Jan 172019
 

Często się na zdarza, że nie rozumiemy decyzji polityków lub własnych szefów i odbieramy te decyzje jako absurd. Zwykle mają one uzasadnienie, ale na zupełnie innym poziomie abstrakcji dla nas rzadko dostępnym. Dlatego książkę wywiad z generałem Mirosławem Różańskim zatytułowaną Dlaczego przegramy wojnę z Rosją warto przeczytać ze szczególną uwagą i potraktować jako rzadką okazję do zajrzenia wgłąb wydarzeń przez dziurkę od klucza. Pana generała obowiązuje tajemnica więc trzeba zwrócić uwagę na między-wiersze, słowa klucze, niedopowiedzenia.

Pierwsze spostrzeżenie jest zaskakujące – dość sporo jest w tej książce o Morzu Bałtyckim, marynarce wojennej i roli Bałtyku w szerszej strategii. To niezwykle cenne, bo jak wielokrotnie na tym blogu powiedziano – w czasie wojny rola marynarki wojennej w naszym kontekście będzie w większości związana i zależna od planów walki na lądzie. W konsekwencji to generałowie a nie admirałowie nadadzą kształt flocie na czas wojny. Admirałom pozostaje wciąż poszukiwanie roli floty w szerzej pojętym pojęciu bezpieczeństwa państwa i taki wątek podskórnie również się w książce przewija.

Poniżej wybrane fragmenty z tekstu opatrzone komentarzem z podkreśleniami własnymi. Generał Różański zaczyna w pewnym momencie od sformułowania „wykurzamy” Amerykanów z Bałtyku. To już niesie informację, że oni tu są a więc nie mówimy o samotnej walce oraz, że dla przeciwnika jest istotne aby się ich z Bałtyku pozbyć. Dlaczego?

„Po pierwsze, zamykamy morską drogę ewakuacji dla wojsk amerykańskich, które już są w regionie. Po drugie, blokujemy szlak komunikacji. Ilość sprzętu potrzebna do działania Amerykanom jest tak duża, że bez transportu morskiego drogą morską nie będą w stanie operować na terenie Europy Wschodniej.”

Wytłuszczone słowa klucze dają nam pierwsze wskazówki co do potencjalnej roli marynarki wojennej w takim scenariuszu. Po pierwsze dla Rosjan jest ważne odizolować region od wsparcia z zewnątrz drogą morską. Konsekwentnie dla nas oznacza to cel negatywny czyli uniemożliwić przeciwnikowi taką blokadę. Po drugie i nic w tym odkrywczego, ruch może odbywać się w obu kierunkach a więc wsparcie zmierzające do teatru działań oraz ewakuacja z obszaru. Wzmianka, że bez drogi morskiej się nie obejdzie jest intrygująca i wprowadza nas w obszar „terra incognita” dla amatorów czyli w dziedzinę logistyki. Mamy szczęście bo pojawia się w tym samym czasie informacja o kontrakcie logistycznym na przerzut drogą morską sprzętu i zaopatrzenia dla związku taktycznego wielkości prawdopodobnie brygady.

Kontrakt między innymi wymaga w ciągu 45 dni zapewnienia zdolności do transportu pojazdów wyrażonej w długości linii załadowczej 5.000m oraz 1.000 jednostek TEU czyli kontenerów 20-stopowych. To dużo, czy mało? Zamieńmy to na transport kolejowy i w zależności od nośności wagonów i ich długości otrzymamy liczbę do 1.000 platform. Dla porównania w Polsce według Urzędu Transportu Kolejowego w 2017 roku było około 7.500 platform użytkowanych, z których tylko część nadaje się do przewozów intermodalnych. Dla wzmocnienia porównania wygląda na to, że PKP dysponuje około 60-70 platformami do przewozu pojazdów o wadze > 60 ton, czyli czołgów. Jeszcze inaczej – PKP Cargo reklamuje się na swojej stronie, że przewozi 400.000 kontenerów rocznie co znaczy że nasza brygada zajmie całkowite zdolności przewozowe na 1-2 dni. Teraz popatrzmy na mapę Polski – drogową i kolejową a raczej na plany budowy infrastruktury. Powyżej linii Poznań-Warszawa-Terespol mamy w zasadzie trzy linie kolejowe:

  • Szczecin – Gdańsk
  • Kostrzyń – Tczew
  • Kunowice – Poznań – Olsztyn z odnogami na Korsze (RUS) oraz Suwałki (LT)

Podobnie z drogami ekspresowymi gdzie istnieją lub są w budowie drogi Szczecin – Gdańsk, Szczecin – Bydgoszcz oraz Warszawa – Białystok z odnogą na Suwałki. Dość rzadka jest też sieć terminali intermodalnych we wspomnianym terenie za wyjątkiem oczywiście, portów. Wspomniane 1.000 platform to z kolei około 50 składów pociągów a więc na istniejącej infrastrukturze dość spore obciążenie. Dobrze, mówimy o jednej brygadzie, co dopiero o dywizji?

Inwestujemy w kierunek północ – południe, natomiast mamy jedną magistralę wschód – zachód w Polsce środkowej i jedną na południu. Żródło www.plk-sa.pl

Wracając na morze to powiedzmy ile statków/promów potrzeba do transportu wielkości zakontraktowanych. Kontenery to dość prosta sprawa – jeden feeder i jeden rejs wystarczy. Trudniejszy jest transport pojazdów. Niemniej dwa promy Polferries jak Cracovia i Mazovia wystarczą. Dla dopełnienia obrazu JHSV ma mniej więcej 600-700m linii załadowczej ale dużą prędkość czyli przykładowe dwie jednostki musiałyby „obrócić” cztery razy.
Komentarz o niezbędności transportu morskiego w operacji sojuszniczej staje się jasny. Ktoś może powiedzieć jak łatwo zatopić takie dwa czy trzy bezbronne statki ale równie łatwo jest zablokować dwie linie kolejowe już zatkane 50 składami na torach. Poza tym, nie muszą być całkiem bezbronne.

Szary będzie jeszcze brzydszy, ale ma być użyteczny a nie ładny. RO-PAX dla kompani wojska albo i więcej. Żródło www.rolls-royce.com

Skoro mówimy o liniach komunikacyjnych to każda taka linia ma swój początek i koniec, czyli porty. To kolejny temat rozmowy i kilka ciekawych uwag. W najszerszym kontekście porty to są elementy stałe na mapie czy na szachownicy i gen. Różański odpowiadając na prowokacyjne pytanie dziennikarza czy Bałtyk to takie morze bez znaczenia odpowiada:

„Mówiłem, że na Bałtyku nie doszło do żadnej znaczącej potyczki morskiej…Na Bałtyku gra się w kółko i krzyżyk. Kto zrobi pierwszy dobry ruch, ten dyktuje warunki”

W czasie ostatniej wojny światowej sprawę aktywności floty radzieckiej rozstrzygnęła ofensywa na lądzie i zajęcie baz morskich. Później gdy sytuacja się odwróciła, porty wybrzeża Bałtyku były jedyną drogą ewakuacji dla ponad miliona niemieckich żołnierzy i uchodźców. I to w sytuacji radzieckiej przewagi w powietrzu. Wzajemna topologia baz morskich oraz dostępu do morza jest przedmiotem badań teoretycznych jak w przypadku prac Milana Vego a w przeszłości artykułów i poglądów niemieckiego admirała Wolfganga Wegenera. Teraz NATO i Rosja próbują na tym samym terenie grać w kółko i krzyżyk. Zasięg współczesnej broni umożliwia taki sposób widzenia wojny na Bałtyku czy raczej wokół Bałtyku, jakkolwiek brak rozpoznania satelitarnego znacznie ograniczenia nasze możliwości w tym względzie. Jak podkreśla generał Różański, Rosjanie w przeciwieństwie do nas mają system zabezpieczenia portów. Kryl był ale się zbył. Problem ochrony portów rozciąga się szerzej na śledzenie tego, co się dzieje pod wodą:

„Właściwie nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co się tam (pod wodą i w portach) dzieje. Sporadycznie penetrujemy ten obszar za pomocą okrętów podwodnych.”

Pytanie czy okręty podwodne to najbardziej efektywny i ekonomiczny sposób do „penetrowania” przestrzeni pod wodą w bliskim nam obszarze i czy Orka w takim razie musi mieć rakiety manewrujące. To zadania raczej sprzeczne. Wychodząc na powierzchnie i dalej na brzeg mamy w książce wzmiankę o oczywistej konieczności posiadania obrony przeciwlotniczej. W domyśle baz morskich też i taki był zamysł Planu Modernizacji z 2013 roku.

Cały „morski” wątek nieprzypadkowo znalazł się w rozdziale „Zamęt” i jest to słowo klucz w tej książce. Scenariusz konfliktu oraz jego części morskiej opiera się na hipotezie starej miny postawionej nieprzypadkowo na trasie tankowca, której eksplozja doprowadza do katastrofy ekologicznej. Ponownie uwypuklenia tekstu nie są przypadkowe. Mamy bowiem ciąg słów mina – katastrofa ekologiczna – zamęt dająca wyraźne wskazówki z czym możemy mieć do czynienia w pierwszym rzędzie i w konsekwencji jakie instytucje bedą zaangażowane oraz jakie zdolności powinny posiadać. Generał Różański ani nie tworzy tego scenariusza tylko pozwala na jego rozwiniecie przez swojego rozmówcę, ani mu nie zaprzecza. Jednocześnie nie próbuje naprowadzić dyskusji no bardziej kinetyczny scenariusz co mogłoby wskazywać na jego większe prawdopodobieństwo. Po prostu pokazuje jak taka sytuacja obnaża nasze słabości systemowe i wystawia na cios „miękkie podbrzusze”. To określenie świetnie pasuje do naszych wód przybrzeżnych czy też wyłączności ekonomicznej.

Właściwie to już mamy zarys szansy rozwoju dla Marynarki Wojennej tylko chyba przeoczony albo zignorowany. Podpisany kontrakt realizuje pewnie nasze zobowiązania wobec NATO oraz zaspakaja część potrzeb logistycznych i nie jest ważne czy te zdolności będą używane do ekspedycji sił narodowych czy do transportu wsparcia w naszym regionie czy też do ewakuacji. Wychodząc z tego punktu widzenia Marlin jako środek transportu wraz z ochroną portów i rozwiniętym systemem rozpoznania staje się punktem wyjścia. Okręt transportowo-logistyczny jak niegdyś proponowane UTL czy WOWOSZ oferuje tylko ułamek niezbędnych zdolności przerzutu sprzętu wojska i zaopatrzenia ale w czasie znacznie krótszym niż 45 dni i bez ograniczeń wynikających z umowy cywilno-prawnej. Jest to także zadanie o wiele łatwiejsze do realizacji dla naszych stoczni. Marlin załadowany wzmocnioną kompanią w pełni wyposażoną w drodze do celu zdefiniowanego przez Sztab jest argumentem prawdopodobnie bardziej przemawiającym na rzecz eskorty niż misje dyplomatyczne fregat. Nie zapominajmy, że to MON jest płatnikiem a nie BBN.

Temat fregat jest zresztą poruszony i też w charakterystyczny sposób. Generał Różański nie zaczyna tego wątku w ogóle a sprowokowany pytaniami dziennikarza kwituje sprawę enigmatycznym stwierdzeniem o braku „specjalnego entuzjazmu” wśród marynarzy. Temat można rozwijać i doszukiwać się wielu interpretacji, ale bezpiecznym jest stwierdzić, że opinie na temat fregat są podzielone. Co ciekawe, brak kategorycznego odrzucenia idei fregat ze strony Pana Generała oznaczać może, że generalicja dała szansę na otwartą propozycję nie mając jednocześnie przekonania do idei. Jeśli tak jest, to po co walić uparcie głową w mur. W końcu sam były Dowódca Generalny daje nam odrobinę wglądu jakiego wsparcia armia i państwo potrzebowałyby ze strony marynarki wojennej. Dodajmy już modernizowane siły przeciwminowe, wzmocnienie Straży Granicznej, dalszą integrację C2 i nasze podbrzusze zaczyna być umięśnione.

  2 Responses to “Logistyka, czyli o czym nie rozmawiają amatorzy”

  1. No to chyba wykrastylizowało się skąd w PMT Marlin. Jestem pełen podziwu dla tej analizy. Też mi brakowało po co to MW, ale z punktu widzenia dowództwa SZ sprawa wygląda ciekawie.

    Co do fregat sam nie wiem co o tym sądzić, ciężko mi uwierzyć że głos entuzjastów mógłby mieć znaczenie, ale z drugiej strony jest poparcie PAD, więc jeszcze pomysł pływa, lecz z tego co czytam to nie wiadomo dokąd zmierza. Natomiast nadchodzą wybory i nawet jak obecna władza zostanie to szef MON raczej się zmieni, a to oznacza z reguły to samo od nowa. Nauczyłem się w życiu, że pewne rzeczy wracają jak bumerang. Oby tylko MW nie dostała tym w głowę.

    Pozdrawiam,
    Adrian

  2. Z książki “Dlaczego przegramy wojnę z Rosją” najbardziej zapadł mi w pamiec fragment o tym co marynarka zrobiła z Orkanani. Zalanie balastu betonem a gdy okazały się za ciężkie tankuje się je do połowy. Również perypetie z wieloletnimi naprawami okretu podwodnego Orzeł. Sama książka bardzo dobra i warta polecenia. Im więcej takich otwartych i szczerych opisów rzeczywistości i im więcej publicznego wskazywanie degrengolady tym szybciej coś zacznie się zmienić na lepsze.

 Leave a Reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

(required)

(required)

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.