna. Łodzie są szybsze niż nasze Kapry i lepiej się sprawują na fali niż RHIB-y
  • Dają dodatkowe możliwości patrolowe na podejściach do głównych portów

Zasięg 200km związany z możliwościami broni ofensywnej Marynarki Wojennej RP wymaga większego ładunku użytecznego i zasięgu niż posiada RQ-21 Blackjack. Idąc śladem minimalizacji S-100 Camcopter jest już certyfikowany do działania nad morzem i pozwala na rekonesans na dystansie porównywalnym z zasięgiem NSM. Camcopter ma różne wersje pakietów sensorów ale wśród nich ciekawym z naszego punktu widzenia jest I-Mast Thalesa o zasięgu 56 nm. Trzy zestawy dla obu baterii Morskiej jednostki Rakietowej i Ślązaka byłyby dobrym początkiem dla identyfikacji podejrzanych celów lub oszacowania skutków przeprowadzonego ataku. Koszt zestawu pięciu RQ-21 jest podobnego rzędu jak dwóch S-100.

Osobnym tematem wykraczającym daleko poza temat patrolowania jest rozpoznanie prowadzone przez środki na poziomie narodowym jak satelity. Systemem mało dokładnym ale funkcjonującym jako wczesne ostrzeganie jest OTH czyli radar pozahoryzontalny. Stacja umieszczona na lądzie o zasięgu 200-300km byłaby interesującym uzupełnieniem całości narodowego systemu wczesnego ostrzegania. Ciekawe, na ile można by dokonywać fuzji informacji uzyskanej z podobnego radaru zainstalowanego na Bornholmie? Wówczas nasze drony lub okręty miałyby jasne wskazanie gdzie szukać celu do identyfikacji po odfiltrowaniu wszystkich innych obiektów o znanej tożsamości dzięki cywilnym systemom.

Przysłowiową drugą nogą wybraną na początku są okręty wojenne lub samoloty bojowe. Lotnictwo skwitujmy na razie prostym stwierdzeniem, że potrzebne są zasobniki rozpoznawcze dla samolotów ale sprawa dotyczy Sił Powietrznych więc czynimy unik i kończymy wątek. Okręty wojenne wykorzystywane do patrolowania zrekompensują istotny mankament małych dronów, czyli braku możliwości działania na podstawie zdobytej informacji, czytaj – ataku na cele wykryte i zidentyfikowane zarówno na powierzchni wody jak i pod nią. Tylko ile czasu mogą okręty wojenne na to patrolowanie poświęcić, bo nie jest to ich rola podstawowa.

Walka z zagrożeniem spod wody

Kolejną luką do wypełnienia w naszych siłach morskich jest ochrona obszaru i/lub szlaków żeglugowych przed zagrożeniem spod wody. Rozwój technologii rozszerza dość szybko zakres zagrożeń podwodnych i powoli rysują się trzy grupy. Systemy rozpoznania jak UUV lub instalacje na dnie morskim, systemy skrytego minowania i niszczenia min oraz tradycyjne zagrożenie okrętami podwodnymi. Doktryna Rosji kładzie większy nacisk na rozpoznanie i zwalczanie systemów rozpoznania niż na tradycyjne zwalczanie żeglugi czy okrętów za pomocą klasycznych okrętów podwodnych a wojna minowa staje się naszą specjalizacją. To powinno wyznaczać priorytety dla nas pozostawiając zwalczanie klasycznych okrętów podwodnych jako opcję ważną, ale w drugiej kolejności. Jeżeli będziemy mogli wykorzystać synergię, świetnie, jeśli nie – stoimy przed trudną wyborem i twardą decyzją.

Jeśli w dalszym ciągu trzymać się konsekwentnie kryterium odporności systemu na atak lub zakłócenia to w połączeniu z połączeniu z poprzednim wyborem okrętów wojennych do celów rozpoznania drogi się znów rozchodzą. Przy zadanej wartości taktycznej a więc zdolności do rozpoznania i sile ofensywnej albo minimalizujemy koszt jednostkowy zakładając straty co prowadzi do lekkich i licznych okrętów nawodnych jak korweta i to raczej z dolnej półki lub odwrotnie maksymalizujemy efektywność obrony co prowadzi do okrętów większych klasy fregata. Obecnie posiadamy niszczyciele min, które jednak nie spełniają warunku odporności a więc ich naturalna ewolucja w kierunku systemów samoobrony czy ofensywnych do zwalczania zagrożeń innych niż miny prowadzi do niedużej korwety.

Odnośnie zwalczania klasycznego zagrożenia ze strony okrętów podwodnych to doświadczenia obu wielkich wojen światowych dały odpowiedź na pytanie czy lepiej chronić przed okrętami podwodnymi szlaki żeglugowe (czyli obszar) czy też raczej bezpośrednio statki, co prowadzi do formowania konwojów. Wynik debaty był zwycięski dla konwojów i ich eskorty. W naszym specyficznym przypadku dochodzi jeszcze kwestia gdzie te konwoje mamy ewentualnie eskortować. Co innego Bałtyk a co innego Północny Atlantyk. Dalsze rozróżnienie dotyczy pytania czy mówimy o eskorcie transportów wojskowych jak wsparcie dla Republik Bałtyckich czy też o wojnie ekonomicznej i ochronie żeglugi. Mamy do czynienia z trzema głównymi strumieniami towarów i ludzi – do Szczecina/Świnoujścia, do Gdyni/Gdańska oraz żeglugę promową do Szwecji. Częścią wspólną pomiędzy handlem a wsparciem militarnym jest trasa od Cieśnin Duńskich lub Kanału Kilońskiego do Gdyni/Gdańska lub dalej. To wyznacza chyba górną granicę naszych ambicji z jednym warunkiem i jednym wyjątkiem. Warunek jest taki, że NATO zdecyduje się na morską drogę wsparcia a nie lądową co już w sobie ma głębsze założenie wspólnego działania w ramach NATO. Natomiast wyjątek to wybór fregat do realizacji celu gdyż fregaty są oceanicznymi okrętami eskortowymi i mogą wyjść poza Bałtyk w ramach zespołów NATO. Fregaty byłyby rozwiązaniem bardzo elastycznym czy wszechstronny tylko na ile w głowach naszych polityków opanowanych przez ideę realpolitik Mahan przegrywa z dziedzictwem McKindera? Eurazja czy Heartland nie potrzebuje w zasadzie floty bo według tych teorii mega-kontynent jest samowystarczalny. Jak słusznie wspomniał w którymś z wywiadów Pan Poseł Jach jest to kwestia ambicji państwa tylko nie wiemy gdzie te ambicje są ulokowane lub też czy są właściwie ulokowane.

Innym skutecznym środkiem obrony przed okrętami podwodnymi są własne okręty podwodne. Ze względu na poziom kosztów ponownie stoimy przed trudną decyzją na ile zagrożenie z tej strony jest istotne. W takim wypadku jednak rakiety manewrujące odpalane spod wody są raczej balastem niż potrzebą. Dodatkowo w warunkach Bałtyku podlegają ograniczeniom łączności i obszaru działania wynikającym z głębokości morza a mobilność stoi w opozycji do skrytości.

W skrócie ujmując korwety są umieszczone w nieaktualnym planie modernizacji ale budzą kontrowersje, okręty podwodne bazują na błędnych założeniach doktrynalnych a fregatom brak umocowania w kontekście politycznym.

Kwestia wsparcia ASW ze strony okrętów jest natomiast nierozerwalnie związana z kształtem i charakterem przyszłych sił nawodnych, o czym dalej z kolejnym znakiem zapytania czy takowe w ogóle będą miały szansę zaistnieć.

Kształt sił nawodnych

Do tej pory wszelkie pomysły dotyczyły sił i środków defensywnych. Takie są też doktryny większości państw leżących nad Bałtykiem. Doktrynę morską Rosji można nazwać aktywną obroną co ma swoje teoretyczne źródła już u von Clausewitza i współcześnie jest praktykowana zarówno przez Rosję jak i Chiny. Niepokój i poczucie zagrożenia sąsiadów Rosji wypływa z kombinacji niepewności co do rozumienia obrony przez to państwo i niepomiernie większego potencjału militarnego. Intencją Rosji jest odsunięcie zagrożeń (tak jak je rozumie rząd Federacji Rosyjskiej) jak najdalej od swoich granic wykorzystując zasięg lub skrytość nowoczesnej broni. Cele dla rakiet manewrujących są wymienione wyraźnie – systemy rozpoznania i instalacje na lądzie. Jakie, to możemy sobie dopowiedzieć sami – lotniska, porty, baterie nadbrzeżne, obrona antybalistyczna i przeciwlotnicza, ośrodki dowodzenia, stacje radarowe. Właściwą odpowiedzią na takie zagrożenie jest budowa naziemnej obrony powietrznej kraju o strukturze rozproszonej i mobilnej. Jest druga strona medalu czyli sprzęgnięcie obrony ze środkami ataku, co w przypadku marynarki wojennej oznacza odpowiedź na pytanie czy możemy zniszczyć nosicieli rakiet manewrujących na morzu lub w porcie?

Mówiliśmy o celach negatywnych czyli próbie zaprzeczenia doktrynie oponenta natomiast co z celami pozytywnymi czyli tym co sami chcemy osiągnąć? Wiodącym wątkiem wydaje się być wsparcie NATO dla naszego regionu idące drogą morską co rodzi dwa skutki mające znaczenie dla naszego postrzegania sprawy. Mówimy o wsparciu sojuszników zakładamy więc po cichu, że są i mają wolę działać. Co robimy dla wzmocnienia tej woli? Jeżeli wsparcie nadejdzie to częściowo przyjdzie drogą morską przez Atlantyk a lokalnie przez Bałtyk. Jak możemy dołożyć się do ochrony tego wsparcia? W cieniu pozostają wciąż „mała wojna” i wsparcie dla działań na lądzie. Jakie siły byłyby odpowiednie do realizacji wyżej wspomnianych zadań?

Odpowiedzią symetryczną do zagrożenia rakiet manewrujących dalekiego zasięgu jest stworzenie własnej wersji rozproszonej siły ofensywnej wspartej rozproszonym i organicznym rozpoznaniem. Działaniem niesymetrycznym jest szukanie sposobów na ograniczenie mobilności sił morskich poprzez zagrożenia podwodne oraz zawsze niszczenie lub mylenie systemu rozpoznania przeciwnika. Niestety zasięg rakiet manewrujących przeznaczonych do ataku celów na lądzie jest znacząco większy od rakiet przeciwokrętowych. Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć odpalenie ich spoza zasięgu naszego oddziaływania. Nasze inwestycje miałyby wówczas na celu odsunięcie punktu wystrzelenia rakiet jak najdalej od naszego terytorium. W zasadzie jest to lustrzane odbicie strategii rosyjskiej, tyle że nie daje szans na jej skuteczne zaprzeczenie co rodzi pytanie na ile warto w taką strategię inwestować poważne środki?

Kierując się wybranymi priorytetami i wobec braku jasnego poparcia dla fregat, na czoło wysuwają się korwety do zwalczania zagrożeń podwodnych pojmowanych szerzej niż zwalczanie okrętów podwodnych. Punktem wyjścia może być zarówno powiększona wersja rozwojowa Kormorana, wysłużony technicznie lecz niekoniecznie koncepcyjnie Kaszub, czy też zmutowana Czapla. Na drugim miejscu powinien się pojawić środek do skrytego minowania ofensywnego. Kolejne pole dla naszego własnego rozwiązania i specjalizacji bo pole do popisu jest spore i wciąż nie zagospodarowane. Dla wsparcia korwet można wykorzystać rozbudowany system C2 Ślązaka i uczynić go okrętem dowodzenia. Następny krok zależałby od poziomu wsparcia dla fregat i albo pójść drogą używanych okrętów tej klasy albo zbudować większych następców Orkanów na wzór rosyjskich Karakurt, Damena Sigma 7310 lub wręcz Visby zbudowanej z innego materiału. Wybór wiązałby się z większą wagą funkcji eskortowania transportów drogąś morską lub alternatywnie zwalczaniem nosicieli rakiet manewrujących na morzu lub nawet na lądzie.

Przyjęte założenia pozwalają na skalowanie inwestycji i stopniową budowę zdolności Marynarki Wojennej RP, co ma swoje znaczenie w czasach zbliżającej się chyba gorszej koniunktury dla marynarzy.

  28 Responses to “Równaj do szeregu!”

  1. Czy jednak lepszym wzorem do naśladowania zamiast Karakuta czy 7310 nie byłby Bykov?

    • Dzień dobry,

      Bykov jest ciekawym okrętem warym rozpatrzenia chociaż przy trochę innych założeniach. Przyjąłem, że do patrolowania użyjemy albo rozproszone drony albo kręty wojenne w jakimś poziomem obrony. Bykov jest zaś okrętem zoptymalizowanym do patrolowania o dużym zasięgu i autonomiczności. Więc byłby dobrym kandydatem na Czaplę. Z drugiej strony na końcu wpisu była sugestia okrętów typowo ofensywnych i tu Bykov po prostu ma możliwość instalacji Kalibr-ów chociaż na razie ich zadaje się nie ma. W tym wypadku Karakurt jest okrętem bardziej zoptymalizowanym pod kątem ofensywnym. Pytaniem pomocniczym dla naszej decyzji byłoby co ma być celem tych rakiet? Instalacje na ladzie? Wtedy mielibyśmy prawie wierną kopię strategi Rosji a więc sporo raczej tanich okrętów nawet z cywilnym rodowodem zdolnych do atakowania celów na lądzie – czyli pływające baterie artylerii rakietowej. Jeśli celem są inne okręty to skłaniałbym się do Karakurta jako wyspecjalizowanej korwety.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  2. Witam Panie Przemku,

    Dobra analiza. Oby ktoś chciał zwrócić uwagę na role patrolowania, czy też wagi tego aspektu. Widoczna jest mocna krytyka Ślązaka jako OPV i brak priorytetu dla Czapli jako stosunkowo ciekawej i rozwojowej jednostki. Ogłoszenie redefinicji PMT dla MW, daje się odczuć, że koncepcja korwet upadła po raz drugi (M+C podzielił los Gawronów ergo zmiana nazwy nie pomaga). Korwety nie znajdują poparcia, próba kombinacji korweta+OPV też poległa i nie dopatrywał bym się tylko i wyłącznie kosztów. Inaczej sprawa ma się odnośnie fregat, gdyż Adelaide znalazły poparcie pomimo nikłych zdolności. Były za to tanią opcją okrętów dla wypełnienia zobowiązań 4×30. Opór rządu był tylko i wyłącznie na poziomie wpływu na rozwój przemysłu. Mam coraz większe odczucie, że Crossover byłby jakaś odpowiedzią na potrzeby. W wersji bez uzbrojenia ma nikłe poparcie ponieważ kastruje MW z roli wojennej. Program Wisła napotkał swoje problemy natury budżetowej więc opvja hybrydy AAW chyba definitywnie odpada. Trzeba poczekać i zobaczymy co oznacza nowa redefinicja – kierunek dobry, rezultaty niekoniecznie.

    Pozdrawiam
    Adrian

    • Panie Adrianie,

      Pewnie ma Pan rację, że korwety nie znajdą uznania, ale co do fregat to też wielkiego nie znalazły a raczej nie wystarczająco dużego. Wracam do słów Pana posła Jacha o ambicji państwa – na tym poziomie coś się przedarło do przynajmniej części polityków, ale to nie Pan Prezydent dysponuje budżetem MON-u. Co dalej – zobaczymy. Natomiast czekanie na następną wersję PMT dla marynarki wojennej nie jest dobrym znakiem.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  3. A może właśnie szukanie ratunku w OOW to błędna droga? MW zdaje się nie potrafi sprzedać tej wizji. Do tej pory własną argumentacją szkodziła sama sobie bo pierwszy lepszy mógł wykazać, że korweta się nie obroni. Jak Pan zauważył Karakurt to flota stand-off, czyli coś więcej niż korweta. Może oddanie RBSów lotnictwu byłoby kropką nad “i”. Przelot Su nad okrętami NATO niósł ten sam przekaz co mogłoby nieść podpłyniecie fregaty. Patrolowanie mogą przejąć drony, a lotnictwo gwarantuje szybkość reakcji. Tu ja stałem się głosem przeciw flocie. Pozostaje oddziaływanie na OP ale tu znów technologia i płytkość naszych wód może być atutem. Czyli raczej nie zwalczanie OP a przeciwdziałanie dywersji.

    Pozdrawiam
    Adrian

    • Panie Adrianie,

      Nie wiem, czy MW nie potrafi sprzedać wizji OOW bo nie wiadomo czy ją w ogóle kupiła 🙂 Lotnictwo myśliwsko-szturmowe jest rozwiązaniem chociaż ma swoje własne bariery. Wówczas rolą floty byłoby jak Pan to sformułował przedziwdziałanie dywersji czy wymuszaniu zarówno na jak i pod wodą. Zostałyby jakieś okręty zorientowane na walkę podwodną z szczególnym wyróżnieniem zwalczania min. Wciąż brakuje mi czegoś do stawiania min w warunkach ostrego konfliktu i najlepiej w sposób skryty. Tyle, że wracamy do podstaw czyli rola MW jest największa w zapobieganiu konfliktom a nie prowadzeniu wojny.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  4. Im bardziej czytam Pana bloga oraz inne blogi tym bardziej wychodzi mi na to że powinniśmy pójśc w kierunku realizacji pierwotnych zamiarów marynarki czyli budowy jeszcze 6 okretów typu Ślązak. uzbrojonych tak jak na typową korwet przystało.
    Zapewnia to polityczne poparcie – miejsca pracy w stoczniach – oraz pozwala realizować wszystkie cele stawiane przed Marynarka Wojenną. Pozwala też brać udział w misjach sojuszniczych o czym przekonują Niemiecki doświadczenia z bliżniaczą korwetą – Braunschweig https://www.facebook.com/snmg01/photos/a.1833741249978803/1833749156644679/?type=3

    “Considering these skills the corvettes are particularly suited for operations in a multinational crisis reaction force and, thus, represent an ideal supplement to the frigates in SNMG 1”

    Jeśli kogos razi koszt korwety to warto przypomnieć że okret bedzie służyl pewnie z 40 lat. Więc koszt jest śmiesznie mały z takiej dlugookresowej perspektywy.

    Zresztą Niemcy rok temu zamówili 5 podobnych za sume 2.9 MLD EUR więc wychodzi na to że płacą
    2 MLD PLN za jedną. Roznica czesciowo pewnie wynika z tego ze oni kupują w pelni uzbrojny okret a my slabo uzbrojony. Zapewne przy realizacji 6 kolejnych jednostek koszty jednostkowe powinny raczej spaść a nie rosnąć. Daje to dalej możliwości budowania kolejnych okrętów na export po konkurencyjcnych cenach.
    Uzupełnione o drony dają wiele możliwości i są dogodną platformą na wiele lat. Potrafią się obronić przed atakiem z powietrza i niszczyć łodzie podwodne. I są stosunkowo tanie.
    Czego więcej chcieć ??

    • Dzień dobry,

      Logika przedstawiona przez dowódcę niemieckiej korwety była podstawą mojego zainteresowania tą klasą dla naszej marynarki wojennej – “The idea of the corvettes was to have a platform big enough for a worldwide deployment, but small enough to fit into the littoral environment…” Konkretnie jest to mniej więcej minimum potrzebne do operacji lotniczych. Tyle, że korweta nie może być droga bo szybko ewoluuje w kierunku fregaty. Potrzebna dyscyplina zarówno finansowa jak i przede wszystkim w specyfikacji okrętu. Oczywiście najprostszym krokiem w kierunku Pana propozycji jest realizacja PMT 2013. Sam próbowałem promować program minimum czyli bliźniak dla Ślązaka. Najwyraźniej mamy brak poparcia zarówno dla korwet jak i fregat a już zupełnie dla okrętów patrolowych. Tak przynajmniej wygląda to z zewnątrz dla człowieka pozbawionego dostępu do informacji. Innym pomysłem byłaby współpraca z Niemcami nad przedłużoną serią korwet dla obu marynarek przy założonym podziale pracy. Jasne jest, że opcje istnieją choćby tylko do głębszego rozważenia, ale widocznych oznak działalności brak. Faktem jest też to, że biurokracja ma zabawną cechę – nie potrzebuje żadnego świata zewnętrznego by istnieć. Niepotrzebni są dostawcy ani klienci bo roboty mamy w bród!

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Panie Przemku z tą administracją to nie tak do końca, chociaż nie jest kolorowo to głównie wadliwe prawo jest przyczyną 80% tego stanu rzeczy. Nasza narodowa paranoja w kwesti korupcji ma swoje konsekwencje, bo my Polacy z natury to naród skrupulatny i każdy przecinek sprawdzimy 😉 .

        Ale wracjąc do tematu to podobno ZSW dla Gawrona wyceniony został na 800mln PLN (prawdopodobnie łącznie z radarami i sonarem kadłubowym). Uważam, że to sporo, a przykład Termy to tylko potwierdza (choć tu nie wiemy na ile się spisali, a ile mają jeszcze do zrobienia). Osobiście jeśli chodzi o całość modernizacji MW obstawiałbym jako najkorzystniejszy ekonomicznie wariant ewolucji Kormorana. Problemem jest raczej nasze podejście do rodzimych rozwiązań, ja wiem, że są obarczone dużą dozą ryzyka i jakościowo odstają od tego co z zachodu. Ale z drugiej strony tak wyglądała droga rozwoju floty Chin i kto by przypuszczał, że zajdą tak deleko 😉 . Zakładając, że dowództwo SZ nie widzi przydatności w flocie. Można byłoby potraktować ją jako poligon doświadczalny i próbę stworzenia atrakcyjnego produktu vide Dania. Ciężko mi oceniać decyzje MW i MON bo ja też nie wiem kto tu naprawdę winien, że budujemy holowniki i ratowniki. Miałem chwile nadzieje, że Czapla ruszy jak rozwój Kormorana i później Miecznik jako projekt rozwojowy Czapli. Niestety wygląda, że to nie ma znaczenia. Jeśli nie budujemy okrętów dla rozwoju przemysłu stoczniowego to właściwie po co? To co jest w obecnej formie to strata pieniędzy i czasu. Lepiej kupować podręczniki dla dzieci w Bieszczadach. No chyba że wojsko i politycy widzą jakąś role MW i jej zdolności wymagających inwestycji w klasowy sprzęt zagraniczny z najwyższej półki bo wtedy innym pokażemy. Nie mam pojęcia gdzie jest dokładnie problem, ale coraz częściej widzę upieranie się MW w obszarach gdzie wogóle nie mają argumentów – a tu prosta droga do braku decyzji.

        • Panie Adrianie,

          Ma Pan rację co do przepisów prawnych, które nie pomagają mówiąc oględnie. Z drugiej strony nie dotyczą one i nie są w całości związane z korupcją.

          Koszty Ślązaka wymienione w ostatnim artykule Defence24 wymagają chyba dodatkowego komentarza. Pierwsza umowa na platformę to 600-700mln PLN a całkowity to około 1.200 mln PLN. Tak więc 800 mln PLN na system zarządzania walką plus uzbrojenie artyleryjskie i radary się jakby “nie mieści”. Jedno z możliwych wytłumaczeń jest podane w dawnych wiadomościach MON-u http://www.mon.gov.pl/aktualnosci/artykul/najnowsze/2013-12-13-orp-slazak-wszystkie-umowy-podpisane/. Interpretacja uzasadniona tekstem to 100 mln EUR na systemy a 80 mln EUT to umowy off-setowe.

          Wersja rozwojowa Kormorana byłaby procesem naturalnym z jednym ale.. Mam gdzieś z tyłu głowy, że kadłub MCM jest mocno zoptymalizowany pod kątem właśnie walki z minami, więc ewolucja Kormorana może zaowocować okrętem silnie “skrzywionym” w kierunku walki minowej. Przykładowo korweta ASW będzie prawdopodobnie miła całkiem inny kształt kadłuba no i różny napęd. Mamy więc wybór. Czapla to z kolei jeszcze inna forma kadłuba i konfiguracja napędu zorientowana na zasięg, autonomiczność i komfort załogi. Oczywiście jeśli ma to być okręt patrolowy. Musimy coś wybrać. Wspomniany w poprzednim komentarzu Bykov to taka Czapl, tyle że z mopcją rakiet manewrujących.

          Zanim zaczniemy naśladować Duńczyków musimy sobie odpowiedzieć dlaczego Ślązak tyle kosztuje? Jeśli porównamy koszty Ivera ze Ślązakiem z podziałem na podobne kategorie to mamy (Oskar zweryfikuje, ja użyłem liczby z prezentacji duńskiej):
          Iver. Ślązak
          130M EUR. 160M EUR. platforma/okręt
          130M EUR. 100M EUR. elektronika/uzbrojenie
          10M EUR. 20M EUR. inne
          270M EUR. 280M EUR. total

          Możemy zaoszczędzić na platformie bo tu leży źródło naszego sposobu budowania i finansowania okrętu. Co z elektroniką i uzbrojeniem? Czy za 30M EUR możemy kupić całe AAW z wyrzutniami VLS?

          Dlaczego się dzieje jak się dzieje to dobre pytania. Witam w klubie zagubionych. Wiemy, że nie chodzi tak do końca o pieniądze bo nawet te, które wydajemy można wydać inaczej jak Pan sam zauważa.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Panie Przemku,

            Wersja rozwojowa Kormorana to nie musi byc kadlub, a nowe systemy jakie potrafimy zintegrowac samodzielnie z nowa platforma w oparciu o nasz przemysl – czyli zasadniczo rozwoj SCOTa, czy tez nowych sensorow i efektorow wprowadzanych do sil zbrojnych, a ktore mozemy wykorzystac w MW. Sluszna uwaga, ze jednostka MCM nie bedzie idealna do zadan patrolowych i na odwrot, poniewaz raczej nie bedziemy zwalczac min za pomoca korwety wartej 2mld PLN i to w dodatku ze stali.

            Ta kwota 800mln to wg. mnie cena za pelne systemy dla korwety, finalna wersja dla patrolowca wyszla duzo taniej (brak ASW, brak AAW). I tu drobna uwaga na temat kosztow projektow. Jesli stawiamy na integracje przyszlych platform z np. programem Narew – kto powinien ponosic koszty tego uzbrojenia? Naturalnym byloby, ze za integracje z okretowym systemem walki plus specyficzne wyrzutnie placi MW, ale czy koniecznie za rakiety? Podoba mi sie Pana filozofia, zeby rozdzielic zadania bedace czysto zwiazane z rola MW, od ochrony powietrznej kraju (w tym okretow i zeglugi).

            Co do porownania cen Iver/Slazak to mamy jasny wynik gdzie nam sie koszta rozjechaly, dalsza analiza to skladowe i odpowiedz na pytanie dlaczego tak drogo. Co do ceny AAW to 2 baterie NASAMS dla Litwy daja koszt 100mln EUR (niby tylko 2 wyrzutnie/baterie, ale radary i cale systemy oddaja orientacyjne koszty). Jesli chodzi o nas, to standaryzacja z Narwia moze dac spore oszczednosci. Zasadniczo SZ wybieraja AAW, a MW akceptuje wybor i kropka. To jest to co prof. Makowski postuluje jest wybor systemow, zadan i dopiero szukamy platformy na ktora to upakujemy. Jesli chodzi o kadlub dla Czapli to uwazam, ze znow przyklad Dunski, czyli Absalon+Iver niby to samo, ale jednak kompletnie inaczej. Inna droga to waska specjalizacja czyli platformy na tyle male by uzasadnialy kosztowo rozbicie na kilka projektow – a tu mamy problem bo malenstwa sa niemile widziane przez MW. A tu mozna byloby pofantazjowac nad kombinacjami SeaHunter plus jakis wiekszy Karakurt itd.

            Tez sie zastanawialem nad tym jak mogloby wygladac skryte minowanie i tu mam spory problem poniewaz albo stawiamy zagrody na wlasnych wodach i w tu pewnie bylyby mozliwosci (ale czy minowanie wlasnych wod ma sens?), albo stawiamy na wyjsciach z ich portow. Jednym z pomyslow to rozwiazania Politechniki Gdanskiej czyli podwodne drony, albo z tranportem min, albo z torpedami (czyli nowa koncepcja zamiast min). Problemem jest zasieg, ale zastosowanie baterii aluminium-powietrze, poki co to jednorazowki, dla militarnych zastosowan moze nie bylby to taki problem. W takim ukladzie atak drona = poswiecenie drona – wiec znow walka o koszt-efekt i moze byc trudno.

            Pozdrawiam,
            Adrian

          • Panie Adrianie,

            Ma Pan rację dopóki mówimy o wersji rozwojowej Kormorana jako koncepcji, a więc okręt do zwalczania nie tylko min ale i podwodnych pojazdów większych i mniejszych, załogowych lub nie. Różnica w kadłubie zacznie się gdy będziemy chcieli zrobić np. z tego okrętu korwetę eskortową – wymóg precyzyjnego pozycjonowania może się “rozjechać” w wymogiem np. prędkości. Mamy trzy przykłady integracji różnych wymagań w jednym kadłubie – LCS, Visby i Stanflex300. Więc teoretycznie się da. Kwestia praktyczna to jak do takiej wersji podeszłaby Remontowa – mają na swojej stronie większą i “patrolową” wersję Kormorana.

            Wspólny program z armią czyli Narew dla floty to pomysł stosowany od lat przez Rosję. U nas słabo stosowalny, bo nie robimy sami żadnych modyfikacji czy integracji z systemem C2. Więc mamy wybór czy rakieta dla Narwi będzie miała już odpowiednik we flotach świata, czy nie. Albo w siłach powietrznych? Na domiar złego w zasadzie jesteśmy już w koleinach bo wybór C2 dla patriota ograniczy nas do rakiet “dopuszczonych” do działania w ramach IBCS. Zostaje więc chyba na razie CAMM, jeśli wierzyć mediom albo pójść kompletnie osobną ścieżką i zrezygnować z tego samego pocisku. Szczerze – wolę to drugie, bo trochę uniezależnia MW od wielkich programów z wielką niewiadomą całkowicie ignorujących wymagania MW. Integracja CAMM dla małych okrętów może być również barierą finansową, co automatycznie je eliminuje jako nieekonomiczne a na duże okręty nikt nie ma ochoty wydawać pieniędzy. Przynajmniej na razie. Jesteśmy ponownie w kropce, dlatego jak kiedyś napisałem jesteśmy w naszym wyborze ograniczenie gdzieś pomiędzy RAM, Micą a CAMM, pierwsze daje minimum możliwości, ostatnie wymaga maksimum wydatków.

            Minowanie defensywne będzie zawsze korzystne w naszych warunkach ze względu na płytkość wód i ograniczanie swobody manewru przeciwnika. blokada portów za pomocą min jest działaniem ofensywnym i tego nam brak.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Program Narew to było coś w czym od początku pokładałem duże nadzieje jako skok technologiczny i jakościowy dla naszego wojska oraz przemysłu. Ciągle jeszcze staram się wierzyć, że to będzie program przeprowadzony z pełnym transferem technologii. CAMM to jest opcja i trochę taka zagrywka negocjacyjna, tzn. przekaz jest jasny “dajcie nam pełen transfer, albo są inne opcje na stole”. Będą 3 ciężkie programy kompletnie bez znaczących offsetów Wisła, Homar i Harpia. Szkoda tylko, że program Narew nie ruszył jako pierwszy. Jeśli nie pozyskamy kompetencji w zakresie rakiet i C2 krótkiego zasięgu to niestety będzie porażka. Jeszcze wyobrażam sobie, że możemy odpuścić jakies podzespoły do głowic aktywnych (tu mogą być zbyt wielkie bariery technologiczne), ale reszta to już powinna być nasza.

            Może i ma Pan racje, że oderwanie MW od Narwi mogłoby dać większe szanse na to, że MW otrzyma OPL, ale z drugiej strony to domena sił powietrznych, Nie rozumię dlaczego wybór ma leżeć po stronie kompetencji MW, czy zakładamy, że znają się na tym lepiej od lotników? Spór kompetencyjny z pewnością jest faktem.

            Pozdrawiam,
            Adrian

          • Panie Adrianie,

            Nie wierzę w pełen transfer. Proszę pomyśleć ile kosztowało osiągnięcie takiej technologii. Nie sprzedaje się takich rzeczy w jednym kontrakcie za przeciętne pieniądze. Przecież sprzedając technologię odcinam sobie przyszły dostęp do tego rynku a może i tworzę konkurenta. W zasadzie można coś takiego zrobić wiedząc, że jest to już technologia przestarzała albo, że i tak nas wyprzedzą. Musieliby być mocno przyciśnięci do muru finansowo.
            Oderwanie od Narwi nie polega na lepszej wiedzy tylko na możliwości wyboru czegoś, co pasuje dla okrętów. Przecież te wszystkie kontrakty w ogóle mogą nie brać pod uwagę wymogów marynarzy. Powiedzmy, że w Wiśle dostaniemy jakąś mutacje Stunnera – i co z tym mamy zrobić mając za największą ambicję Miecznika?

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Chyba już gdzieś publicznie padło, że my pewnych elementów rakiet nie jesteśmy w stanie przyswoić. Jeśli chodzi o same rakiety to ja wielkich cudów nie oczekuje. Natomiast C2 jest to rzecz która możemy łatwo przyswoić. My z nikim nie mamy szans konkurować. Rakiety przyszłości to głowice aktywne, a podzespołów tego rodzaju naprowadzania nie jesteśmy w stanie przyswoić, a tym bardziej opanować.

            Pozdrawiam
            Adrian

          • PS. Chcialem jeszcze dodac, ze Kongsberg pokreslal juz w wywiadach, ze jesli chodzi o NASAMS chca przekazac pelne kompetencje jesli chodzi o C2. Pozatym szukaja partnerow do rozwoju NSM o zwiekszonym zasiegu. Moim zdaniem jest to wielka szansa dla nas i bardzo ciekawa opcja, zreszta mocno forsowana przez Raytheon.

          • Panie Adrianie,

            Zaczynamy się wgłębiać w architekturę C2 obrony powietrznej kraju. Właściwie po zrobionej już inwestycji należy założyć, że IBCS będzie naszym C2 i kręgosłupem obrony powietrznej. Wówczas być może nie potrzeba w ogóle FDC Kongsberg’a. Radar Sentinel już chyba jest “podłączony” do ICBS. Kwestia łączności i efektorów. Przyjęcie AMRAAM oznacza wspólny obrony pocisk Sił Powietrznych i Obrony Powietrznej. To jest przykład, gdy MW musi pójść swoją drogą.

            Pozdrawiam,

            Przemek

          • Kongsberg podawał, że zintegrowali ESSM z NASAMS. Jeśli pozyskamy zdolności serwisowe dla AMRAAM ER może się okazać że to wystarczy do serwisu ESSM. Trochę spekulujemy, ale sam jestem ciekaw jak te nasze przyszłe decyzje mogą wpłynąć na MW. Pożyjemy zobaczymy 😉

            Pozdrawiam
            Adrian

  5. My tu gadu gadu a na morzu azowskim sie dzieje.
    Może będzie to impuls do przeznaczenia większych środków na modernizacje MW.
    Optymistycznie pozdrawiam

    • No właśnie. Ciekawy przypadek. Co się dzieje, jak się jest samotnym wobec potężnego sąsiada? Ile warto zainwestować w sprzęt nie mając wielkiej nadziei na równowagę sił? Ile można wymagać od marynarzy w sytuacji poważnego zagrożenia dla ich życia? Jak przeciwdziałać maszynie propagandowej – według Rosjan winni są Ukraińcy. Pytań wiele, odpowiedzi niełatwe.

      Pozdrawiam,

      Przemek

  6. Może przedstawi Pan swoje poglądy jak powinna wygladać polska MW w wersji full-wypas.
    Flota nie tylko do obrony wlasnych portów i wybrzeża ale do stosowania jako aktywne narzędzie agresywnej polityki oraz dominacji na Bałtyku.
    Tak aby dało się przeprowadzić blokade morską Obwodu Kaliningradzkiego i Petersburga. Zablokować cieśniny duńskie itp.

    • Panie Czarku,

      Przepraszam za późną odpowiedź, ale takie pytanie wymaga chwili spokoju. Odpowiedź dam w jednym zdaniu z dłuższym uzasadnieniem. Brzmi tak:
      Polska nie potrzebuje floty full-wypas do prowadzenia agresywnej polityki dominacji na Bałtyku. Dlaczego i jakiej floty potrzebuje?

      1. Orientacja kontynentalna/lądowa. Jedynym przeciwnikiem zamorskim, z którym Polska prowadziła wojny to Szwecja. Nawet w tym przypadku ich armia dochodziła do nas drogą lądową lub desant odbywał się na dalekiej i słabo bronionej flance. Jedyną bitwą, która przeszła do historii była bitwa pod Oliwą i jakkolwiek swoje znaczenie miała, nie zdecydowała o losie ani wojny, ani Polski. Tak jest do dzisiaj.

      2. Osiąganie celów innymi środkami. W Pana pytaniu ukrywa się kwestia panowania na morzu. W czasach współczesnych zasięg broni powoduje, że nie można mówić o panowaniu na morzu w sytuacji morza zamkniętego, tylko o panowaniu na teatrze działań. To oznacza morze, powietrze, wybrzeże, przestrzeń cybernetyczną i kosmiczną. Biorąc pod uwagę, że wszyscy nasi przeciwnicy z przeszłości to były potęgi lądowe, mówimy o panowaniu nad przeciwnikiem również na lądzie. W przeszłości w czasie ostatnich dwóch wojen panowanie na morzu w rejonie Bałtyku zdobyto po prostu przez zajęcie baz morskich od lądu. Napoleon nie wysłał swojej floty przeciwko Rosji – wolał dać Szwedom pieniądze na zbudowanie ich floty. Rosjanie nie zatopili floty ukraińskiej – zajęli Krym i główną bazę. Odcięli Morze Azowskie i wyeliminowali z gry kolejny port – Mariupol. Obecny incydent pokazuje, że podobnie jak Chiny , Rosja stosuje straż przybrzeżną do wywierania wpływu i silnej presji na przeciwnika poniżej progu wojny. Główna broń użyta w ostatnim incydencie to armata 30mm ze skutkiem możliwości przedterminowych wyborów na Ukrainie.
      Walka na liniach żeglugowych na Bałtyku? Kto z kim i przeciw komu? Głównym partnerem handlowym Rosji w rejonie jest Europa Zachodnia. To znaczy mamy topić statki z towarem dla Niemiec? Bo jeśli jesteśmy po jednej stronie z Niemcami to wystarczy, że nie będą kupować? Czy mówimy o dziwnej wojnie jak na Ukrainie – wojna jest ale handel z Rosją również. Wówczas Rosjanie poproszą grzecznie swoich partnerów handlowych o “uspokojenie” Polaków. W czasie II wojny zarówno Niemcy jak i Rosjanie wywierali dość skuteczny wpływ na Szwecję by albo zabezpieczyć żeglugę, albo ją zastopować.
      Co jest celem wojny? Poddanie przeciwnika naszej woli, czyli posiadanie wpływu i uzyskanie zależności. Najlepiej bez zajmowania terytorium, chociaż z użyciem siły zbrojnej.

      3. Sojusznicy. Powinniśmy mieć swój udział i wkład w budowanie sojuszy, ale musimy ustalić jaki. W przypadku sił morskich nie jest pewne, czy sojusznicy w ogóle będą mieli plany wejść na Bałtyk. W historii potęg europejskich tylko Wielka Brytania okresowo wysyłała eskadry okrętów na Bałtyk. W przededniu II wojny światowej Francja o ile wiem nie wyraziła takiej woli i zarówno ona jak i Wielka Brytania wolały sfinansować kredyty na uzbrojenie naszego wojska niż używać swojego. Nikt nie powie tego głośno, ale operacja wzmocnienia Republik Bałtyckich drogą morską w wypadku wojny to byłaby potencjalnie jedna z najkrwawszych operacji. Lepiej więc zapobiec takiej sytuacji i zniechęcić przeciwnika zawczasu. Demonstracja woli tak, ale prawdziwa wojna?

      3. Próg eskalacji i deeskalacja. Załóżmy, że osiągamy sukces, czyli wygrywamy. Jak zareaguje Rosja? Po prostu się wycofa, czy zareaguje eskalacją? Gdzie jest granica eskalacji w pańskie oficjalnie głoszącym możliwość użycia taktycznej broni jądrowej? Innym wyjściem jest wykrwawienie i zdestabilizowanie wewnętrzne przeciwnika (czyli nas) podobnie ja to Rosja czyni z Ukrainą. Budżet non-stop obciążony wojną, nieustający pobór i młodzi ludzie ginący na nieokreślonym froncie, inwestycje wstrzymane no i nie ma 500 plus. W którym punkcie jedna z największych potęg militarnych i dumne państwo z chorobliwym kompleksem potrzeby obrony przed wyimaginowanym przeciwnikiem powie pas – wystarczy?

      Wszystko to nie oznacza, że nie potrzebujemy flot, ani że nie potrzebujemy armii. Najlepszą doktryną ostatnich czasów jest zawarta w czasem wyśmiewanej Białej Księdze gen. Kozieja. Mamy tam zdefiniowane cele – samodzielna obrona przed agresywną presją przeciwnika w sytuacji niezdecydowania sojuszu. W tym celu gen. Koziej stworzył nowe słownictwo – konflikt podprogowy, atak a-terytorialny i punktowy. Może zaistnieć zarówno z użyciem siły militarnej oraz nowoczesnej broni. To jasno określa nasze zdolności i jest możliwe do pogodzenia z budżetem. W przypadku morza kluczem jest atak a-terytorialny bowiem morze jest obszarem niczyim, nie powodującym psychologicznego efektu “obrony ojczyzny” i pozwalającym na agresywne działania z użyciem siły. Dzięki temu łatwo o efekt pozbawienia woli walki przeciwnika, bo po co umierać za jakiś incydent na morzu? Czy pamięta Pan propagandę antywojenną pod hasłem nie będziemy umierać za Gdańsk przed II wojną światową? Z tym się łączy inna kwestia – do którego momentu możemy wymagać od żołnierzy czy marynarzy poświęcania życia w sytuacji w zasadzie beznadziejnej? Jeśli za zasadę naczelną przyjmiemy odpowiedzialność dowódcy za życie swoich podwładnych i w konsekwencji za realną ocenę możliwości osiągnięcia celu oraz jakim kosztem, to musimy sobie umieć odpowiedzieć w którym punkcie akceptujemy kapitulację. Idąc dalej nie nadużywajmy symboli jak Westerplatte czy Powstanie Warszawskie. W obu przypadkach doszło do kapitulacji. Warszawa w czasie wojny poddała się dwukrotnie. Westerplatte i pierwsza kapitulacja Warszawy może służyć jako przykład pozytywny kalkulacji zysków i strat. Powstanie Warszawskie jest przykładem złamania zasady odpowiedzialności dowódcy za życie swoich podwładnych i realną ocenę szans. Przykłąd incydentu na Morzy Azowskim jest kolejną i współczesną ilustracją.

      Jaką flotę więc Polska potrzebuje? Flotę do powstrzymania agresywnej polityki wywierania presji z użyciem siły zanim dojdzie do wojny. Flotę do współpracy z sojusznikami aby zademonstrować swój wkład i wolę. Flotę do prowadzenia “małej wojny” wspierającej działania połączonych sił zbrojnych w pasie nadbrzeżnym, jeśli do niej już dojdzie. Musimy oddzielić to, co byśmy chcieli mieć od tego co potrzebne a to przesiać przez sito tego co możliwe. To oznacza realistyczne podejście do finansowania floty na poziomie 5-10% programu modernizacji czyli dziasiaj 500-1.000mln PLN.

      Jeśli się Pan zgadza z tymi wywodami możemy wówczas zaproponować flotę. Ja bym zaczął “od dołu” a więc budowę floty od czasów pokoju do czasów pokoju do czasów wojny. Silna Straż Graniczna. Monitorowanie tego co pod wodą i na wodzie oraz w przestrzeni informacyjnej i paśmie elektromagnetycznym. Rozpoznanie. Ochrona przed dywersją i rozpoznaniem przeciwnika. Zdolność do minowania i rozminowania. Później pytanie jak możemy współpracować najtaniej z sojusznikami poza Bałtykiem. na koniec mała wojna, czyli zdolność do drobnych desantów i dywersji własnej oraz ewakuacja i zaopatrzenie morzem na małą skalę.

      Pozdrawiam,

      Przemek

      • Tez jestem ciekawy pelnego modelu rozbudowy floty. Moze jakas wizja rozwoju floty w perspektywie nastepnych 15 lat oraz perspektywy na dalsza przyszlosc? Chyba bezpiecznie mozemy przyjac 700mln/rok, zeby sie nie rozdrabniac zbytnio. Trzy aspekty polaczone z takimi spekulacjami, jesli dobrze rozumie to:
        – rozwoj sil powietrznych (obecne i przyszle kierunki rozwoju)
        – koopercja z MOSG lub jakas transformacja tego
        – wyciskanie max. z tego co juz mamy w MW
        – uzupelnianie luk w systemie

        • Panie Adrianie,

          Pana plan jest zupełnie wystarczający do zaproponowania kilku rozwiązań potrzebnych od zaraz. Byle go zrealizować, bo to jest problem. Można wziąć dowolny plan z przeszłości poczynając od Kaszuba a na PMT2013 kończąc i zrealizować jeśli nie całość to część. Na razie udało się zbudować Kormorana i mamy na szczęście kontrakt na dwa następne. Każdy fragment z poprzednich planów, ale fragment zrealizowany byłby dzisiaj pożyteczny i wyznaczałby kierunki dalszego rozwoju. A tak ciągle siedzimy nad pustą kartką papieru dumając nad optymalną strukturą floty i tym czego potrzebujemy.

          Pozdrawiam,

          Przemek

      • Bardzo dziękuje za wyczerpującą odpowiedż. Niezwykle solidnie przemyślane podejście.
        W takim razie ciekawi mnie jak Pan ocenia przygotowanie i kompetencje MW w każdym z tych zadań który Pan wymienił :
        -Straż Graniczna.
        -Monitorowanie i rozpoznanie.
        -Ochrona przed dywersją i rozpoznaniem przeciwnika.
        -Zdolność do minowania i rozminowania.
        -Współpraca sojusznikami poza Bałtykiem.
        -Mała wojna.

        Wydaje się że jedyna minowanie i rozminowanie jest dzis traktowane serio. Stąd progam Kormoram oraz znacząca liczba trałowców.
        W drugiej kolenośći Współpraca z sojusznikami stąd desperackie próby pozyskania fregat.
        Pozostałe tematy wydają się zaniedbane i niedocenione.

        • Panie Czarku,

          O ocenę strasznie trudno, bo jako amator dostęp do wiedzy mam niewielki. Raczej domyślam się, czytam między wierszami i spekuluję. Tak więc do mojej odpowiedzi należy podejść ostrożnie.

          Straż Graniczna jest w innym ministerstwie i MW ma pewnie umowę regulującą zasady współpracy. Istnieje na pewno nieznany mi zakres wymiany informacji pomiędzy systemem MOSG i MW z tym, że niezrównoważony to znaczy pewne dane są poufne i trzeba mieć jakiś poziom autoryzacji. To samo w wymianie międzynarodowej. MOSG jest finansowany w zakresie kontroli granic, natomiast mam wrażenie że kuleje finansowanie zadań związanych z wodami EEZ. W konsekwencji nie mamy za bardzo co wysłać do współpracy z FRONTEXem. Aktualnie to grupa ludzi i Bryza. Ptzetarg na jednostki trochę większe chyba padł, albo jest odłożony na półkę.

          Monitorowanie i rozpoznanie. Mamy Bryzy i radary ruchome naziemne do obserwacji morza. Czyli coś jest jakkolwiek w czasie rzeczywistej wojny Bryzy nie będą miały swobody latania gdzie potrzebują a w czasie pokoju ich piętą achillesową jest krótki czas w powietrzu oraz umiarkowany udźwig. Tak więc MW chciałaby samolot patrolowy z prawdziwego zdarzenia, tyle że wpadamy w pułapkę braku konsekwencji. Albo uważamy, że Rpsja ma przewagę w powietrzu i jest w stanie zniszczyć wszytko na powierzchni wody więc nasze aktualne inwestycje i plany są powiedzmy krótkowzroczne. Albo też uważamy, że MW będzie najlepiej wykorzystana w czasach pokoju jako narzędzie ostrzegania i prewencji – wówczas OK. Musimy się tylko zdecydować. Brak rozpoznanie czy monitorowania tego co pod wodą. Nasze okręty podwodne już są po prostu wysłużone a nawodnych brak. Smigłowce ASW są dobre do uściślania pozycji OP i ataku ale nie do wczesnego ostrzegania czy ciągłego monitorowania. Jakość sprzętu radioelektronicznego na naszych okrętach ELINT/SIGINT jest mi nie znana.

          ochrona przed dywersją. Czy system ochrony portów funkcjonuje? Nie wiem – jest Kryl, ale czy jest wykorzystywany ponownie nie wiem. Brakuje prostych łodzi patrolowych ale uzbrojonych bo MOSG ich nie ma i nie będzie chyba miał. Jest luka do wypełnienia. Nie ma prawie nic, co by mogło przeciwdziałać obcym UUV czyli podwodnym dronom. Na szczęście mamy Kormorana i to jest jakaś jaskółka:) To jednak za mało a nie będziemy tych drogich okrętów budować seryjnie.

          Zdolnośc do minowania i rozminowania. Ponownie pozytywnym znakiem jest Kormoran chociaż znowu stoi w sprzeczności z popularnymi poglądami o bezbronności okrętów nawodnych. Ten akurat rzeczywiście jest bezbronny. Tak jak mamy SAR i CombatSAR tak powinniśmy mieć MCM i CombatMCM. Jeśli chodzi o minowanie to mamy Lubliny i Kormorana/y. Ponownie – jedno już wysłużone drugie chyba za drogie do wystawiania go na ryzyko ataku. Nie wiadomo mi nic na temat skrytych środków minowania.

          Współpraca z sojusznikami poza Bałtykiem. Tu idzie lepiej z roku na rok, bo ćwiczymy coraz więcej i możemy to robić również na Bałtyku. Wyjść poza Bałtyk mogą Kormorany ale pewnie na wodach przybrzeżnych sojuszników no i fregaty. OHP są wysłużone do bólu ale spełniają swoją funkcję. Pytanie o następców ale właściwym pytaniem jest co może spełniać funkcję współpracy a nie jakie fregaty zastąpią stare. Mamy kilka form współpracy – SNMG złożony nie tylko z fregat, udział w grupach lotniskowców amerykańskich (tu mowa o dużych okrętach) ale dlaczego nie zaopatrzenie tych grup okrętowych? Lub okręty dowodzenia? Musimy zdecydować na ile jest to funkcja ważna pomimo współpracy na Bałtyku i ile jesteśmy gotowi przeznaczyć na ten cel środków. Potem można puścić wodze fantazji i zastanowić się nad rozwiązaniem niekoniecznie konwencjonalnym.

          Mała wojna to w zasadzie aktualnie dwie rzeczy – Formoza będąca poza strukturą MW i Brygada Obrony Wybrzeża, która nieśmiało próbuje wrócić do tytułowej roli. Niemniej nie mówi się głośno na ten temat i nie znane jest mi zdanie Sztabu Generalnego na temat wsparcia flanki z morza.

          Pozdrawiam,

          Przemek

          • Nie zbyt rozumiem dlaczego nasi politycy i wojskowi nie potrafią tego rozpisać na wzór myślowy jaki Pan tu prezentuje. Wydaje się logicznym, że jeśli SPO przekreśla zdolności obronne ONNT to szukamy alternatyw. Nic takiego nie następuje. Na szybko chcemy kupić AW101, czyli albo duże okręty, albo brak pokładowych heli. Nic nie słychać o żadnej alternatywie z niekonwencjonalnych opcji można byłoby pokusić się o zakup Fire Scout. Może nawet parki dla Ślązaka. Ale tu też cisza.

            Co do skrytego minowania to byłbym za LDUUV. Chile miało budować mini łodzie podwodne. Pomysłów jest chyba sporo, ale nikt jakby specjalnie nie jest zainteresowany takimi opcjami. Dlaczego nikt nie potrafi odpuścić fantazji o dużych i koszmarnie drogich okrętach – nic na ten temat nie wiemy. Po ostatnich fake newsach na temat fregat widać, że mamy silne lobby za i przeciw. Kompletnie niepotrzebne zamieszanie i według mnie na szkodę odbudowy MW. Zakładając, że żaden obóz nie odpuści to będziemy jeszcze oglądać długo ten spektakl. MON zdaje się sygnalizować, że jest problem z budzetem dla MW, ale jakby nikt nie brał tego pod uwagę.

            Pozdrawiam,
            Adrian

          • Panie Adrianie,

            Politycy podejmują jak najbardziej racjonalne decyzje, tylko na poziomie zbyt abstrakcyjnym dla nas i używając kryteriów niezrozumiałych szerszej publiczności. Gdy w 1999 roku za innej zupełnie władzy doszło do strajku anestezjologów, nikt się nie przejął co więcej, lekarzy obrzucono błotem i zalano oskarżeniami moralnymi. Czy temat nie był ważny? Czy nasze zdrowie i życie są nieważne? Tak, są ważne ale…budżet był ważniejszy. Jakie kryteria dzisiaj przyświecają politykom, nie wiem i mogę się tylko domyślać elementów układanki.

            Duży UUV jest jakimś rozwiązaniem, ale ponownie oznacza podejście niekonwencjonalne i potencjalnie “zabierające” pieniądze z projektów uznawanych przez poszczególne grupy za ważniejsze. Jak Pan zauważył możemy ten spektakl oglądać długo i rzeczywiście oglądamy go już ładnych parę lat. Interesujące jest to, że trwa on niezależnie od dobrej lub złej koniunktury budżetowej dla MW. Dla mnie jest to potwierdzenie, że pieniądze są ważne ale nie najważniejsze. No cóż, ten blog ma raczej małe szanse by wpłynąć na cokolwiek, ale może być forum dyskusyjnym i poniekąd polem samoedukacji. Im bardziej będziemy wykształceni i świadomi tym lepsze nasze wybory a raczej – tym lepsza nasza ocena sytuacji niezależnie od wyborów dokonywanych przez innych.

            Pozdrawiam,

            Przemek

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.