Aug 302018
 

Historia przejęcia używanych fregat z Australii do czego w końcu nie doszło w ostatniej chwili, wskazuje na brak wspólnej i zaakceptowanej wizji co do roli Marynarki Wojennej RP. Nie ma wyjścia, z uporem maniaka trzeba wrócić do tematu. Co pewien czas na tym blogu podejmowana jest próba syntezy różnych wątków. Nie inaczej jest tym razem i poniżej są odniesienia zarówno do Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego RP (zwłaszcza jej pierwszej części), Białej Księgi jak i do pewnych idei z Planu Modernizacji Technicznej z 2013 roku.

Jako cel nadrzędny Marynarka Wojenna RP mogłaby przyjąć:

  • Wzmacnianie bezpieczeństwa Polski poprzez zapobieganie i tłumienie kryzysów powstałych na wodach Polski, Unii Europejskiej i krajów sojuszniczych
  • Demonstrowanie aktywnego uczestnictwa RP w polityce międzynarodowej poprzez udział w międzynarodowych operacjach na morzu i demonstrowanie bandery
  • W czasie wojny udostępnienie Połączonym Siłom Zbrojnym pola manewru wzdłuż wybrzeża i wsparcie ich działań na morskiej flance.

Zadania wynikające z powyższej definicji podzielmy procentowo na czas pokoju oraz kryzysu i wojny, co ułatwi planowanie budżetu w realnych granicach. Określenie typowych zagrożeń lub ich poziomu pozwoli na ograniczenie i dopasowanie zdolności okrętów do najbardziej prawdopodobnej sytuacji, a nie najgorszej. Ta ostatnia bowiem zdestabilizuje zarówno specyfikację okrętów jak i budżet.

70% w czasie pokoju:

  • Rozpoznanie i patrolowanie własnych wód
  • Dyplomacja morska (wizyty w porcie, udział w operacjach społeczności międzynarodowej)
  • Budowanie sojuszy (ćwiczenia międzynarodowe, uczestnictwo w stałych zespołach NATO)
  • Pomoc humanitarna i ratownictwo
  • Bezpieczeństwo morskie
  • Wsparcie służb granicznych Polski i EU

Poziom i rodzaj zagrożenia:

  • Obce rozpoznanie i penetracja własnego terytorium
  • Dywersja
  • Ataki nie mające na celu zajęcia terytorium lub punktowe z użyciem nowoczesnej broni w ograniczonej ilości lub czasie
  • Agresywna dyplomacja morska
  • Łamanie ładu i prawa międzynarodowego

30% w czasie kryzysu i wojny:

  • Ochrona portów i infrastruktury morskiej
  • Osłona podejść do portów
  • Mobilność wojsk wzdłuż wybrzeża
  • „Mała Wojna”
  • Zaopatrzenie i ewakuacja droga morską

Poziom i rodzaj zagrożenia:

  • Dywersja
  • Miny
  • Ataki cybernetyczne na infrastrukturę i ośrodki dowodzenia
  • Blokada morska
  • Taktyczne desanty na tyłach obrony w celu dezorganizacji linii zaopatrzenia oraz przyśpieszenia postępu wojsk agresora
  • Ataki na terytorium kraju lub siły morskie oraz transporty wojska i zaopatrzenia z użyciem nowoczesnej broni w nieograniczony sposób

Dyplomacja morska w wersji “soft”

Dopiero po uzgodnieniu nie tyle zadań, co podstawowego powodu istnienia możemy mówić o siłach i środkach. Alternatywne myślenie oddolne, czyli zakup sprzętu bez uzgodnionej roli marynarki wojennej jest wciąż możliwe, co demonstruje choćby Kormoran ale będzie napotykało na przeszkody przy większych kwotach jednostkowych (na co wskazuje przykładowo pomysł przejęcia fregat).

Struktura sił morskich nie budzi większych wątpliwości ale stopień ich integracji czy współdziałania już pewnie tak:

  • MOSG
  • SAR
  • Marynarka Wojenna

Zdolności na poziomie bardzo ogólnym można określić chwytliwym hasłem 5S (screen, scout, strike, supply, support) czego nie należy mylić z biznesową praktyką japońskich korporacji lub zapożyczyć terminologię z PMT2013 – (Rozpoznanie, Rażenie, Przetrwanie i Ochrona, Przerzut i Mobilność, Wsparcie, C2)

Budżet inwestycyjny przyjęty arbitralnie w dwóch wariantach:
1.0 mld rocznie
0.5 mld rocznie

Wysokość wydaje się odzwierciedlać historyczną wysokość nakładów. Co prawda ostatnio w ciągu roku podpisano kontrakty na dwa Kormorany i Ratownika, ale jest wątpliwe, czy zapłacono z góry pełną kwotę. Nakład jest dalej rozpatrywany przez pryzmat proporcji 70/30 dla Pokoju/Kryzysu i Wojny.
Kadencja Sejmu trwa 4 cztery lata i przy naszym braku ciągłości polityki oznacza to inwestycje rzędu:

  • 2.8 mld/1.2 mld w czasie kadencji przy poziomie 1.0 mld rocznie lub
  • 1.4 mld/0.6 mld w czasie kadencji przy poziomie 0.5 mld rocznie

Po odliczeniu pewnej kwoty na remonty (np. 20%) można wnioskować, że dla polityków wchodzi w grę zakup jednostkowy pomiędzy 1.0 -2.0 mld za sztukę lub przy liczbie trzech sztuk największe pozycje będą warte 0.4 – 0.8 mld za sztukę. Liczby mogą się wahać krótkoterminowo do 30% poprzez zmianę proporcji pomiędzy P oraz K i W. Dodatkowym ograniczeniem może być (choć nie musi) czas realizacji kontraktu, bo rząd wprowadził radosną zasadę, że kontrakt czy uzgodnienia znaczą niewiele.

Takie rozumowanie wyjaśnia fenomen Ślązaka i jego olbrzymie szanse na jedynactwo a także kontrowersje wokół fregat Adelaide będących gdzieś w górnych granicach osiągalności. Używane fregaty miałyby większe szanse, gdyby nie zainwestowano już w inne projekty jak Kormoran, NDR czy Ratownik. Tak naprawdę to ponownie ogranicza realne kwoty inwestycji bo przy takich zaniedbaniach stoimy wobec konieczności prowadzenia kilku projektów jednocześnie. No, ale przetestujmy hipotezę na aktualnych inwestycjach. NDR w cenie 0.7 mld jest akceptowalny. Powtórzony drugi raz ma uzasadnienie w łatwości realizacji (nie musimy się przebijać przez procedury i nie ryzykujemy porażki) ponadto drugi dywizjon ma chyba niższy koszt. Kormoran jako prototyp również się mieści. Realizacja opcji na dwie dalsze dwie jednostki też się mieści mając wspomniany plus niskiego ryzyka i przewidywalnego czasu realizacji. Ratownik ma szanse chociaż coraz bardziej staje się okrętem bez swojej misji, ale jego bliźniak może już nie mieć tyle szczęścia.

Jeżeli chcemy mieć coś w liczbie minimum trzech sztuk to 1.0 mld PLN za jednostkę wydaje się być górną granicą akceptowalności dla polityków, a i to mocno naciąganą. Taki jest skutek braku ciągłości i długofalowego planowania. To co za to kupimy zależy od percepcji wartości u decydentów. Wiele systemów rozpoznawczych, patrolowych i ochrony infrastruktury ma szanse się w tej kwocie zmieścić, tylko czy będą cenione przez zarówno polityków i wojskowych szukających maksymalizacji zdolności bojowych? Wszyscy zwrócili uwagę na słowa Jamesa H. Bergerona w wywiadzie udzielonym Defence24, że „zdolności typowe dla fregat są bardzo cenne z punktu widzenia NATO”. Nikt nie odniósł się do poniższego pytania i odpowiedzi:

Czego NATO najbardziej potrzebuje teraz na Bałtyku, gdzie po drugiej stronie mamy Flotę Bałtycką Federacji Rosyjskiej?

Jedną z naszych największych potrzeb jest świadomość sytuacyjna. Potrzebujemy oczu i uszu na Bałtyku i do pewnego stopnia potrzebujemy zdolności do szybkiej odpowiedzi.

Rozpoznanie i świadomość sytuacyjna naszego regionu najwyraźniej mogłaby być naszym wkładem do sojuszu, cenionym przez NATO i jednocześnie będącym w pełnej zgodzie z zapomnianą strategią Bałtyk Plus. Okręty typowo bojowe będą wciąż kontrowersyjne bo obciążają budżet znacznie, są ryzykownym projektem wobec naszego braku doświadczenia w zarządzaniu takimi projektami, a z drugiej strony to co jest wystarczająco dobre czy uzbrojone jest mocno relatywne.

Okręty duże czy małe muszą mieć gdzieś bezpieczną bazę. Zacznijmy może od tego. Foto www.warfarehistorynetwork.com

Kontynuując wątek fregat w naszych warunkach na fali wydarzeń wokół australijskich okrętów typu Adelaide trzeba przemyśleć opcje, ale w odniesieniu do strategii bezpieczeństwa narodowego i realnych środków. Przykładowo fregaty mogą mieć miejsce w Marynarce Wojennej RP, ale pod kilkoma warunkami. Po pierwsze musi istnieć właściwe uzasadnienie i takie istnieje. Pierwsza cześć Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego bazuje najwyraźniej na dorobku prof. prof. Makowskiego i Szubrychta i jest wewnętrznie spójna. Mówi o Rzeczpospolitej Morskiej aktywnej na arenie międzynarodowej i budującej sojusze. Prof. Makowski w ten sposób argumentuje:

Umiejętne wykorzystanie dyplomacji morskiej w ramach rozsądnej i przemyślanej polityki zagranicznej jest dla małych i średnich państw pierwszą linią obrony.

Niestety, prawie cała argumentacja w mediach skupiła się wokół wartości bojowej fregat, co jest sprawą drugorzędną w tym przypadku. Snucie planów o dalszej modernizacji okrętów po domniemanym przejęciu może mieć sens techniczno-militarny ale nie polityczny, bo oznacza niepotrzebny wzrost kosztów projektu już będącego na granicy osiągalności.

Po drugie, musielibyśmy zaakceptować używane fregaty jako rozwiązanie stałe, a nie tymczasowe co niesie za sobą niekorzystne skutki. Raz będziemy mieli ESSM, drugim razem Aster i tak dalej co 15 lat. Większym problemem jest malejąca podaż fregat na rynku, bo okręty są coraz droższe i budowane w krótszych seriach.

Oczywistym pytaniem jest co w zamian. Właściwie możliwości jest wiele i część z nich pojawiała się na tym blogu. Główną przeszkodą wydaje się być nadmierna orientacja na potrzeby wojny i w konsekwencji maksymalizacji zdolności bojowych. To się odbywa kosztem bezpieczeństwa narodowego, bo wojnę poprzedza wzrost zagrożenia, który najwyraźniej ignorujemy. O tym mówią cytowane słowa Prof. Andrzeja Makowskiego z zeszłorocznej prezentacji. Paradoksem jest, że za wyjątkiem Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego większość inwestycji czy planów inwestycyjnych Marynarki Wojennej jest związana z działaniami w czasie pokoju a nie wojny. Bezbronny Kormoran, Rybitwa mająca poszukiwać okrętów podwodnych w zasięgu lotnictwa i rakiet przeciwlotniczych przeciwnika czy Ratownik, który nie bardzo wiadomo jak ma ratować w czasie wojny załogę zatopionego okrętu podwodnego. Wszystkie te systemy mogą na obszarze Zatoki Gdańskiej funkcjonować po zneutralizowaniu zagrożenia lub jego likwidacji, tylko to oznacza że Marynarka Wojenna może podjąć swoje zadania po zakończeniu działań wojennych na obszarze. Dochodzimy do sprzeczności logicznej.

Zapomniane i wstydliwe zadanie – ewakuacja. Tu Rosjanie wycofują się z Tallina

Patrząc na zadania i zagrożenia wymienione w początku tekstu zwraca uwagę, że uzyskujemy obraz strategii Bałtyk Plus, chociaż nie było to intencją. Dla zwolenników fregat „Plus” daje szansę na okręty tej klasy przy spełnieniu wspomnianych warunków brzegowych. Z punktu widzenia tworzenia struktury floty pragmatyczne i inżynierskie podejście do listy powinno zaowocować zestawem dość jasnych kryteriów niezbędnych do zaprojektowania sieci taktycznej. Dla ilustracji parę przykładów:

  • Rozpoznanie i patrolowanie własnych wód. Ciągłość i stopień pokrycia obszaru.
  • Dyplomacja morska (wizyty w porcie, udział w operacjach społeczności międzynarodowej). Autonomiczność i łączność.
  • Budowanie sojuszy (ćwiczenia międzynarodowe, uczestnictwo w stałych zespołach NATO). Łączność jest warunkiem koniecznym.
  • Pomoc humanitarna i ratownictwo. Czas dolotu i odporność na pogodę. W misjach zagranicznych czy ewakuacji potrzeba przestrzeni ładunkowej.

Bez pretendowania do słuszności wymienionych kryteriów wystarczy zauważyć jak owe parametry prowadzą do konkretnych rozwiązań praktycznych. Weźmy pierwszy z brzegu, czyli rozpoznanie i patrolowanie własnych wód. Kryterium jakości to minimalizacja budżetu lub maksymalizacja odporności przy zadanym stopniu pokrycia. Mamy wybór pomiędzy nielicznymi platformami z sensorami o dużym zasięgu lub odwrotnie licznymi ale z uboższym wyposażeniem. Okręty czy jednostki nawodne oferują autonomiczność, samoloty wysoki stopień pokrycia, a mniejsze UAV liczebność lub odporność sieci na atak. Wszystko jest możliwe do skwantyfikowania i obliczenia optymalnej kombinacji platform i sensorów.
Podobnie dyplomacja morska lub budowanie sojuszy opiera się na minimalistycznych kryteriach nie ograniczających wyboru. Dyplomację morską można realizować z wykorzystaniem okrętu patrolowego, fregaty czy dużego okrętu desantowego albo po prostu logistycznego. Sojusze można budować poprzez ćwiczenia na odległych wodach albo na naszych własnych. Zadanie nie determinuje ani wielkości okrętu ani jego zdolności bojowych.

Jeśli spojrzeć na to co US Navy myśli o swojej przyszłości, to obecnie mówi się o poszukiwaniu optymalnej kompozycji oraz definicji poszczególnych składników, którymi są:

  • Duży okręt bojowy zastępujący krążowniki i niszczyciele
  • Mały okręt bojowy zastępujący LCS i fregaty
  • Średni okręt bezzałogowy z załogą opcjonalną (jak SeaHunter)
  • Małe okręty bazzałogowe (jak CUSV lub ich roje)

Pierwszy jest poza naszym zasięgiem i chyba zainteresowaniem (chociaż są osoby myślące inaczej). Drugi będzie przedmiotem pożądania dla obecnych zwolenników fregat. Z jakim skutkiem nie wiadomo. Natomiast mutacje SeaHuntera czy CUSV są jak najbardziej w naszym zasięgu i co więcej byłyby cenione przez USNavy w składzie naszej marynarki wojennej. Sercem tych platform jest tak na prawdę wiedza zakodowana w postaci programu sterującego i to stanowi szansę na innowację w naszym przemyśle, jakkolwiek wątpliwe czy państwowym.

Wojna czy pokój? Jak dotychczas, skupienie uwagi na wojnie i jej wymogach sprowadza Marynarkę Wojenna na manowce. Może czas na zmianę strategii i sposobu myślenia?

Jul 072018
 

Komentarze na blogu zwykle są źródłem inspiracji i nie inaczej stało się teraz. W rezultacie powstała lista projektów całkowicie realnych, choć na swój sposób fantazyjnych. Lista ma znaczenie praktyczne bo jakieś pieniądze są zamrożone w projektach już realizowanych, więc możemy mówić tylko o wykorzystaniu kwoty pozostałej w budżecie. Ta zaś w domyśle jest nie za duża.

 

 

Oto lista Projektów Poniżej 0.5 mld Złotych.

  • 0.3 mld PLN. MOSG – dwa kutry Damen 5509 uzbrojone w wkm-y.

Zastępcy dla Kaprów i lekko uzbrojone. Lektura ustaw o MOSG i broni palnej prowadzi do wniosku, że MOSG nie może mieć broni palnej większej niż przenośna, co w praktyce oznacza wkm-y. To między innymi dlatego bez istotnej zmiany prawa nie możemy mieć tylko Straży Przybrzeżnej i musimy mieć Marynarkę Wojenną, choćby w rozmiarze nano. Kutry patrolowe pozwolą na polepszenie obrazu sytuacji na naszych wodach i na aktywne uczestnictwo w ochronie granic Unii Europejskiej.

Damen ma swoją markę wśród Straży Przybrzeżnych i stocznie w Polsce. Foto Damen.com

  • 0.4 mld PLN Dwa „Rzepy” czyli SWATH 100 ton wyposażone w sonar holowany aktywno-pasywny TRAPS.

Ponieważ z natury monitorowanie tego co się dzieje pod wodą jest długotrwałe, wybór formy kadłuba padł na SWATH. Maleństwo 100-tonowe potrafi na fali 3m wciąż zachować przyśpieszenia pionowe w granicach komfortu dla załogi. Stabilna platforma dla sonaru i chyba warto „zapłacić” cenę za wady SWATH. „Rzep” ma pełnić podwójną role, obok podstawowej funkcji patrolowej ma być jednostką doświadczalną na drodze do systemów autonomicznych. Żadnej rewolucji, po prostu stopniowo zwiększana automatyzacja i redukcja załogi aż do punktu, gdy 2-3 osoby nadzorują prawidłowość działania całego systemu.
Korzystając z okazji można „Rzepa” doposażyć w armatę 30mm zdalnie sterowaną. Większym przedsięwzięciem byłoby dodanie nano-obrony przeciwlotniczej. Simbad-RC to morska i bardziej automatyczna wersja naszego Popradu. Dwie rakiety do zwalczania dość szerokiej gamy celów ale z możliwością automatycznego podporządkowania głównemu sensorowi jak radar. Takim, jak SeaGiraffe 1X o wadze raptem 350kg. Idąc jeszcze dalej pakiet uzupełnijmy prostą wersją wersją ESM podobną do Thales Vigile LW w kombinacji z pułapkami Sylena. Wszystko w granicach kolejnych 350kg.
Wymienione systemy w różnych konfiguracjach będą występowały w kolejnych projektach mamy więc okazję do upowszechnienia ich w marynarce wojennej a zatem do większych zakupów i „zniżki za ilość”.

Sonar aktywno-pasywny holowany ważący 3.5 tony. Coś dla “rzepa”. Foto www.curtiswright.com

  • 0.2 mld PLN Dozbrojenie Kormoranów w ten sam wyżej wspomniany pakiet nano-obrony plot.

W świecie nie ma zwyczaju uzbrajać niszczycieli min, ale nie ma też zwyczaju wysyłać je na odległość 100km od głównej bazy przeciwnika i to bez osłony. Pakiet nie daje oczywiście żadnego poczucia bezpieczeństwa przed zdecydowanym atakiem, ale pozwala zareagować na jawną prowokację. Ponieważ zrobiliśmy już zakupy ze „zniżką za ilość” wymienimy ze smutkiem Wróbla na RWS z armatą 30mm. Na przykład Typhoon czy Mk38 Mod3 w wersji amerykańskiej.

  • 0.3 mld PLN Trzy zestawy SeaRAM dla Ślązaka i fregat.

To zrozumiałe, że trudno wybierać jakiś system obrony przeciwlotniczej (czy jakikolwiek inny system) tylko dla jednego okrętu, ale zróbmy coś dla sieroty po programie Gawron i okażmy ślad empatii, żeby nie powiedzieć litości. Aby uniknąć syndromu jedynego egzemplarza, kupmy ten sam system dla remontowanych fregat. Ze względu na istnienie Phalanxa, SeaRAM ma sens. Nie wymaga w zasadzie integracji z Centrum Zarządzania Walką a daje naszym największym okrętom choćby prawo do udziału w realistycznych ćwiczeniach. Oczywiście pod warunkiem, że zostajemy z naszymi starymi OHP a nie pozyskujemy australijskich.

  • 0.5 mld PLN Wyposażenie NDR w obronę plot NASAAMS.

Temat już poruszony na blogu ponad trzy lata temu i wygląda na próbę obejścia programu Narew, ale można go przedstawić w innym świetle. Propozycja byłaby trudna do akceptacji jako samodzielny pomysł marynarki wojennej na obronę przeciwlotniczą bez czekania na wynik przetargu. Popatrzmy jednak na składniki NDR-u czyli MJR oraz NASAAMS. Do stworzenia baterii przeciwlotniczej potrzeba radaru 3D, wozu dowodzenia , łączności i wyrzutni rakietowych plus same rakiety. Ponieważ NDR został oparty na sieci i C2 z NASAAMS to brakuje nam tylko samych wyrzutni, bo rakiety AMRAAM już istnieją w naszych siłach zbrojnych. Radar jest już zakupiony, potrzeba dokupić jedno stanowisko dowodzenia na baterię podobne do tych, które mamy oraz powiedzmy sześć wozów z wyrzutniami. Sieć istnieje więc każda bateria NSM będzie miała w swoim składzie wyrzutnię NASAAMS. Jeśli tak jest, to potrzeba tylko odrobinę dobrej woli bo już zainwestowaliśmy w połowę potrzebnego sprzętu.

  • 0.1 mld PLN Dwa zestawy ScanEagle dla dwóch NDR-ów.

Następny system już występujący w wojsku polskim a dający szansę MJR na własny, zintegrowany w ramach struktury system rozpoznania. Nadbrzeżne baterie będą mogły korzystać zarówno z rozwijanego systemu zbierania danych na wyższym poziomie jak i swojego własnego. Źródeł informacji o sytuacji taktycznej nigdy za wiele a koszt jest umiarkowany. Korzysta na tym cała Marynarka Wojenna, ale jest to system kluczowy dla aktualnie głównej siły uderzeniowej floty.

  • 0.3 mld PLN Cztery Fast Patrol Boats jak amerykańskie Mk VI.

Wszechstronność tych maleństw zdumiewa. US Navy definiuje ich zadanie jako “nieprzerwane patrolowanie płytkich wód przybrzeżnych poza osłoną portów i zatok w celu ochrony sił własnych i koalicyjnych oraz krytycznej infrastruktury”. Na metrowej fali wciąż rozwija prędkość 35 węzłów. Łodzie mogą być wykorzystane również do walki z minami z użyciem dronów. Inspekcje podejrzanych statków czy zwalczanie wrogich łodzi i niewielkich jednostek to standardowe „menu”. Mk VI mają cztery stabilizowane stanowiska dla broni i można to wykorzystać poprzez pewną modyfikację zestawu uzbrojenia. Pozostawiając dwie armaty 25/30mm na kolejnym stanowisku można dodać wyrzutnię rakiet Spike-ER. Zasięg zwalczania niedużych celów na powierzchni morza zwiększa się do 8km. Wewnątrz jest miejsce dla kilkuosobowego oddziału abordażowego. Z punktu widzenia sojuszników nasze porty powinny być bezpieczną przystanią i do tego nie potrzebujemy fregat.

Ujęcie dobrze pokazujące wszechstronność tej niewielkiej jednostki. Foto www.timesofsandiego.com

  • 0.5 mld PLN dwa śmigłowce średnich/ciężkich SAR (bo tyle mamy Mi-14)

Powoli przechodzimy do projektów wciąż w ramach pół miliarda. Ale klasycznych, powszechnie dyskutowanych. Dwie sztuki to nie cztery ani tym bardziej sześć, ale to tyle by zastąpić Mi-14 pozostające aktualnie w służbie. Od czegoś trzeba zacząć. Lepiej nie wymieniać typów czy dostawców bo to grozi eksplozją walki politycznej, jednak ze względu na posiadanie lżejszych Anakond naszą uwagę powinny przyciągnąć śmigłowce średnie lub ciężkie będące bezpośrednim odpowiednikiem Mi-14.

  • 0.5 mld PLN dwa śmigłowce ASW (bo tylko jedna fregata jest na chodzie w danym momencie)

Wspomniane na początku „Rzepy” to maleństwa i jeśli docelowo mają działać autonomicznie to uzbrojenie ich w torpedy napotkać może na opór i barierę psychologiczną. Potrzeba więc szybkiego „dostarczyciela” broni przeciwpodwodnej, czym od dziesiątków lat jest śmigłowiec. Te bazujące na lądzie będą musiały poczekać na swoją kolej, ale jeśli zdecydowaliśmy się na przedłużenie życia fregatom jeszcze trochę, to pierwszeństwo zyskują śmigłowce pokładowe, chociaż nikt nie wie, czy będą miały z czego startować w przyszłości. Dwie sztuki, bo tylko jedna fregata będzie w danym czasie na misji a także z powodu wzmiankowanej niepewności co do losu i przyszłości okrętów nawodnych. Nie muszą być od tego samego dostawcy co SAR, bo kontrakt na 50 sztuk dla sił zbrojnych anulowano i standaryzacja przestaje odgrywać jakąkolwiek rolę. Również dlatego, że fregaty OHP pierwszej wersji mają ograniczenie na wielkość przyjmowanych maszyn co otwiera pole dla mniejszych śmigłowców ASW.

  • 0.5 mld PLN Okręt rozpoznania radioelektronicznego

Nasze wysiłki remontowania okrętów rozpoznania radioelektronicznego są godne podziwu. Pomijając jakiekolwiek parametry czy kwestie związane z geometrią i rozmiarem anten, to technologia idzie do przodu w szaleńczym tempie i wymieniając ją na starym okręcie doprowadzamy do pewnego dysonansu. Super elektronika na archiwalnym okręcie. Pewnie stwierdzenie niesłusznie krzywdzące lub jątrzące, ale czas już pomyśleć o następcach, zwłaszcza, że jest to w naszym zasięgu. Budowa w Polsce platformy dla marynarki Szwecji jest właściwie okazją do podłączenia się do projektu.

W sumie na liście mamy projekty za 3.4 mld PLN z budżetu MON plus 0.3 mld PLN dla MSW rozłożone w czasie na …no właśnie, na ile lat? W trakcie realizacji mamy już 1.9 mld alokowane dla dwóch Kormoranów i Ratownika, których budowa przez dwa konsorcja potrwa około 3-4 lata. Dla budżetu to oznacza wydatek mniej więcej 0.5 mld PLN rocznie, co chyba wyczerpuje nasze zasoby na wspomniany okres czasu. Jak zaplanować harmonogram na dalsze lata dla projektów z listy przy utrzymaniu tempa inwestycji?

Na pierwsze miejsce wysuwa się ScanEagle oferujący największy wzrost możliwości w postaci zwiększonej skuteczności MJR za najmniejsze pieniądze. Na drugiej pozycji śmigłowce pokładowe ASW jako konsekwencja decyzji o utrzymaniu fregat OHP w służbie i to niezależnie czy naszych starych czy australijskich. Zakup helikopterów musiałby nastąpić jeszcze w czasie finansowania Ratownika i Kormoranów, gdyż fregaty się starzeją i nie czekają na „luzy” budżetowe. W dalszej kolejności okręt ELINT bo zwolnią się moce produkcyjne stoczni. Natomiast zarówno kutry i łodzie patrolowe oraz „rzepy” mogą budować inne stocznie równolegle lub sekwencyjnie w zależności od dostępnych środków finansowych. W podobnym przedziale czasu powinien znaleźć swój finał kontrakt na śmigłowce SAR, bo te wyremontowane już pewnie nie dadzą rady dłużej. Na sam koniec uzupełnienie obrony plot MJR i ewentualne dozbrojenie okrętów.
Czas na fantazje mija, więc pora kończyć. Pewne jest jedno, że lista taka czy inna powinna istnieć a jej realizacja podlegać ciągłej adaptacji do konsekwencji często zaskakujących decyzji polityków.

Mar 302018
 

Sytuacja w jakiej znalazła się Marynarka Wojenna RP po podpisaniu kontraktu na Patrioty można określić jako trudną dodając z wiarą, że nie beznadziejną. Trochę rozwijając temat, marynarka wojenna ma jakiś zestaw zadań wymienionych na jej starej stronie internetowej (chyba nie został odwołany), ale nie dostaje środków pozwalających marynarce na ich realizację.

Dlaczego? Próba odpowiedzi na takie pytanie po raz kolejny prowadzi do porzekadła handlowców – transakcja następuje jeśli są spełnione trzy warunki:

  • Istnieje potrzeba
  • Są dostępne środki
  • Istnieje osoba kompetentna wydać te środki

Najwyraźniej lista zadań nie ma pokrycia w rzeczywistych potrzebach lub też galimatias organizacyjny powoduje, że brak jest osoby zdolnej i uprawnionej do podjęcia ostatecznej decyzji. Oczekiwanie, że powstanie nowy zestaw zadań dla marynarki wojennej jest ze wszech miar racjonalne choć mało realne, bo jak oczekiwać od polityków zdefiniowania potrzeb gdy tych potrzeb nie widzą?

Nie jest to również kwestia pieniędzy bo przykład patrolowców dla Trinidad i Tobago pokazuje ile można uzyskać ze zwykłego OPV. Mamy niewielki okręt patrolowy, lekko uzbrojony ale wyposażony w proste centrum dowodzenia i informacji bojowej oraz potencjalnie radar obserwacji powietrznej. Umieszczając taką jednostkę w kontekście innej analizy dotyczącej Bałtyku i wzywającej do dalszej budowy wspólnego obrazu sytuacji na morzu (Maritime Domain Awareness) uzyskujemy zaczątek sił patrolowych z pogranicza Straży Przybrzeżnej i Marynarki Wojennej.

Są głosy, że przepłaciliśmy dwukrotnie. Ile to jest? Tyle co plan modernizacji floty z 2012

Wracając do potrzeb to w naszej sytuacji mamy dwie drogi, albo zawężamy zainteresowanie do zadań już zdefiniowanych ale mających szansę na realizację z użyciem ograniczonych środków albo tworzymy potrzebę używając do tego technologii. To drugie jest dość powszechną obecnie formą marketingu. Przykładowo nie było mody na odmowę dostępu dopóki technologia nie zaoferowała znacznego wzrostu zasięgu środków ataku przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Oczywiście można argumentować, że jest to zaspokojenie potrzeby obrony. W tym sensie możemy zacząć mówić o realizacji przez flotę zadań związanych z bezpieczeństwem państwa polskiego a nie obroną jego terytorium. Nawiasem mówiąc uczestnictwo w obronie kraju też jest możliwe pod warunkiem, że armia dostrzeże korzyść z istnienia marynarki wojennej i znajdzie dla niej rolę w swoich planach operacyjnych. Teoria wojen na morzu daje ku temu podstawy.

Oba wspomniane podejścia nazwijmy je marketingowe, wymagają cierpliwej polityki kreowania potrzeb krok po kroku co z definicji ogranicza dostępne środki budżetowe. Jeśliby zastosować tę logikę do prezydenckiej strategii bezpieczeństwa morskiego to wymagałoby to stwierdzenia, iż fregaty z drugiej ręki nie są rozwiązaniem pomostowym ale stałym. Po jakimś czasie gdy potrzeba stanie się widoczna i trwała można by wrócić do idei budowy nowych okrętów.

Realizacja strategii małych kroków musi bazować na realistycznej ocenie możliwych do uzyskania środków budżetowych, co po podpisaniu umowy na „Wisłę” skomplikowało się znacznie. Maksimum pożądane to mniej niż minimum z planu modernizacji z 2012 roku – powiedzmy 10% nowych inwestycji. Poziom rozsądnych oczekiwań to około 5%. Minimum egzystencji to powiedzmy 3% całości inwestycji sił zbrojnych. Poniżej tej bariery powinniśmy zacząć mówić o jakiejś formie straży przybrzeżnej rozszerzonej o zdania walki minowej z trudną do określenia podległością administracyjną pomiędzy MSW a MON. Przy obecnym poziomie budżetu trzy progi oznaczają kwoty około 800-1.000 mln PLN oraz między 400 -500 mln PLN przy minimum egzystencjalnym 300 mln PLN. Jeśli mamy wykreować potrzebę to w zasadzie jak dzieci możemy się pobawić klockami lego i układać nasze floty fantazyjne, ale w ramach budżetu! Im więcej wiemy o realnych zadaniach czy potrzebach floty tym większą mamy szansę na stworzenie sensownej propozycji o rosnącym szybko z wiedzą prawdopodobieństwie akceptacji. Dlatego tak ważny byłby udział w dyskusji marynarzy co jest poniekąd blokowane nadmierną hierarchicznością a obecnie dodatkowo ograniczaniem wolności wypowiedzi.

Minimum egzystencjalne. Nikt nie chce, ale wielu tak żyje.

Przyjęcie jako punktu wyjściowego konkretnych kwot bazujących na realnym szacunku szans nie mówi nam nic na temat co mamy zrobić ale natychmiast eliminuje warianty nadmiernie ambitne. Jeśli założyć 25 letni okres amortyzacji floty to mamy do dyspozycji odpowiednio 25 mld PLN, 12 mld PLN oraz około 7 mld PLN. Wariant pośredni nazwany rozsądnym to nic innego jak poprzedni plan z 2012 roku ale wymagający rekonstrukcji gdyż już wówczas był krytykowany jako niedoszacowany. Tym razem jest rozłożony na 25 lat a nie 12 a i tak wyeliminowałby najdroższe pozycje jak Orka. Budowa trzech Mieczników i trzech Orek przy finansowaniu na poziomie 500 mln PLN rocznie zajęłaby ponad 20 lat jest więc nierealna. Aktualna zapaść sprzętowa floty wymaga prowadzenia kilku programów jednocześnie co nawet przy 12 mld PLN do dyspozycji ograniczyłoby poszczególne projekty do jakiegoś 1.0-1.5 mld PLN. Przez projekty należy rozumieć baterie nadbrzeżne, niszczyciele min, środki łączności i dowodzenia, systemy rozpoznania, jednostki pomocnicze, siły ZOP, ochrona infrastruktury, nieokreślone jednostki nawodne być może baterie obrony przeciwlotniczej. Już zostało wymienionych dziewięć więc statystycznie się mieścimy w 1.3 mld PLN. Preferowane propozycje sprzętowe czy modernizacyjne powinny odznaczać się skalowalnością, a więc relatywnie łatwą powtarzalnością zakupu co przy ograniczonym i stałym budżecie oznacza raczej niski koszt jednostkowy.

Małe, groźne i skalowalne. Foto – www.nationalinterest.com

Wariant minimalny jest perwersyjnie najciekawszy bo po odliczeniu Morskiej Jednostki Rakietowej i niszczycieli min zostaje do rozdysponowania raptem około 4 mld PLN. To skłania do przypuszczenie, że Kormorany i okręty podobne do wspomnianych OPV Tobago i Trynidad byłyby jednostkami flagowymi. Sytuacja wręcz idealna do puszczenia wodzy fantazji i poszukiwań rozwiązań kreatywnych i całkiem niekonwencjonalnych. Tak kiedyś postąpił Iran i wykreował poniekąd koncept odmowy dostępu. Jeśli zimna wojna na Bałtyku ma mieć charakter hybrydowy to wszelkiej maści łodzie szturmowe, niewielkie jednostki uzbrojone w rakiety czy pojazdy bezzałogowe latające, pływające, nurkujące lub pełzające po dnie mają jak najbardziej rację bytu. Dziecko w nas drzemiące i bawiące się klockami Lego ma spore pole do popisu. Życzę więc wszystkim wesołej i fantazyjnej zabawy na czas Świąt Wielkiej Nocy.

Sep 022017
 

Losy Marynarki Wojennej RP są wciąż niepewne pozwólmy sobie więc na eksperyment myślowy polegający na symulacji Programu Modernizacji Technicznej (PMT) dla całości Sił Zbrojnych, ale według naszego własnego odczucia priorytetów. Wątek umieszczenia Marynarki Wojennej w szerszym kontekście finansowania Sił Zbrojnych przewija się na tym blogu nieomal od początku i ponownie pojawił się w ostatnich komentarzach. Rezultat nie będzie obiektywnym opisem rzeczywistości, ale ćwiczenie powinno nam uświadomić parę rzeczy istotnych dla procesu podejmowania decyzji:

  • trudności w porównywaniu wagi poszczególnych pozycji
  • miejsce i wagę Marynarki Wojennej wśród innych programów
  • zależność PMT od obranej strategii bezpieczeństwa państwa

Z góry należy uprzedzić, że temat jest potraktowany „bez pardonu” choćby z powodu braku rzetelnej czy głębokiej wiedzy autora na temat całości Sił Zbrojnych, lecz politycy decydujący o tym nie są w sytuacji aż tak bardzo odmiennej. Pomimo posiadania przez nich opinii wojskowych czy dostępu do planów operacyjnych muszą sami ocenić na ile jest to „toczenie poprzedniej wojny”, a na ile wychodzenie naprzeciw nowym wyzwaniom. Obecne stanowisko rządu w sprawie Marynarki Wojennej jest niespójne i wciąż ewoluuje spychając flotę na peryferia. Tym bardziej nasz eksperyment jest więc bezpardonowym ćwiczeniem na przyszłość bez większego znaczenia praktycznego dzisiaj.

Eksperyment składa się z dwóch etapów. W pierwszym wybrano programy modernizacyjne do realizacji a w drugim dokonano próby oszacowania kosztów wybranych programów, ale tych jeszcze nie sfinansowanych. Wskazany byłby trzeci etap – optymalizacji priorytetów gdyż byłaby to chyba najciekawsza część naszego ćwiczenia. Do obliczeń wzięto za podstawę stan Sił Zbrojnych według strony www.jednostki-wojskowe.pl. Ciche założenia mające duży wpływ na wynik są następujące:

  • Nie posiadamy więcej żołnierzy niż jesteśmy w stanie sensownie uzbroić i wyposażyć
  • Pierwszeństwo dla skompletowanych jednostek w pełni wyposażonych
  • Suma wydatków nie może zbytnio odbiegać od kwot wydawanych obecnie. Wzrost jest dopuszczalny ale podlega dyskusji
  • Przyjęto okres 12 lat czyli dwóch 6-letnich okresów planistycznych

Wojska Lądowe. Szczegóły zamieszczone są w poniższej tabeli. Podsumowanie głównych punktów:

  • Rezygnacja ze struktur dywizyjnych na rzecz brygadowych ze względu na mniejszą liczebność wojska i wymóg wyższej mobilności oraz samodzielności. Redukcja brygad z 14 do 10 głównie kosztem brygad zmechanizowanych.
  • Zmiana Brygad – Obrony Wybrzeża i Piechoty Górskiej z nominalnej nazwy na rzeczywistą funkcję.
  • Reorganizacja Brygady Obrony Wybrzeża – dwa bataliony do walki „na plaży” oraz jeden batalion do desantu i transportu morskiego.
  • Likwidacja batalionu czołgów w Brygadzie Piechoty Górskiej.
  • Likwidacja BLWL. W zamian dodanie eskadry szturmowej lub wsparcia ogniowego w BKP.

Siły Powietrzne. Podsumowanie głównych punktów:

  • Zakup i przesunięcie UAV MALE do Wojsk Lądowych (rozpoznanie a nie funkcja bojowa)
  • Zamiana 3 eskadr Mig-29 i Su-22 na 2 eskadry myśliwskie.
  • Redukcja Wisły z 8 do 6 baterii.
  • Wymiana śmigłowców

Marynarka Wojenna. Ponieważ jest to blog o siłach morskich tabela wymaga parę słów komentarza. To jest jedna z możliwych wizji i przez wielu czytelników może być uznana za zbyt „lekką”. W zasadzie to wszystko jedno przy braku jasnej wizji i strategii. Ma jednak tę zaletę, że jest bardziej „tania” niż „droga” a więc stanowi pewien poziom referencyjny w sensie finansowym. Można ją zrestrukturyzować wewnętrznie (zamieniając na przykład okręty patrolowe na korwety) lub rozbudować ale zawsze odpowiadając na pytanie kosztem czego w ramach całości PMT. Podsumowanie głównych punktów:

  • Zamiana fregat, Kaszuba i kutrów rakietowych na dwie korwety Ślązak uzbrojone.
  • Rezygnacja z sił podwodnych.
  • Dodatkowy Kormoran oraz powrót do Kijanki.
  • Cztery a nie trzy okręty patrolowe Czapla lub zamiennie małe korwety ZOP Kaszub II
  • Okręty transportowo-minowe, kutry desantowe i Czernicki zamienione na Crossover i łodzie szturmowe CB90 dla jednej kompanii Brygady Obrony Wybrzeża.
  • SAR zamieniony na 4xCSAR zamiast Mi-14 oraz SAR w postaci Anakond.
  • 4 śmigłowce ZOP bazujące na lądzie zamiast Mi-14. Kamany do zastąpienia w przyszłości poza planem 12-letnim.
  • Baterie plot NAREW po dwie dla baz i lotnisk.

Szacowane koszty są bardzo niedokładne bo opierają się na informacjach z mediów i internetu. W sumie mowa o 80-90 mld PLN wydatkowanych w ciągu 12 lat. Próba przypisania poszczególnych programów do kolejnych 6-latek wskazuje na akceptowalny poziom finansowania rocznego pomiędzy 6-8 mld PLN. W rzeczywistości oznacza to wzrost wydatków majątkowych gdyż mamy całą masę inwestycji nie ujętych w tabelach. Mając przed sobą ogólny obraz sytuacji można spróbować wyciągnąć jakieś wnioski lub poczynić spostrzeżenia.

1. Oficjalnie programy NAREW i śmigłowcowy są lub były scentralizowane. Dla potrzeb naszego eksperymentu zostały rozdzielone pomiędzy rodzaje Sił Zbrojnych. Wynikająca struktura finansowania jest następująca:
Wojska Lądowe 1/3 wydatków
Siły Powietrzne 1/2 wydatków
Marynarka Wojenna 1/6 wydatków
Już w takiej postaci struktura ma sens biorąc pod uwagę koszty wyposażenia zwłaszcza w lotnictwie i marynarce wojennej. Ponadto Siły Powietrzne biorą na siebie koszt programu Wisła, bez którego ich udział w kosztach spada poniżej 1/3. W przypadku Marynarki Wojennej koszt 4 baterii Narwi to blisko 1/3 całego programu obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu i po jego odjęciu udział MW w całości kosztów spada do 1/10. Dalsza redukcja wydatków na Marynarkę Wojenną stawia pytanie o sensowność decyzji polityków – albo likwidujemy ten rodzaj Sił Zbrojnych jako niepotrzebny albo inwestujemy na tyle by był w stanie funkcjonować.

2. Ogólnie powstała struktura jest bardziej po stronie „lekkiej” i tu dotykamy kluczowego punktu czyli strategii bezpieczeństwa a nie tylko obronności państwa. Jeśli skupimy się na bitwie o przesmyk suwalski jak lubią o tym pisać media to oczywiście gwałtownie wzrośnie zapotrzebowanie na brygady czy dywizje pancerne i zmechanizowane. Tylko czy to jest scenariusz rosyjskich planistów czy naszych? I czy wzięto pod uwagę reakcję Rosjan na potencjalną przegraną w tej bitwie. Czy po prostu zrezygnują i się wycofają czy być może dojdzie do eskalacji i użycia taktycznej broni nuklearnej? I gdzie jest koniec tej eskalacji. Ponadto jakie mamy szanse w tym wyścigu zbrojeń nawet ograniczonym do broni konwencjonalnej.
Zamiast wyrzucać do kosza dorobek poprzedników powinno się na nim budować. Doktryna gen. Kozieja ma bowiem swoje zalety najwyraźniej niedoceniane. Przede wszystkim definiowała poziom zagrożenia mówiąc o zagrożeniach aterytorialnych czy podprogowych skupiając się głównie na sytuacjach podlegających pod paragraf 4 a nie 5 traktatu NATO. Ponadto była zorientowana na zagrożenia najbardziej prawdopodobne a nie najgroźniejsze. Tu powrót do poprzedniego punktu – czy bitwa o Suwałki to naprawdę najgroźniejszy scenariusz? Podejście gen. Kozieja pozwalało na pogodzenie koniecznej modernizacji czy rozbudowy sił zbrojnych z realiami gospodarczo – ekonomicznymi. Mankamenty doktryny można było skorygować jak na przykład brak opisanej roli dla marynarki wojennej czy ogólny wzrost napięcia w regionie. Jednak opis ogólnego środowiska bezpieczeństwa był dla floty korzystny bo w bitwie o przesmyk suwalski najwyraźniej roli dla niej nie ma a wszystkie zasoby zostaną pochłonięte i jeszcze ich braknie.

3. W ramach naszego ćwiczenia można trochę optymalizować plany modernizacyjne na przykład pod kątem „cięższej” struktury. Kilka porównań:
Cztery patrolowce Czapla to mniej więcej tyle co program Kryl armato-haubic na kołach
Crossover odpowiada mniej więcej wymianie jednej eskadry śmigłowców szturmowych
Uzbrojony bliźniak dla Ślązaka jest ekwiwalentem programu Homar czy wymianie śmigłowców lekkich
Jedna brygada zmechanizowana wraz ze wsparciem artyleryjskim i plot to już 2/3 – 3/4 całego programu modernizacji MW bez baterii Narew

Stąd widać jak MW staje się buforem dla głównie Wojsk Lądowych chociaż za jej cenę w sumie niewiele się zyskuje w świetle potrzeb przy scenariuszu wojny otwartej, nawet jeśli wojna będzie ograniczona w zakresie polityczno-terytorialnym i do broni konwencjonalnej. Czy warto ją więc poświęcać dla nieosiągalnych celów? Próba wzmocnienia siły bojowej Marynarki Wojennej w świetle powyższego ćwiczenia napotka na olbrzymi opór. Jedna fregata to już bowiem jakieś 3 bataliony nowych czołgów lub 4-5 baterii Narwi a uzasadnienie w omawianym scenariuszu żadne. Stąd droga dla fregat to przede wszystkim zmiana scenariusza na o wiele bardziej zgodny z doktryną gen. Kozieja, co sympatykom naszej Marynarki Wojennej może wydawać się paradoksalne. Z drugiej strony widać ewidentnie miejsce dla Marynarki Wojennej w strukturze Sił Zbrojnych i że jest o co walczyć. Problem wciąż jest ten sam, czyli „księgowy” musi dostać uzasadnienie możliwych wydatków.

Jul 232017
 

O kształcie Marynarki Wojennej RP zdecyduje to w jaki sposób będzie postrzegana przez polityków i społeczeństwo. Ta zaś percepcja będzie rządziła polityką budżetową i poziomem inwestowania we flotę. Często w dyskusji o marynarce wojennej pojawia się argument konieczności zaspokojenia jej potrzeb jednak mija się on z celem właśnie z powodu wspomnianego postrzegania. Ujmując sprawę prosto choć brutalnie, dopóki nie zostaną wyartykułowane cele i zadania dla floty wspierane przez polityków i akceptowane przez społeczeństwo, marynarka nie ma żadnych potrzeb. Na starej stronie internetowej marynarki Wojennej RP istniała co prawda sformułowana lista zadań, ale najwyraźniej nie miała ani wystarczającego wsparcia ze strony rządu ani zrozumienia w społeczeństwie więc poziom finansowania był proporcjonalny do takiego stanu rzeczy.

Weźmy jako przykład siły przeciwminowe. Wciąż istnieje wiele min i niewybuchów z czasów II wojny światowej i zdjęcia z ich likwidacji mogą przemawiać do wyobraźni ludzi. Jeśli taka pozostałość wojenna zostaje odkryta w funkcjonującym porcie powstaje wówczas naturalna potrzeba posiadania środków przeciwdziałania a zdjęcia z akcji oddziałują na emocje wspierając przekaz. Mamy więc Kormorana, który z pewnością świetnie sobie da radę z takimi zagrożeniami i zadaniami chociaż najprawdopodobniej nie ma szans przeżycia w hipotetycznej Bitwie o Zatokę Gdańską.

Zmierzmy się z innym przykładem fregaty dla marynarki wojennej działającej w zespołach NATO. Postrzeganie potrzeby takiego działania może być dla społeczeństwa mgliste i niejasne a dla polityków mniej istotne w porównaniu z innymi potrzebami bieżącymi, stąd niechęć do inwestycji maskowana równie mglistymi deklaracjami. Jednak widok fregaty z wielką banderą na maszcie może budzić poczucie dumy narodowej i na fali wzbierającego nacjonalizmu stanowić wystarczający argument do inwestycji. Dla wątpiących w taki scenariusz proponuję przyjrzeć się dokładniej argumentacji na rzecz programu Orka. Przykład jest ciekawy bo pokazuje jak można oprzeć program modernizacji floty w kompletnym oderwaniu od strategii i celów potencjalnego przeciwnika oraz jego intencji. Jednocześnie pokazuje drugie dno dyskusji o „potrzebach” – w tym wypadku nie są to zdolności bojowe tylko potrzeba dumy. Historycznym przykładem jest być może flota Mussoliniego. Samo pojęcie „Mare Nostrum” nie określało potrzeb operacyjnych tylko cele polityczno-propagandowe.

Temat nie jest ani nowy ani nieznany. Lars Wedin, oficer szwedzkiej marynarki wojennej w książce Maritime Strategies for XXI century. The Contribution of Admiral Castex komentuje dokonania wybitnego francuskiego teoretyka wojny morskiej reprezentującego potęgę lądową. Najpierw cytat o postrzeganiu:

Opinia publiczna narodu wyspiarskiego uważa marynarkę wojenną za ważny instrument swojego bezpieczeństwa i istnienia, armia jest czynnikiem dodatkowym w sposób oczywisty ważnym ale bez mocy osiągnięcia głównego celu jakim jest obrona. Społeczeństwo państwa kontynentalnego widzi w armii główne narzędzie. Marynarka wojenna jest podrzędnym rodzajem broni, bardzo interesującym i ważnym lecz niczym więcej.

Za takim postrzeganiem idą proporcjonalnie fundusze pomimo, że powyższe słowa nie odzwierciedlają dobrze rzeczywistości. Rola i znaczenie percepcji jest właściwie opisana ale zawężenie tezy do wyłącznie obrony nie tłumaczy historii wielu flot świata. Przed narodzinami US Navy była Continental Navy powstała w czasie Wojny o Niepodległość. Za początki US Navy uznaje się budowę sześciu fregat do walki z piratami po drugiej stronie oceanu i do obrony wolności handlu morskiego. W czasach wojny secesyjnej floty obu walczących stron były klasycznymi flotami przybrzeżnymi z innowacjami jak Monitor. Amerykańska marynarka wojenna pozostawała mała i nieliczna oraz niedofinansowana tak długo jak Ameryka zajmowała się przede wszystkim sobą. Nie służyła do obrony przed zewnętrznym najeźdźcą lecz do obrony swych interesów handlowych. O tym do czego służy flota i ile na nią przeznaczał pieniędzy Kongres decydowało amerykańskie społeczeństwo i to, jak rozumie swoje cele i priorytety oraz ambicje. Dlatego o wiele bliższe rzeczywistości są inne słowa francuskiego teoretyka:

Wojna nie wymaga tylko działań militarnych. Równie niezbędna jest walka na froncie dyplomacji, ekonomii, finansów i morale.

To jest sztuka użycia w czasie wojny i pokoju wszelkich sił i środków w posiadaniu walczącego narodu.

Taka definicja jest nam dość bliska współcześnie w odniesieniu do wojny nazywanej hybrydową i rozciąga się poza wojną na całą sferę konfliktów międzynarodowych w czasie pokoju. Rosyjskie tezy o stosunku zaangażowanych w walkę hybrydową środków niemilitarnych do militarnych wynoszącym 4:1 mają pokrycie w słowach Castex’a. Nie powinno więc dziwić odpowiednie i proporcjonalne angażowanie środków finansowych. Nawet biorąc pod uwagę wyłącznie działania militarne to Castex proponuje klasyfikację na:

  • Walkę pomiędzy zorganizowanymi siłami
  • Walkę na liniach komunikacyjnych
  • Działania przeciw celom lądowym lub dla wsparcia działań na lądzie, takich jak:
    • Operacje połączonych sił zbrojnych
    • Blokada
    • Rajdy, bombardowania z morza, coups de main

Mając na względzie fakt sąsiadowania z potęgą lądową i nuklearną jaki rodzaj działań wydaje się być najbardziej prawdopodobny dla państwa przybrzeżnego? Ponownie odwołujemy się do postrzegania decydującego o proporcjach w budżecie. Tak więc inwestycje w siłę militarną są tylko fragmentem nakładów na szerzej pojmowane bezpieczeństwo państwa i jego interesy i dzielą się proporcjonalnie na trzy ogólne zadania floty. To swoiste rozcieńczanie nakładów finansowych na siłę i potęgę militarną konfrontuje się z możliwościami państwa nadbrzeżnego. Z jednej strony proporcjonalnie mała przypisywana waga daje niskie nakłady a z drugiej walka pomiędzy zorganizowanymi siłami wymaga najwyższych wydatków. Wątek przewija się w książce Navies in Northern Waters, gdzie Jacob Borrensen w rozdziale o norweskiej marynarce wojennej zatytułowanym Coastal Power: The Sea Power of the Coastal State and the Management of Maritime Resources pisze:

Połączenie ograniczenia zasobów z koniecznością szybkiej reakcji na pogwałcenia prawa i wtargnięcia zanim się rozwiną w pełny konflikt lub kryzys wraz z potrzebą zyskania czasu dla sojuszniczego wsparcia prowadzi do przedkładania ilości nad jakością. Jest bowiem ważniejsze zabezpieczenie pokrycia obszaru zainteresowania własnymi jednostkami tak, aby mogły reagować szybko, zademonstrować intencję czy oddać strzał ostrzegawczy niż posiadać zdolność przetrwania konfrontacji z napastnikiem.

Ponownie, floty przybrzeżne najlepiej i jeśli tylko to możliwe, powinny kierować swą uwagę na rozwiązania „szyte na miarę”, rozwijać własne wymagania i specyfikacje zamiast kopiować rozwiązania potęg morskich poprzez nabywanie ich sprzętu z drugiej ręki.

Mamy do czynienia z przedłożeniem użyteczności nad siłą bojową wraz z postulatem innowacyjności nawet za cenę ryzyka pójścia błędną drogą. Teraz możemy zatoczyć koło i zapytać o potrzeby Marynarki Wojennej RP. Dopóki zagrożenie będziemy widzieli w kategoriach wojny totalnej i ataku hord pancernych na cały obszar naszego kraju tak długo marynarka wojenna będzie istnieć w formie wirtualno-propagandowej lub w najlepszym wypadku postaci embrionalnej. Jeśli zmienimy postrzeganie zagrożenia ze strony potencjalnego przeciwnika z inwazji na próbę destabilizacji kraju z użyciem siły zbrojnej jeśli przeciwnik dostrzeże taką potrzebę to zaczniemy budować flotę odpowiednią do intencji przeciwnika a nie jego możliwości. Wówczas może się okazać, że parę Czapli i grupa zorganizowanych hakerów działających pod osłoną eskadry myśliwców będzie miała więcej sensu niż niszczyciele rakietowe.

May 062017
 

Dyskusje na forach przygasły, co nie dziwi patrząc na politykę rządu wobec Sił Zbrojnych RP. Jeśli ktoś naprawdę czuje zagrożenie z zewnątrz to nie wymienia całej kadry dowódczej, nie wstrzymuje głównych programów modernizacyjnych armii i nie tworzy ideologicznie motywowanych formacji typu Obrona Terytorialna uwikłanych w rosnący konflikt z armią profesjonalną. Paradoksalnie to jest właśnie moment na kontynuację własnych dociekań na temat powodu do istnienia Marynarki Wojennej RP jak i jej kształtu. Strategiczny Przegląd Obronny świeżo co przekazany do MON-u będzie z pewnością uważnie czytany (a przynajmniej jego część jawna) ale rozdźwięk pomiędzy tym co rząd mówi a czyni kładzie się cieniem na jego zawartość bo nie wiemy co rząd naprawdę myśli.

Dociekliwość prowadzi do próby odpowiedzi na nieśmiertelne dwa pytania dotyczące zarówno sensu istnienia jak i struktury floty:

  • Jakim narzędziem Marynarka Wojenna RP powinna być?
  • Jakim narzędziem Marynarka Wojenna RP może być?

Odpowiedź na pierwsze pytanie związana jest z oceną zagrożeń zewnętrznych dla bezpieczeństwa narodowego a na drugie ze stanem obecnym marynarki i ograniczeniami dla jej rozwoju.

Kilka poniższych cytatów zaczerpniętych z raportu Assessing Russia’s Reorganized and Rearmed Military, którego autorem jest Keir Giles daje nam posmak otaczającego nas środowiska i wyzwań przed nami stojących.

Rosja (po lekturze tekstu traktatu i odkryciu ile luk w nim tkwi) może podjąć akcję w przypadku przekonania, że taka akcja podważy raison d’etre NATO poprzez demonstrację niezdolności sojuszu do odpowiedzi na bezpośrednie wyzwanie. Czy to w formie uderzenia rakietowego lub rajdu sił specjalnych oddelegowanych z planowych ćwiczeń na morzu (Redzikowo jest tylko 5 minut helikopterem od wybrzeża Bałtyku), działania militarne przeciwko instalacjom obrony antybalistycznej nie będą celem samym w sobie lecz dźwignią do osiągnięcia strategicznych celów. 


Interwencja Rosji w Syrii przekonała Moskwę, że ograniczona lecz zdecydowana akcja militarna jest efektywna w rozstrzyganiu nierozwiązywalnych konfliktów i może zmusić Zachód do wycofania się wobec faktów dokonanych. To jest niebezpieczna lekcja: Putin niekoniecznie zasmakował w konfliktach ale całkiem prawdopodobnie, że poczuł smak sukcesu z użyciem sił zbrojnych lub bez.

W podobnym tonie wypowiada się adm. Stavridis w artykule USNI Proceedings New Cold War at Sea Is Brewing:

Rosjanie oczywiście, będą reagowali najbardziej agresywnie na wodach w bezpośrednim sąsiedztwie Ojczyzny. To znaczy, że Bałtyk (gdzie Stany Zjednoczone i NATO przeprowadzają częste i ważne manewry) będzie przestrzenią kontestowaną.

Ogólna wymowa wskazuje wyraźnie, że siła militarna Rosji to nie jedyne zmartwienie i być może nie najważniejsze. Równie istotne są nasza własna wola i jej demonstracja oraz trwałość sojuszy, bo najprawdopodobniejszym scenariuszem jest działanie na podstawie paragrafu 4-go a nie 5-go traktatu. Równie istotne jest utrzymywanie dobrych stosunków z państwami europejskimi zwłaszcza, że duża ich część jest jednocześnie członkami NATO. Wspomniane „dziury” w traktacie dają szansę na podminowanie woli innych państw sojuszniczych czy europejskich do angażowania się w konfrontację z Rosją. Tak patrząc na sprawę każda inwestycja w spójność sojuszu jest warta tyle samo co inwestycja we własny potencjał militarny (co może znaczyć to samo w przypadku fregat).

Ciągnąc wątek dalej ale na poziome już bardziej operacyjnym, we wspomnianych tekstach znajdujemy zarówno wskazówki co do postępowania jak i ostrzeżenia. „W konflikcie z Rosją nie ma czegoś takiego jak tylko poziom taktyczny lub operacyjny” mówi nam wyraźnie, że samowystarczalność militarna Polski w obronie przed Rosją jest niebezpiecznym mitem. Możemy się samodzielnie bronić przed „próbowaniem” nas ale nie otwartym konfliktem, który dla Rosji może być ograniczony ale dla nas totalny.
Inna uwaga odnosi się do utraconych zdolności do walki na terenie w zasięgu broni przeciwnika, zarówno na morzu, lądzie, powietrzu jak i w cyberprzestrzeni. Poszukiwanie systemów uzbrojenia „zabezpieczających” nas przed ogniem przeciwnika to kolejny punkt krytyczny do rozważenia. Straty będą i na tak zagęszczonej przestrzeni jak Bałtyk nie ma niezagrożonych atakiem obszarów. Bardziej się liczy zrównoważone podejście do obrony i ataku czyli posiadanie zdolności do odpowiedzenia ogniem na ogień przeciwnika. Dotyczy to również okrętów wojennych kontra instalacje brzegowe. Trzeba jednak mieć świadomość, że ostatni atak niszczycieli amerykańskich na jedno lotnisko w Syrii wymagało 60 rakiet przy dyskutowanych gorąco rezultatach.

Przechodząc do konkretów adm. Stavridis daje trzy proste rady:

  • Okręty i ich załogi w kontestowanej przestrzeni muszą być gotowe do obrony przed atakiem, co oznacza zarówno środki jak i wolę ich użycia.
  • Każde działanie powinno się rozpatrywać poprzez pryzmat strategii. Musimy rozumieć jaki sygnał nasze działania wysyłają do przeciwnika i musimy być gotowi na gwałtowne reakcje z jego strony.
  • Trzeba utrzymywać otwarte kanały komunikacji z Rosją.

Wracając do dwóch wiodących pytań, czy można odpowiedź znaleźć na łamach tego blogu spoglądając wstecz? Jest to nie grzesząca skromnością i prosząca o wyrozumiałość próba rachunku sumienia autora powtarzana co pewien czas.

Tytułowy „lejek” został opisany na tym blogu blisko sześć lat temu

Dwa sposoby projektowania okrętów

i był pierwszą próbą odnalezienia sposobu na syntezę tego co potrzeba z tym co możliwe. Kilka lat później powstała poniższa „Kostka Corbett’a”.

Spróbujmy wypełnić treścią najbardziej interesujące kosteczki

Analizując „kostkę” w świetle prawdopodobnego działania na podstawie paragrafu 4-go traktatu a nie 5-go powinniśmy posiadać elementy floty zdolne do działania w warunkach:

  • braku wsparcia sojuszników,
  • wysokiego zagrożenia,
  • przewagi przeciwnika.

Testowanie działania paragrafu 4-go traktatu NATO jest jednak jak chodzenie po brzytwie i nie ma pewności czy nie sprowokuje zadziałania paragrafu 5-go. Wówczas potrzebne są elementy floty zdolne do działania w odmiennych warunkach:

  • współdziałania z sojusznikami,
  • wysokiego zagrożenia,
  • własnej przewagi.

Trzecim scenariuszem będącym codzienną rzeczywistością flot całego świata jest współdziałanie na rzecz utrzymywania bezpieczeństwa i porządku prawnego oraz prewencji w warunkach:

  • współdziałania międzynarodowego,
  • niskiego zagrożenia,
  • posiadania przewagi.

Zgodnie z teorią Sir Juliana Corbett’a w pierwszym scenariuszu jesteśmy ograniczeni do kontestowania panowania przeciwnika na morzu ( i dodajmy – przyległym lądzie) poprzez pomniejsze kontrataki czy akcje dywersyjne oraz „fleet-in-being”. Taką rolę mogą spełniać okręty „flotylli” czyli różnego rodzaju drobnoustroje czy korwety a potencjał odstraszający „fleet-in-being” tkwi do pewnego stopnia w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym.

Drugi scenariusz pozwala na działania ofensywne w celu uzyskania przewagi na teatrze działań i późniejszego jej wykorzystywania. Blokada bliska przy tak rozbudowanych systemach nadbrzeżnych jest raczej trudna do wyobrażenia i realizacji a blokada daleka odsunie nas poza Bałtyk. Podobnie koncept decydującej bitwy wydaje się być nieadekwatny w sytuacji szybkich zmian i kontrataków. Pozostaje więc koncept czasowej i miejscowej neutralizacji sił przeciwnika na czas przeprowadzania własnych operacji. W grę wchodzą współczesne metody walki w całym spektrum elektromagnetycznym i informacyjnym oraz neutralizacja środków ogniowych przeciwnika, jeśli zaistnieje taka konieczność. Po uzyskaniu przewagi nad przeciwnikiem dostępne są działania na rzecz obrony i wsparcia dla „przejścia morzem” własnych sił i negacji tego samego prawa przeciwnikowi. Oprócz okrętów typowo ofensywnych pojawia się potrzeba okrętów eskortowych i transportowych i/lub desantowych.

Trzeci scenariusz jest u nas najbardziej niedoceniany. Wymaga sił patrolowych i przeciwminowych działających pod osłoną lub groźbą użycia sił osłony pozostających nawet poza teatrem działań. Wszechstronność współczesnych okrętów patrolowych dzięki wykorzystaniu systemów skonteneryzowanych jest olbrzymia w codziennych działaniach i niedoceniana pomimo relatywnie niskiego kosztu inwestycyjnego. W naszych warunkach dochodzi do tego argument rozwoju możliwości rodzimego przemysłu stoczniowego i całego łańcucha logistycznego. Próba samodzielnej budowy okrętów podwodnych w Polsce to jak rozpoczęcie nauki jazdy na nartach od zjazdu wschodnią ścianą Matternhornu. Może jednak wybierzemy się najpierw na „oślą łączkę”?

Gotowi do zjazdu na nartach?

Nieco później na blogu pojawiła się tabela porównująca kilka wariantów struktury floty.

Ambicja wsparta doświadczeniem współpracy z NATO w ostatnich latach pcha nas w kierunku wariantu z udziałem fregat. Z kolei największy potencjał ofensywny ma paradoksalnie wariant z „flotyllą” drobnoustrojów a najtańsza i najbardziej przyjazna dla naszego przemysłu jest odmiana z typowymi okrętami patrolowymi. Zamiast wybierać więc na zasadzie albo-albo, lepiej zastanowić się nad tym co jest możliwe biorąc pod uwagę stan obecny i przy założeniu realnego budżetu na inwestycje.

Taka próba również została kilkakrotnie podejmowana na tym blogu. Szacowany realny budżet na modernizację marynarki wojennej oscyluje wokół 400-500 mln PLN rocznie i co ciekawe nie zmienił się (a raczej powrócił) do liczb wymienionych w pierwszym wpisie o „Lejku” sześć lat temu. Przy takich kwotach, żonglując wariantami można zaproponować wariant 2+2+2 czyli dwie fregaty, dwie korwety (wliczając dozbrojonego Ślązaka) i dwa okręty patrolowe. Przyszłość Marlina czy Lublinów zależy w dużej mierze od stanowiska i poglądów Sztabu Generalnego i Wojsk Lądowych na użycie morza jako pola manewru czy też potrzeby projekcji siły morzem.

Istotnym czynnikiem jest to, że przy takim budżecie nie ma praktycznie mowy o nowych fregatach tylko o okrętach z drugiej ręki. W tym kontekście przejęcie fregat australijskich ma sens ale wyłącznie pod warunkiem bycia fragmentem większej całości i włączenia ich w szerszy plan modernizacji floty, choćby taki jak tu proponowany. W przeciwnym razie przejęcie czy zakup fregat australijskich można porównać do resuscytacji krążeniowo-oddechowej w przeciwieństwie do reanimacji. Różnica polega na przywróceniu działania centralnego układu nerwowego czyli w konsekwencji naszej świadomości a nie tylko oddechu i krążenia krwi. Niewątpliwie krążenie i oddech są warunkiem koniecznym dla życia ale może się to okazać wegetacją rośliny a nie świadomym bytem.
Natomiast pozostałe programy modernizacyjne są w zasięgu ręki. Środki już zaangażowane i programy zaawansowane w realizacji lub relatywnie łatwe do przeprowadzenia wskazują na priorytety:

  • kontynuacja programu Kormorana,
  • śmigłowce SAR,
  • integralne środki rozpoznania dla NDR-u
  • dozbrojenie Ślązaka,
  • obrona przeciwlotnicza dla baz morskich i NDR-u w ramach programu Narew (opcjonalnie rozbudowa NDR-u o NASAAMS na bazie wspólnego modułu C2 i radaru 3D Odra niezależnie od Narwii)

W drugim etapie można zrealizować projekty:

  • budowy okrętów patrolowych (w oderwaniu od Miecznika i przy uproszczonej specyfikacji),
  • bezzałogowych środków rozpoznania pionowego startu dla okrętów patrolowych i korwet,
  • modułów ELINT/SIGINT i Kijanka dla okrętów patrolowych,
  • śmigłowce ASW,
  • bliźniaka dla Ślązaka (nie ma sensu rozpoczynać osobnego projektu dla jednego Miecznika).

Fregaty z drugiej ręki mogą być pozyskane w dowolnym czasie w zależności od okazji i aktualnie dostępnych środków w porównaniu do kosztów przejęcia.

Chyba jako już stałą stopkę do tekstów i uporczywą próbę podtrzymania optymizmu można wpisać słowa Jana Kochanowskiego:

Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Jan 022017
 

Czy w ogóle jest możliwa tania fregata i jeśli tak, to czy można oszacować jej koszt? Z punktu widzenia praktycznego interesuje nas w jaki sposób można ograniczyć koszt fregaty i okrętu wojennego ogólnie. Gdyby fregaty Oliver Hazard Perry miały doczekać się swoich następców w Marynarce Wojennej RP, byłyby to pytania całkiem istotne. Najistotniejszą kwestią jest oczywiście ich cel i sposób użycia, ale pracując nad tą kwestią marynarka wojenna powinna mieć dostępne opcje już przemyślane tak, aby we właściwym momencie podsunąć akceptowalną propozycję.

Jest kilka metod szacowania kosztów budowy okrętów wojennych stosowanych na różnych etapach projektu. Nas najbardziej interesują wczesne etapy koncepcyjne by projekt przeszedł pozytywnie pierwszą debatę o kontynuacji lub zakończeniu dalszych prac. Najogólniej na tym etapie dostępne są dwie metody – poprzez analogię co wymaga znajomości kosztów okrętów podobnej klasy oraz parametryczna dająca dość szybko rezultat pod warunkiem posiadania sporej wiedzy na temat współczynników niezbędnych do obliczeń. Parametrem podstawowym używanym przynajmniej przez NAVSEA i GAO w USA jest waga okrętu (a więc wyporność) w rozbiciu na kilka grup mnożonych przez współczynniki wyrażające koszt na kilogram. Współczynniki mogą być różne w zależności od rodzaju napędu czy stopnia komplikacji uzbrojenia lub „upakowania” okrętu. Rozbicie na grupy może również być na różnym poziomie szczegółowości lub agregacji, ale typowy będzie jak poniżej:

100 Hull Structure
200 Propulsion Plant
300 Electric Plant
400 Command & Surveillance
500 Auxiliary Systems
600 Outfit & Furnishings
700 Armament
800 Design & Engineering Services
900 Construction Services

Zgodnie z tą metodą istnieje zależność pomiędzy wypornością okrętu i jego kosztem i przy wyborze wagi jako podstawowego parametru mamy na tym etapie dwie metody ograniczenia kosztu okrętu – narzucić arbitralnie pułap kosztu lub ograniczyć wyporność okrętu. Istnieje powiedzenie, że „stal jest tania a powietrze za darmo” ale pomija fakt, że okręt wojenny nie służy do przenoszenia powietrza tylko uzbrojenia. Ekonomia i psychologia pcha nas więc do wykorzystania wszelkich rezerw w postaci ładunku użytecznego czy przestrzeni dla celów uzbrojenia napędu lub ochrony. Ograniczanie wyporności ma jednak swoje równie sztuczne minimum w postaci typowego zestawu uzbrojenia i sensorów uznawanych w danej epoce i flocie za pewien standard. Tak więc projekt okrętu musi się zmieścić w przedziale pomiędzy minimum akceptowalnych parametrów i możliwości a maksimum kosztów wynikających z budżetu i liczby planowanych jednostek. Jeżeli ten przedział zbliży się do zera, okręt nie powstaje.

Na wstępnym etapie projektu mamy do czynienia z interakcją przyszłego użytkownika (marynarki), projektantem i organem finansującym projekt dotyczącej minimalnych zdolności bojowych, napędu, poziomu przeżywalności lub produktywności projektu. Praktycznym rozwiązaniem na drodze do „taniego” okrętu jest metoda „design-to-cost”, która po wstępnej analizie z użyciem wspomnianych narzędzi a jeszcze przed szczegółowym kosztorysem wynikającym z projektu technicznego narzuca pułap wyporności i kosztów wstępnie zaakceptowanych. Metoda jest mało popularna bo marynarze rzadko godzą się na sztuczne ograniczanie możliwości okrętów ale zyskuje w czasach ograniczeń finansowych lub wobec konieczności masowej rozbudowy floty (lub jej odtworzenia, jak w naszym przypadku). Dobrze opisanym przypadkiem tej strategii akwizycji okrętu jest historia Oliver Hazard Perry. Ciekawym choć dość starym dokumentem na ten temat jest The impact of design to cost on naval ship design. Autor, Michael Nickelsburg podkreśla różnice z innymi metodami, które widzi w nacisku na koszt zakupu a nie cykl życia oraz wyważaniu pomiędzy osiągami a kosztem. Wynikowy projekt jest wystarczająco dobry a nie optymalny pod względem parametrów, czyli stawiający kontrowersyjne pytanie o granicę poświęcenia parametrów aby nie przekroczyć pułapu kosztów. Proces wyglądał mniej więcej tak:

Wybrano zakres wielkości okrętu od 1500 do 7000 ton, wybrano typowe uzbrojenie dla danej wielkości kadłuba i obliczono koszt każdego wariantu. Wynikłe opcje wahały się od kilku bardzo silnych okrętów eskortowych niezdolnych to ochrony wystarczająco dużych obszarów aby znacząco polepszyć efektywność sił eskortowych, aż do wielu niedrogich okrętów niezdolnych do przenoszenia uzbrojenia niezbędnego do ochrony floty.

Przeanalizowano scenariusze z udziałem nowych okrętów wymieszanych z już istniejącymi. Nakreślono zależność efektywności zespołów okrętów z udziałem nowych okrętów w zależności od ich wyporności, która to zależność wskazała na maksimum w zakresie 3000/3500 ton. Taki okręt był wyceniany na $45-50M.

Oszczędności na etapie projektu były drastyczne, ale powstał okręt budowany w dziesiątkach sztuk. foto www.wikiwand

W tym punkcie procesu Adm. Zumwalt narzucił ograniczenie na koszt i wyporność a później na liczebność załogi. Innym współczesnym przypadkiem dającym wgląd na złożoność wyboru właściwego kompromisu jest ewolucja LCS w kierunku fregaty.

Raport GAO opisuje proces dochodzenia do rekomendacji, które jak wiemy zalecają modyfikacje istniejącego projektu LCS. Rozważano osiem kombinacji różnych zdolności jak AAW, ASuW i ASW w podziale na trzy strefy (samoobrona, lokalna i pozahoryzontalna), zasięg, autonomiczność i prędkość w oparciu o dwie modyfikacje LCS (umiarkowaną i głęboką), National Security Cutter i nowy projekt. Ciekawą konkluzją jest spostrzeżenie, że pełny zakres pożądanych zdolności zapewnia dopiero NSC a więc okręt o wyporności 4500 ton. Jakkolwiek przedstawiciele floty preferowali posiadanie lokalnej obrony przeciwlotniczej wraz z ASW to po trzeciej rundzie ograniczeń kontynuowano wariant z rakietami przeciwokrętowymi lecz zredukowaną zdolnością ASW i samoobroną AAW. Kadłub LCS o wyporności 3000-3500 ton nie pozwalał na więcej. Co więcej, zmiana standardów cywilnych na militarne „kosztowałaby” dodatkowe 200 ton wyporności, czyli wymaga głębokiej modyfikacji LCS. O wyborze ostatecznym wersji umiarkowanej modernizacji LCS pomimo najmniejszych zdolności zadecydowała kombinacja kosztów i czasu możliwego rozpoczęcia budowy. Liczby poniżej pochodzą z omawianego raportu GAO

Umiarkowana modyfikacja LCS      $613-631M od 2020
Głęboko modernizowany LCS         $754M        od 2021
NSC                                                   $840M       od 2021
Nowy projekt                                     $843M        od 2023

Liczby dotyczą wartości dolara w 2014 roku i nie można zapominać, że raport RAND na temat przyczyn wzrostu kosztu okrętów twierdzi, że okręty nawodne drożeją około 9% rocznie!

Czy mamy w historii współczesnych okrętów rzeczywiście tanią fregatę? Mamy przykłady udanych konstrukcji jak Spruance, Leander, Oliver Hazard Perry produkowanych masowo, czy jednak były znacząco tańsze od swoich rówieśników? Przypadkiem teoretycznie pasującym do teorii taniej stali i darmowego powietrza są niszczyciele typu Spruance ale Norman Friedman opisując genezę okrętu wskazuje na czynniki podważające tę hipotezę. Okręt przede wszystkim miał utrzymywać prędkość stałą 30w przy stanie morza 4, co było wymagane dla eskorty lotniskowców na Północnym Atlantyku i dawało jednostkę sporą na wstępie. Ponadto projektując niszczyciel ASW założono jego potencjalnie podwójną rolę i możliwość dozbrojenia do standardu niszczyciela rakietowego z systemem Tartar (DDG). Powstał więc okręt o sporym zapasie tonażu i objętości co zostało później wykorzystane przy budowie pierwszych okrętów z systemem Aegis. Fregaty Leander (Type Improved 12) były w kolejnych partiach dozbrajane w rakiety Exocet i SeaWolf zamiast Seacat. Ostatnia wersja była już bardzo droga i D.K. Brown w książce Rebuilding the Royal Navy zastanawia się na ile warto było takie konwersje robić ale w ostatecznym rachunku stwierdza, że taka polityka pozwoliła na wprowadzanie do marynarki nowych systemów uzbrojenia.

Jedynym przypadkiem zwracającym powszechną uwagę i wyraźnie tańszym od konkurentów są duńskie fregaty Iver Huitfeldt. Większość komentatorów podchodzi do nich jak do przysłowiowego jeża, bo z jednej strony strona duńska podała oficjalnie liczby w rozbiciu na główne grupy kosztowe z wyszczególnieniem systemów przeniesionych z poprzednich jednostek a z drugiej strony nikt nie umie tego sukcesu powtórzyć. Niemniej wskazówką użyteczną jest fakt budowy fregat zgodnie z metodologią „design-to-cost” z poświęceniem głównie standardów militarnych i wykorzystaniem produktywności projektu dzięki doświadczeniom z budowy kontenerowców.

Pytanie o tanią fregatę nie jest trywialne i ponownie obserwujemy wysiłki w tym kierunku podejmowane we Francji i Wielkiej Brytanii. FREMM miał w założeniu być fregatą tanią ale najwyraźniej nie jest i chęć utrzymania pożądanej liczebności eskorty przy zadanym budżecie owocuje projektem FTI. Ma to być okręt o wyporności 4200 ton z budżetem 3.8mld EUR na pięć jednostek a więc z kosztem jednostkowym 760 mln EUR!

“Tania” fregata za ponad 700 mln EUR. Takie czasy! foro www.navyrecognition.com

Przykład brytyjski jest bardziej drastyczny – Type 26 jest za droga zanim została rozpoczęta budowa. Wśród kandydatów na Type 31 uzupełniający pożądany stan liczebny fregat Royal Navy jest Venator 110 projektu BMT, czyli okręt o wyporności 4000 ton.

Venator – być może bardziej pragmatyczna próba budowy tańszej fregaty. Foto www.bmtdsl.co.uk

W odniesieniu do naszej sytuacji pojawiają się dwie kwestie. Po pierwsze metody szacowania kosztów projektów dla naszej marynarki wojennej a po drugie analizy osiągalności różnych wariantów. Być może dla nas najodpowiedniejszą metodą byłaby metoda parametryczna z elementami analogii. Ponieważ nie mamy doświadczenia i bazy historycznych danych odnośnie kosztów i wagi systemów dowodzenia, uzbrojenia i sensorów dla różnych klas i wielkości okrętów moglibyśmy próbować w tym fragmencie posługiwać się analogią natomiast powinniśmy być w stanie oszacować koszty materiałowe i robocizny w pozostałych kategoriach metody parametrycznej. W kwestii osiągalności można by podejrzeć metodologię z raportu GAO o analizie alternatyw dla Small Surface Combatant. Należałoby stosując obraną metodę szacunku kosztów wypełnić tabelę jak poniżej. Zawarte liczby należy traktować jako przykładowe a nie wiążące i służące do celów poglądowych. Zamiast ogólnych stwierdzeń można wskazać konkretne przykłady systemów.

Zakładając okres służby okrętów i przeciętnego rocznego oczekiwanego poziomu finansowania marynarki jesteśmy w stanie określić długofalowy budżet floty i wydzielić z niego część na okręty nawodne. Dodatkowo należałoby wziąć pod uwagę typowy czas budowy okrętu danej klasy pomnożony przez realistyczny roczny poziom finansowania czyli maksymalną wartość okrętu mającego szansę na realizację. To mogłoby być podstawą do dyskusji jakie klasy są w ogóle dla nas dostępne i w jakiej liczbie. Dyskusja o tym jak te okręty wykorzystać może się toczyć równolegle z opracowaniem strategii czy doktryny użycia marynarki wojennej, co może wzbudzać protest ze względu na niewłaściwą kolejność rzeczy. Tak się jednak składa, że z poprzedniego wpisu można wnioskować, ze marynarka chcąc zachować inicjatywę w środowisku zdominowanym przez armię i jej potrzeby musi być gotowa na przyjęcie postawy handlowca podsuwającego pod nos bardziej idee niż produkty, chociaż mając propozycje takowych na podorędziu. Krytycznym parametrem nie uwzględnionym w tabeli jest czas i aktualna sytuacja a więc punkt startowy, bo nie zaczynamy od zera tylko z pozycji już zaangażowanych środków. Spoglądając na tabelę korwety sprawiają wrażenie rozwiązania dobrego jeśli nie optymalnego z punktu widzenia techniczno-ekonomicznego ale to zderza się z pytaniem co mają robić i do czego służyć? Tym sposobem wracamy do podstawowego pytania jaką funkcje ma spełniać nasza flota.

Jul 032016
 

Coraz więcej sygnałów wskazuje na pustą kasę państwa. Ostatnim kamyczkiem wrzuconym do ogródka są wypowiedzi ministra Bartosza Kownackiego cytowane przez Defence24. Opracowywana doktryna morska nabiera więc charakteru miny, broni czekającej na swój moment. W międzyczasie decyzje będą podejmowane na podstawie doraźnych korzyści politycznych weryfikowanych przez możliwości finansowe, techniczne i organizacyjne. Cały ten kontekst spycha nas niejako do zmiany podstawowego pytania z „co nam potrzeba i dlaczego” na „co możemy wyprodukować w kraju szybko i relatywnie tanio”?

Kilka słów ministra Kownackiego daje nam chybotliwe, ale jednak, podstawy do spekulacji na temat liczb (cytując w dalszym ciągu za Defence24):

My zakładamy, że przez najbliższe trzy lata mamy do wydania około 32 mld złotych. Po odliczeniu innych wydatków zostanie nam zapewne około 15 mld na modernizację techniczną.

Po podzieleniu kwot przez trzy i porównaniu z budżetem na 2016 rok możemy wnioskować, że pierwsza kwota odnosi się do całości wydatków majątkowych a druga do priorytetowych programów wieloletnich, a więc trzonu modernizacji technicznej. MON będąc w kleszczach pomiędzy słabym wzrostem gospodarczym i zmienionymi priorytetami jak Obrona Terytorialna musi wcześniej czy później z czegoś zrezygnować. I jest to wariant raczej optymistyczny w perspektywie trzech lat, gdyż przyjęcie do realizacji sztandarowych programów jak 500+ powoduje natychmiastowy efekt po stronie wydatków podczas gdy planowane nowe podatki przyniosą efekt lub nie po stronie przychodów w nieznanym czasie. Powstaje dziura budżetowa do „załatania”.

Jednak nas interesuje na ile może liczyć marynarka wojenna? Udział floty w wydatkach budżetowych MON waha się między 8-10%, stąd ze wspomnianych 15 mld PLN być może w wariancie optymistycznym na rekonstrukcję floty przypadnie 1.5 mld. Od tej kwoty należy odjąć drugiego Kormorana (przy założeniu kontynuacji projektu) i dokończenie Ślązaka, czyli jakąś połowę z tej sumy. Na co warto więc wydać pozostałe 700-800 mln PLN w ciągu trzech najbliższych lat biorąc pod uwagę graniczne warunki sformułowane przez polityczne priorytety rządu i oczekiwania marynarzy? Dla polityków priorytet to korzyści polityczne i ekonomiczne oczekiwane w rezultacie zainwestowania sum pozostających do dyspozycji w lokalny przemysł. Ponadto wielokrotnie podkreślano, że liczy się szybki efekt podjętych działań. Dla marynarzy kluczową sprawą są po prostu nowe okręty.

W poprzednich „myślach prowokatora” znalazło się porównanie do algorytmów genetycznych. Spróbujmy zobaczyć, jak daleko można zmutować programy Miecznik i Czapla, aby spełniły tak restrykcyjne warunki. Jeśli mówimy o bezpieczeństwie narodowym, to obejmuje ono nie tylko Marynarkę Wojenną ale szereg innych instytucji, wśród nich Morski Oddział Straży Granicznej. Na Forum Okrętów Wojennych co pewien czas pojawia się wątek roli i kompetencji MOSG. W zasadzie ustawa definiuje rolę tak jak wskazuje na to sama nazwa – ochrona granicy państwowej na lądzie i morzu. Ogranicza to działanie MOSG do pasa przygranicznego i 12 nm wód terytorialnych. Są jednak dwa wyjątki istotnie rozszerzające obszar kompetencji MOSG. Pierwszy to „nadzór nad eksploatacją polskich obszarów morskich oraz przestrzeganiem przez statki przepisów obowiązujących na tych obszarach” co rozszerza obszar działania o wody polskich obszarów morskich. Drugi to kombinacja dwóch paragrafów dająca możliwość działania na wodach w jurysdykcji Unii Europejskiej:

Straż Graniczna realizuje zadania wynikające z przepisów prawa Unii Europejskiej oraz umów i porozumień międzynarodowych na zasadach i w zakresie w nich określonych. Straż Graniczna w zakresie określonym w ust. 2 i 2a współdziała z właściwymi organami i instytucjami Unii Europejskiej oraz innych państw.

Czapla może więc teoretycznie wrócić do swej pierwotnej roli OPV i przy zmianie właściciela pełnić funkcję ochrony porządku prawnego na wodach będących w jurysdykcji Polski i innych państw Unii Europejskiej. Fizyczną realizacją mogłyby być jednostki z szerokiej oferty firmy Damen wspierające i uzupełniające parę Kaprów w aktualnym posiadaniu. Kluczową byłaby kwestia budżetowania takiej inwestycji. Mniejsze kutry patrolowe z linii Stan Patrol stanowiłyby tylko wzmocnienie funkcji MOSG, natomiast większe otwierałyby pole do współpracy z MW w zakresie rozpoznania. W takim układzie Marynarka Wojenna realizuje funkcje policyjne poza obszarem Unii lub przy wyższym poziomie zagrożenia lub tam, gdzie w grę wchodzi użycie uzbrojenia typowego dla wojska (rakiety, miny, itd.)

Wybór takiej jednostki dla MOSG zaostrza granice podziału ról pomiędzy MOSG i MW. Foto www.damen.com

Wybór takiej jednostki dla MOSG zaostrza granice podziału ról pomiędzy MOSG i MW. Foto www.damen.com

Miecznik również ma pewne szansę przy założeniu „skarłowacenia” programu. Wspomniana kwota to około 50-60% kosztu korwety co przy rozłożeniu programu budowy na 5-6 lat pozwoli na rozpoczęcie finansowania inwestycji. Do dyspozycji mamy zgromadzone doświadczenie budowy Ślązaka (doświadczenie negatywne to też doświadczenie) i wiedzę wyniesioną przez Inspektorat Uzbrojenia przy tworzeniu specyfikacji Miecznika. Niezależnie od jakości tej pracy albo będziemy umieli ominąć inercję rozpędzonej maszyny Inspektoratu albo będziemy musieli ją wykorzystać jak w dżudo. Mamy również ograniczenie w postaci postulatu szybkiego efektu, co ma swój zabawny wydźwięk gdy mówimy o budowie okrętów wojennych. Innym ograniczeniem jest biurokratyczny przepis wymagający zatwierdzenia prototypu przed uruchomieniem produkcji seryjnej, z którego to powodu cierpi program Kormoran.

Kwestię prototypu można ominąć bądź budując według nowego projektu, jak się to przewiduje obecnie bądź na bazie projektu Ślązaka argumentując, że jest to korweta a nie okręt patrolowy. W tym drugim przypadku efektem ubocznym rozsądnej specyfikacji byłaby możliwość modernizacji Ślązaka do standardu Miecznika w przyszłości. Tym sposobem dostajemy dwie korwety w przeciągu, powiedzmy dekady z otwartą ścieżką na dalszy rozwój marynarki wojennej. Pozostaje jednak kwestia prawna, kto może budować na bazie istniejącego projektu. Ryzyko budowy według nowego projektu polega natomiast na stworzeniu floty prototypów i utraty potencjalnych korzyści w eksploatacji „jedynaków”. W obu przypadkach kluczem jest kto będzie liderem kontraktu i partnerem dla MON-u.

Być może wszelkie wspomniane pomysły są niewiele warte, przyświeca im jednak idea, że zbudowanie „czegoś” co niekoniecznie musi być „byle czym” jest lepsze niż „nic”.

Jan 262016
 

Forum Bezpieczeństwa Morskiego przyniosło zmianę akcentów w wypowiedziach polityków ale też i kilka sygnałów ostrzegawczych dla przyszłości marynarki wojennej. Większe zrozumienie dla otwartości na świat i deklaracje koniecznego zrównoważenia funkcji obrony kraju z funkcją obrony interesów państwa na zewnątrz jest pozytywnym znakiem. Paradoksalnie główną przeszkodą staje się lobby przemysłu obronnego, gdyż stanowisko parlamentu i rządu stawia MON w pozycji zakładnika a nie klienta krajowego przemysłu obronnego.

Przyjmując wypowiedzi polityków jako powiew świeżości, przegląd planu modernizacji nabiera znaczenia i sensu. Kilka propozycji czy idei ze stron tego blogu prosi się więc o ocenę i porównanie dla łatwiejszego spojrzenia na dostępne alternatywy. W poniższym zestawieniu za kryterium oceny przyjęto raczej punkt widzenia polityków i to o czym mówią w swoich wypowiedziach a nie zdolności bojowe. Przyjęta metoda jest wrażliwa na subiektywną ocenę, więc dodano wiersz Inne nieuwzględnione dla wyrównania szans czy uwzględnienia pewnych zdolności bardziej szczegółowych. Druga tabela zawiera szereg założeń, czy też własnych ocen będących podstawą do kalkulacji. Tabelę należałoby traktować bardziej jako wskazówkę niż ostateczną ocenę, dlatego poniższe wnioski mają charakter ogólnych spostrzeżeń.

Warianty Floty Porównanie.001

Warianty Floty Porównanie.002

  • Aktualny plan modernizacji rozszerzono o dwa warianty. Przyjęte przez Inspektorat Uzbrojenia założenie o maksymalnie zbliżonej platformie czy zespole napędowym dla Miecznika i Czapli skutkuje rozwiązaniem najgorszym. Nie daje najlepszego wyniku w żadnej kategorii nie oferując jednocześnie żadnych korzyści ekonomicznych. W ramach aktualnego planu ma więc sens rozdzielenie Miecznika od Czapli i pójście w kierunku prostego OPV oferującego oszczędności budżetowe i relatywnie łatwego w realizacji przez stocznie krajowe.
  • Zaskakująco dobry wynik daje plan 3+3 OPV w porównaniu z dwoma fregatami uzupełnionymi o korwety. Tu jednak wyraźnie widać w co się inwestuje. Fregaty dają zdolności militarno – polityczne a korwety z patrolowcami korzyści ekonomiczno – gospodarcze. W tym miejscu zaznacza się dylemat rządu, czy chce polski zbrojnej czy socjalnej dotującej własny przemysł z miejscami pracy.
  • Porównanie fregat i crossover’ów z 1.000 tonowymi korwetami jest również interesujące. Właściwie patrząc na wyniki to jeśli chcemy maksymalizować możliwości to wybór jest między tymi właśnie opcjami. Pierwsza oferuje łatwiejszą współpracę z sojusznikami i większe zdolności militarne wraz z wszechstronnością. Druga jest bardziej dostępna dla krajowych stoczni pracujących pod nadzorem zagranicznego partnera, oferując inny wachlarz możliwości militarnych i zachowując otwarte drzwi to współpracy międzynarodowej.
Korweta 1.000 ton oferowana przez Damen jako Sigma 7310. Foto www.damen.com

Korweta 1.000 ton oferowana przez Damen jako Sigma 7310. Foto www.damen.com

Całkowicie w tabeli pominięto czynnik czasu, krytyczny dla marynarzy ale nie wiadomo jaką wartość przedstawia dla polityków. Przykładem niech będą wypowiedziane słowa szefa Inspektoratu Uzbrojenia przestrzegającego przed wywróceniem istniejącego planu, o czym mówi Defence24:

“Jeśli będziemy chcieli w tej chwili jakoś zasadniczo przebudować ten program, to to będzie oznaczało, że w wielu projektach trzeba będzie wrócić z powrotem do początku pracy, czyli: definiowania wymagań, prowadzenia dialogów technicznych, rozpoznawania rynku, opisywania przedmiotu zamówienia i przygotowania postępowania, a to niestety trwa”.

Niekoniecznie tak musi być, jeśli spojrzymy na sprawę z boku i niekonwencjonalnie. Dla pobudzenia wyobraźni zadajmy sobie pytanie w jakim czasie stworzono założenia taktyczno – techniczne przy przejęciu fregat OHP? Po prostu podjęto decyzję polityczną o wykorzystaniu pewnej okazji i przejęciu okrętów z „dobrodziejstwem inwentarza”. Decyzja ma wielu krytyków, ale z drugiej strony miała swoje podstawy i okręty zasłużyły na rzetelną ocenę swojej służby niezależnie od oceny ich wartości militarnej. Tak samo można by postąpić dzisiaj. W całym NATO w chwili obecnej jest tylko jeden projekt fregaty w fazie realizacji – FREMM w dwóch wersjach. Biorąc pod uwagę, że rząd Francji wykazywał dużą elastyczność w negocjacjach odnośnie terminów dostaw na co wskazują przypadki Grecji i Egiptu, teoretycznie byłaby szansa na wcielenie gotowej i nowej fregaty do służby w Marynarce Wojennej RP w roku … 2017 lub 2018 (Auvergne lub Bretagne). Dla zwolenników rakiet dalekiego zasięgu idea ma dodatkowy smaczek, gdyż jest to chyba jedyna fregata europejska z wyrzutniami zdolnymi do odpalania tego rodzaju uzbrojenia i to w liczbie 16 na okręt.

Fregata Gen. Haller. Ładnie brzmi, prawda?

Fregata Gen. Haller. Ładnie brzmi, prawda?

Kończąc słowo o Crossover’ach i możliwości ich wykorzystania. W poprzednim wpisie padła propozycja wykorzystania okrętu jako tendra dla mniejszych jednostek. Na czasie więc wpadł mi w ręce tekst o podobnej idei w ramach współpracy międzynarodowej. Autor tekstu Charles Hill potwierdza, że aktualnie istnieje zainteresowanie tego typu operacjami ze strony US Coast Guard. W przypadku podanego linku nie chodzi o niepopularne w Polsce „gonienie piratów” tylko o demonstracje naszych możliwości i zdolności Szwedom, Holendrom czy Niemcom lub Amerykanom. Nie wspominając o tym, że „gonienie piratów” jest z pewnością lepsze dla profesjonalizmu załóg od czekania w porcie na wojnę.

 

Dec 042015
 

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić mówi stare porzekadło i pasuje jak ulał do propozycji dozbrojenia Ślązaka. Ten wpis jest kontynuacją dyskusji toczącej się w części Komentarze. Zanim padną jakiekolwiek słowa o szczegółach technicznych, trzeba otwarcie powiedzieć, że warunkiem koniecznym realizacji takiego programu jest jasne ograniczenie projektu finansowo i przede wszystkim czasowo. Nikt nie chce przedłużać epopei Gawrona vel Ślązak i wszelkie dodatkowe opóźnienia będą źle odbierane. Biorąc pod uwagę ewentualne korzyści wojskowe i propagandowe, być może 1-2 miesiące dodatkowo byłyby akceptowalne, bo mieszczą się po prostu w ramach typowego „poślizgu” projektu. Z natury rzeczy mówimy więc o systemach już w naszym posiadaniu, o krótkim czasie dostawy oraz już zintegrowane lub nie wymagające integracji. Byłaby to także ocena możliwości oferowanych przez koncepcje MEKO. Część modułów uzbrojenia w standaryzowanych kontenerach można przygotowywać równolegle do budowy okrętu. Narzucenie górnych ograniczeń na zakres, czas i koszt wydaje się być niezbędne również ze względu na niebezpieczeństwo postrzegania takiego przedsięwzięcia jako odwracania uwagi i środków od celu podstawowego, jakim jest pozyskanie nowych okrętów. Niestety żyjemy w świecie gdzie program budowy okrętów jest zadeklarowany ale nie realizowany i musimy sobie zadać pytanie jak długo mamy czekać na rzeczywiste działania oraz czy czas oczekiwania nie będzie zbyt długą bezczynnością.

Najprostszą rzeczą wydaje się być wyposażenie okrętu w rakiety przeciw-okrętowe. W grę wchodzą oba typy na wyposażeniu Marynarki Wojennej, a więc SAAB RBS15 oraz Kongsberg NSM. To, co się liczy to dostępność od ręki, czas i koszt integracji, cena jednostkowa zakupu oraz jednostka ognia możliwa do zainstalowania na okręcie. Poniżej proste porównanie obu pocisków.

NSM-RBS.001

W zasadzie oba pociski są dostępne. RBS15 został zakupiony w liczbie 36 sztuk, więc jest dodatkowa jednostka ognia do dyspozycji. Jeżeli ORKAN-y będą uznane za nieperspektywiczne, Ślązak będzie miał okazje korzystać z zapasów po wycofywanych jednostkach aż do wyczerpania resursów rakiet. RBS15 jest już zintegrowany z Tacticos, co powinno ułatwić sprawę. Rozwiązanie ma sens w przypadku albo anulacji programu Miecznik, albo jego znacznego odłożenia w czasie i pozostawienia Ślązaka jako jedynego w miarę nowoczesnego okrętu nawodnego na najbliższą dekadę.

NSM jest również dostępny dzięki rozszerzeniu umowy na Morską Jednostkę Rakietową. Umowę być może da się rozszerzyć dla uzupełnienia stanu rakiet, ale i wówczas cena jednostkowa rakiet nie powinna wzrosnąć. Minusem jest brak integracji z systemem zarządzania walką, chociaż chyba istnieje klauzula w kontrakcie z Thalesem o możliwej integracji dodatkowych systemów w ramach umowy. Plusem NSM jest jego znacznie mniejsza waga, co przy potencjalnych ograniczeniach wagowych na okręcie pozwoli na zwiększenie jednostki ognia. Zaletą tej opcji jest integracja NSM z Tacticos jako inwestycji w projekt Miecznik opóźniony przez biurokracje, ale nie odłożony „na półkę”.

NSM jest wystarczająco dobry do obezwładnienia średniej wielkości okrętu. Foto www.janes.com

NSM jest wystarczająco dobry do obezwładnienia średniej wielkości okrętu. Foto www.janes.com

Drugim w kolejności uzbrojeniem do wdrożenia jest obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa. Nie mamy niestety komfortu posiadania na stanie systemu czy rakiet przeciwlotniczych (za wyjątkiem AMRAAM odpalanych z powietrza i ziemi). W selekcji kandydatów niech nas wesprze zakwalifikowanie systemów do jednej z trzech kategorii:

  • „Powszechny” – do takiej klasy zaliczyć można amerykańsko – niemiecki RAM i jego odmianę SeaRAM. W zasadzie system obrony przeciwrakietowej krótkiego zasięgu, ograniczonego do horyzontu radarowego. Plusem systemu jest łatwość instalacji, dość małe wymagania wobec okrętu i jego sensorów oraz spora jednostka ognia. Minusem jest teoretycznie zasięg, ale do zwalczania rakiet wystarczający. Jeśli korweta będzie pozbawiona informacji z zewnątrz ostrzegających o ataku, to okręt jest ograniczony do horyzontu radarowego – około 25-30km pod warunkiem wykrycia przez radar celu na tej odległości. Najprostsza reguła mówi, że pierwsze przechwycenie celu jest możliwe w połowie dystansu od momentu wykrycia, czyli w odległości 12-15 km od okrętu. RAM Block2 ma zasięg 1.5 raza większy od poprzedniej wersji, a więc właśnie w tym przedziale. System nie nadaje się natomiast do zwalczania samolotów poza zasięgiem używanego przez nie uzbrojenia.

 

  • „Maksymalny” – czyli oferujący największe możliwości dostępne dla danej klasy okrętów. Do tej kategorii zalicza się CAMM posiadający możliwość korekty kursu rakiety poprzez łącze niezależne od radaru i zasięg powyżej 25km. Dzięki temu można teoretycznie wykorzystać maksymalny zasięg rakiety wobec celów manewrujących. ESSM ma zasięg około 50km ale łącze jest realizowane w paśmie X i S za pomocą radaru z wiązką formowaną elektronicznie w obu płaszczyznach, czego Ślązak nie posiada. Alternatywą jest wykorzystanie STIR w trybie ciągłego podświetlania celu co zmusza obronę do sekwencyjnego wyboru celów. Większy zasięg kosztem siły ognia. Tak więc CAMM wydaje się być najlepszym aktualnie dostępnym rozwiązaniem dla korwet i lekkich fregat. Wyrzutnie potencjalnie interesujące to Sylver A35 oraz 3 Cell ExLS, obie przystosowane do odpalania CAMM, przy czym ExLS oferuje czteropak dla rakiet CAMM czego nie pokazuje broszura Sylver. Daje to ExLS trzykrotną przewagę w pojemności magazynu rakiet nad A35 przy jednocześnie mniejszej powierzchni wyrzutni. Próby mają się zakończyć w 2016 roku.
Dobre rozwiązanie dla korwety. Duża pojemność, średni zasięg - CAMM w ExLS. Foto - www.lockheedmartin.com

Dobre rozwiązanie dla korwety. Duża pojemność, średni zasięg – CAMM w ExLS. Foto – www.lockheedmartin.com

  • „Kompatybilny” – czyli zgodny z wyborem dostawcy dla projektu Narew lub z używanym AMRAAM przez Siły Powietrzne. Ta opcja oznacza oczekiwanie do pierwszego remontu okrętu, nie spełnia więc postulatu zdążenia na czas. Dla formalności należałoby zwrócić uwagę na AMRAAM, dostępny od zaraz. Nie ma on wersji odpalanej z okrętów, ale przy krótkim zasięgu być może nie potrzebowałby korekty kursu lub też NASAMS ma łącze niezależne od radaru. Wówczas, przynajmniej teoretycznie istniałaby szansa będąca technologicznym krokiem wstecz, czyli odpalanie AMRAAM z wyrzutni Mk 29.
Krok wstecz, ale... Foto www.seaforces.org

Krok wstecz, ale… Foto www.seaforces.org

Z powyższego rzutu okiem na dostępne możliwości rodzą się dwie ewentualne propozycje:

  • „Minimalistyczna” – kopiujemy konfiguracje uzbrojenia znaną z korwet K-130 w postaci dwóch wyrzutni RAM. Układ ograniczający się do samoobrony przed atakiem rakietowym z małymi możliwościami obrony okrętu/statku towarzyszącego i zalecany w przypadku zarzucenia realizacji projektu Miecznik. Trudno kupować jakikolwiek system tylko dla jednego okrętu. Wówczas można pójść drogą Royal Navy, która aż do pojawienia się niszczycieli T45 stała na stanowisku, że każdy okręt powinien być zdolny do samoobrony. Kombinacja RAM/SeaRAM mogłaby się pojawiać na wszystkich dostępnych jednostkach nawodnych marynarki wojennej. Jeden z czytelników blogu, Oskarm, ujął to w zgrabne sformułowanie uRAMowienia Marynarki Wojennej.

 

  • „Rekomendowana” – Instalacja na Ślązaku systemu SeaRAM, być może pochodzącego z modernizacji Phalanx na OHP w nadziei, że program budowy okrętów nawodnych będzie kontynuowany. Przy takim założeniu warto sprawdzić możliwość instalacji 3 Cell ExLS pozwalającego na odpalanie CAMM (w przyszłości) lub RAM Block 2 (tymczasowo). Pozostawia to otwartą ścieżkę rozwoju do konfiguracji docelowej dla Ślązaka i przyszłych Mieczników.

Trzecią grupą wyposażenia/uzbrojenia, w którą warto zainwestować jest Radar/Communication ESM wraz z pułapkami i wabikami. Parę lat temu na konferencji OPV zaprezentowano przykładową konfigurację dla okrętu patrolowego, która nie wymagała nawet osobnego specjalisty do walki elektronicznej a software mieścił się w laptopie. System daje szansę na ostrzeżenie przed atakiem i świadomość sytuacyjną sięgającą poza horyzont radarowy. Dużo się pisze i dyskutuje na temat tak zwanych „twardych środków” walki z atakiem rakietowym, ale mało o środkach „miękkich”. Jednak analiza historycznych przypadków użycia rakiet przeciw-okrętowych przynosi dość zaskakujące liczby. W swej książce Fleet Tactics and Coastal Combat, Wayne Hughes zamieszcza dość dobrą ocenę skuteczności rakiet, niestety nie uwzględniającą postępu elektroniki:

  • atak na bezbronne cele – 63 rakiety odpalone, skuteczność 91%
  • atak na cele zdolne do obrony, ale nie wykorzystujące tej możliwości w pełni – 38 rakiet odpalonych, skuteczność – 68%
  • atak na cele bronione – 121 rakiet odpalonych, skuteczność 26%.

Tylko niewielki procent skutecznej obrony przypisano zestrzeleniu rakiety przez obronę przeciwlotniczą. Z pewnością liczby te wyglądałyby dzisiaj inaczej, chociaż postęp dotyczy zarówno obrony jak i ataku. Mimo wszystko systemy obrony pasywnej wykazały się wysoką efektywnością, co pozwala na zwiększenie szans rakiet i systemów przeciwrakietowych w obronie okrętu przed salwą.

Nie ma w tym tekście niczego o zwalczaniu zagrożeń spod wody. Zbyt mało znalazłem danych, by się na ten temat wypowiadać. Najwyraźniej korweta jest przystosowana do instalacji sonaru podkadłubowego, jak na przykład Kingklip, ale trudno powiedzieć, na ile taka idea ma szanse na szybką realizację. Inna sprawa to rosnące potrzeba spojrzenia na zagrożenia podwodne szerzej, niż tylko walkę z okrętami podwodnymi. Rozwój autonomicznych pojazdów podwodnych będzie to wymuszał.

Marynarka Wojenna ma do pokonania dwie przeszkody, brak uzgodnionej i jasnej misji popieranej przez polityków i społeczeństwo oraz biurokrację nie będącą w stanie podjąć kluczowych decyzji w czasie pozwalającym na podpisanie kontraktów zanim zmienią się poglądy polityków. Presja czasu jest na tyle duża, aby usprawiedliwiała wszelkie działania zgodne z filozofią małych kroków. Jeśli opisana propozycja zamknęłaby się w koszcie 1-2 miesięcy opóźnienia i 200-300 mln PLN inwestycji to nie powinna być przeszkodą w realizacji podstawowego programu rozbudowy floty, a wręcz mogłaby stanowić jego uzupełnienie. Czy to jest możliwe pozostaje tematem do dyskusji.