May 132018
 

Zapraszam do lektury tekstu Przemka Ziemackiego, który publikujemy być może we właściwym momencie. Program “Orka” został przesunięty na dwie kadencje parlamentu do przodu czyli w niebyt, a program śmigłowcowy jest praktycznie zredukowany do działań symbolicznych. Ponownie jesteśmy zmuszeni do rozpatrzenia najbardziej podstawowych założeń odnośnie egzystencji Marynarki Wojennej RP. Właściwie dziwnym trafem w dyskusji prawie nieobecne jest słowo strategia za wyjątkiem dokumentu opracowanego w BBN przy współudziale członków Rady Budowy Okrętów. Pomimo istnienia koncepcji można powiedzieć, że marynarka wojenna nie ma swojej strategii bo wspomniany dokument nie został powszechnie zaakceptowany, a przez MON jest wręcz chyba ignorowany i to pomimo zmiany na stanowisku ministra obrony narodowej. Z drugiej strony koncepcja odmowy dostępu w ogóle nie jest realizowana pomimo oficjalnego zatwierdzenia.

W „Którędy do Rzymu” pozwoliłem sobie podkreślić zdania, które w mojej ocenie mogą stanowić punkt wyjściowy do opracowania założeń strategicznych. Dodałbym jeszcze ze swojej strony ograniczenie skali zagrożenia, które Adm. Richard Hill w tekście „Medium Power Strategy Revisited” zdefiniował jako „użycie głównych systemów uzbrojenia” mogące prowadzić do „bitwy” z tym, że nie zastosowanych w skali masowej. No dobrze, ale jak to się ma do strategii NATO? Całkiem nieźle, jak na kraj o orientacji lądowej:

NATO Maritime Strategy

  • Deterrence and collective defence
    • nuclear deterrence
    • rapid forces deployment
    • SLOC control
    • MCM
  • Crisis management
    • embargo/interdiction
    • counter terrorism
    • humanitarian assistance
  • Cooperative security
  • Maritime security
    • SLOC protection
    • freedom od navigation

Idąc od dołu możemy być partnerami i uczestnikami w realizacji celów aż do MCM, a przy założeniu posiadania używanych fregat, w ograniczonym zakresie we wszystkich zadaniach za wyjątkiem odstraszania nuklearnego.

Obszarem pozostającym do poważnego przemyślenia jest szara strefa pomiędzy Morskim Oddziałem Straży Granicznej a Marynarką Wojenną RP. SG ma ustawowe ograniczenia na rodzaj broni i jej użycie więc przekształcenie jej w silniej uzbrojoną Straż Przybrzeżną wymagałaby zmian w ustawie, ale i wywołałaby dyskusję na temat jak bardzo zmilitaryzowane mogą i powinny być jednostki podległe MSWiA. Z kolei marynarka wojenna wykazuje małe zainteresowanie zadaniami z natury policyjnymi.

Najwyższy czas aby przejść do lektury.

„Którędy do Rzymu”

Marynarka Wojenna RP jest w głębokiej zapaści, której problemem są niedostatki finansowe. Te jednak zdają się nie mieć charakteru absolutnego braku środków w budżecie. Sednem sprawy jest raczej brak woli przeznaczenia pieniędzy na rozwój MW. To znowu połączone jest z brakiem spójnej akceptowanej koncepcji jej roli w systemie bezpieczeństwa kraju. W obliczu pełno-skalowego konfliktu w Europie, MW jest na końcu łańcucha zakupów, a jej rola we współpracy międzynarodowej i udziału naszego kraju w zapewnieniu bezpieczeństwa globalnego nie ma na tyle siły przebicia, aby zapewnić odpowiednio duży strumień pieniędzy na zakup okrętów. Pomysł konwencjonalnego odstraszania potęgi atomowej przy użyciu niewielkiej liczby okrętów podwodnych, które są względnie bardzo drogimi jednostkami, jest co prawda lansowany, ale szczególnie w obliczu braku osłony ze strony floty nawodnej, czy w szerszym ujęciu braku możliwości wywalczenia panowania na morzu, wydaje się groteskowy. Racjonalnie rzecz biorąc nie można traktować go w kategoriach stabilnych podstaw odbudowy MW. Czy to oznacza, że Polska nie potrzebuje okrętów, że nie stać jej na przywilej posiadania sprawnej MW, że nie ma szans na taką flotę?

Być może odpowiedź na to pytanie zależy od spojrzenia na cel posiadania wojska. W obliczu przewagi przeciwnika na lądzie, MW będzie wypadała z priorytetowych planów rozwoju sił zbrojnych za każdym razem, gdy będziemy rozpatrywać pełno-skalowy konflikt zbrojny. Na zadania aparatu państwowego wynikające z posiadania przez nie terytorium można popatrzeć jednak inaczej. Stanem wyjściowym nie jest stan wojny, tylko pokoju. Wynikającym z tego celem jest niedopuszczenie do sytuacji, w której przeciwnik mógłby naruszyć terytorium bez przekraczania progu wojny. Inaczej, podstawowym zadaniem aparatu państwowego w czasie pokoju jest realizacja kontroli własnych posiadłości. To proste, musimy znać perfekcyjnie swój teren, musimy na bieżąco prowadzić rozpoznanie, czy ktoś go nie narusza, musimy być w stanie wygenerować zdolność szybkiego przechwycenia intruza, czyli zamanifestowania zdolności kontroli. W odniesieniu do MW, zadania te dotyczą nie tylko wód terytorialnych, ale także wyłącznej strefy ekonomicznej.

Proponowane planowanie budowy systemu obrony granic jest zatem planowaniem od pokoju do wojny i opiera się na założeniu, że najpierw tworzy się skończony system na czas pokoju, a dopiero posiadając takowy zaczyna się myśleć o realizacji zadań w czasie wojny. W przeciwieństwie do podejścia przeciwnego – od wojny do pokoju – taki sposób budowy potencjału obronnego faworyzuje nie wojska lądowe, a siły powietrzne i MW. W obliczu posiadania granicy lądowej z potencjalnie wrogą nam potęgą lądową może wydawać się to dziwne, ale przestaje takim być, gdy przyjrzymy się bliżej zagadnieniu. Przestrzeń powietrzna i wody morskie są miękkimi strefami, gdzie przeciwnik może podejmować znacznie więcej działań niż na lądzie bez przekraczania progu wojny.

Jakich okrętów potrzebuje Polska, aby zabezpieczyć sobie możliwość kontroli wód terytorialnych i EEZ w czasie pokoju?

Pierwszym narzędziem realizacji działań nawodnych będą patrolowce straży przybrzeżnej. W naszych realiach – Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Pomijając tzw. drobnicę, która w istotnym stopniu istnieje, flota MOSG wymaga pilnego zakupu dużych patrolowców, jednostek większych od kiedykolwiek posiadanych przez tę formację, które gwarantowałyby dużą dzielność morską, elastyczność w zabieraniu sprzętu i ludzi, w tym wyposażenie w łodzie sztywno-denne dla grup specjalnych, a także współpracę ze śmigłowcem. MOSG od wielu lat, a na pewno od powstania projektu Kaper, zgłasza potrzebę posiadania co najmniej dwóch dodatkowych dużych patrolowców. Zakładając, że w celu właściwej kontroli i manifestowania obecności 24 godziny na dobę, przez 365 dni w roku, jeden z takich patrolowców powinien być aktywny, co przekłada się na potrzebę posiadania trzech jednostek w wariancie optymalnym, dwóch – minimalnym.

I cóż, że ze Szwecji? Pożyteczny na pewno, czy potrzebny – myślę, że tak. Foto www.sjofartstidningen.se

MW pojawia się na scenie, gdy przejdziemy do kontroli tego, co się dzieje pod wodą. Teoretycznie zadania te również mogłaby wykonywać straż przybrzeżna, ale w praktyce wojennomorskiej znakomita większość państw z dostępem do otwartego morza, o ile nie wszystkie, powierza je wojskowym. Priorytetowymi zakupami dla MW powinny być zatem okręty przeciwminowe, ZOP i hydrograficzne. Możliwe, że – patrząc na aktualne trendy – mógłby to być jeden typ okrętu. Przykładem może być brytyjski koncept Venari, który łączy zadania przeciwminowe i hydrograficzne bądź wspominany na tym blogu koncept Kaszub II, czyli okręt jednocześnie walki przeciwminowej i ZOP, a zatem okręt zwalczania zagrożeń podwodnych. Wielkościowo okręt taki mógłby być porównywalny z Venari lub 80 metrową wizualizacją Saaba, co z jednej strony ułatwiłoby zatrzymanie kosztów projektu na rozsądnym poziomie, z drugiej – pozwoliłoby takiej jednostce na korzystanie z większej liczby portów polskiego wybrzeża. W perspektywie rozwoju bezzałogowych pojazdów podwodnych, za sprawą których granica między okrętem podwodnym a miną najprawdopodobniej ulegnie zatarciu, szczególnie koncepcja Kaszuba II i osobnego projektu okrętu hydrograficznego wydaje się atrakcyjna. Zakładając, że aktualnie realizowany program Kormoran II dobiegnie końca w wymiarze trzech okrętów, zabezpieczenie kontroli morza w zakresie zagrożeń spod wody mogłoby opierać się na budowie 3 – 6 okrętów projektu Kaszub II i dwóch okrętów hydrograficznych. Naturalnie, skuteczność okrętów Kaszub II wymagałaby posiadania do współpracy z nimi śmigłowców ZOP bazowania lądowego, zdolnych do odtwarzania gotowości bojowej w oparciu o lądowisko na okręcie.

W dalszej (choć na pewno nie dalekiej!) kolejności MW należałoby wyposażyć w nowe okręty walki elektronicznej i rozpoznania elektronicznego. Proces optymalnego zastępowania obecnie aktywnych jednostek tego rodzaju oznaczałby zastosowanie zasady jeden do jeden.

Tu wątpliwości znikają – jest potrzebny, nawet jeśli brzydki jak noc listopadowa i całkiem bezbronny. Foto – www.reddit.com

W tym scenariuszu brakuje natomiast miejsca dla nowych okrętów transportowych, zaopatrzeniowych, podwodnych, pomocniczych dla OP, obrony wybrzeża w naszym rozumieniu tego zwrotu oraz fregat. Należałoby zrewidować również stan już istniejącej floty i wydatki na utrzymanie poszczególnych jednostek w służbie. Jako zabezpieczenie odpowiedzi rakietowej mogą posłużyć posiadane NDR-y. W wymiarze minimum nie potrzeba do tego celu okrętów. To jednak zagadnienia na osobny artykuł. Sednem tego tekstu są bowiem okręty, mogące stworzyć trzon nowoczesnej i dobrze ugruntowanej w polskich realiach floty.

Drażliwą kwestią w tych realiach pozostaje udział MW w operacjach międzynarodowych. Niezwykle trudno przeforsować w naszym kraju kupowanie nowych oceanicznych okrętów, nawet jedynie patrolowców, tylko z myślą o tego rodzaju aktywności, z drugiej – odcięcie MW od niej byłoby niezaprzeczalnym błędem. W zakresie typowych operacji czasu pokoju, takich jak Atalanta i Mare Nostrum, wystarczające mogą okazać się już posiadane okręty, konkretnie ORP Xawery Czernicki i Ślązak (zakładając, że w końcu zostanie wprowadzony do czynnej służby). Nie są to jednostki idealne do tego typu zadań, ale jak pokazuje przykład Szwecji, na pewno wystarczające. W praktyce wszystko sprowadza się jedynie do woli włączenia ich do konkretnych działań. Udział w SNMCMG to równie prosty element układanki, współgra bowiem doskonale z programem zabezpieczenia przed zagrożeniami spod wody, który jest meritum proponowanej koncepcji. Natomiast udział w SNMG jest niemożliwy, chyba że zostanie zrealizowany w oparciu o używane fregaty. Jeżeli kluczowym powodem ich utrzymania bądź pozyskania (wraca pomysł zakupu australijskich fregat typu Adelaide) byłoby zabezpieczenie udziału w SNMG i szeroko rozumianych misjach na użytek polityki zagranicznej, wówczas ich niedostatki względem nowych fregat tej klasy przestaną być paraliżujące.

Na koniec pozostaje pytanie, dlaczego floty budowane wedle powyższego scenariusza nie są tak powszechne jak wynikałoby to z tego tekstu. Przecież potrzebę zabezpieczenia przed zagrożeniami spod wody ma każdy kraj z dostępem do morza. Odpowiedzi są co najmniej dwie. Spora grupa krajów zwyczajnie nie ma środków finansowych nawet na takie podstawowe wydawałoby się działania i posiada jedynie uszczuplone MW, działające na pograniczu straży wybrzeża. Brak zdolności panowania nad pewną częścią terytorium, nawet gdy zagrożenie wydaje się mało prawdopodobne, można nazwać symptomem kraju o cechach kolonii. Na drugim końcu stoi poczucie, że zadania na tym polu mogą zrealizować marynarki innych państw. Trudno bowiem przyjąć, że Islandii nie stać na MW. Jest ona jednak w wygodnej sytuacji, wynikającej z jej położenia geograficznego. Na taką postawę może sobie pozwolić, choć tak naprawdę do końca nie wiadomo czy powinna. Dla Polski jest to jednak żaden problem w obliczu tego, że ona sama jednocześnie nie chce być krajem o cechach kolonii, a nie ma intratnego położenia geograficznego, przynajmniej w świetle zabezpieczenia przez flotę innego państwa jej interesów na morzu terytorialnym i EEZ.

Oct 292012
 

Dwa projekty związane z planem modernizacji marynarki wojennej wysuwają się na pierwszy plan. Jest to budowa okrętów podwodnych i zaraz za nimi niszczycieli min. Jest to raczej naturalne biorąc pod uwagę złożoność i czas opracowania założeń taktyczno-technicznych i procedur przetargowych w naszym kraju oraz to, że właśnie dla tych dwóch klas część prac została już wcześniej wykonana. Jeżeli minister Skrzypczak chce przełamać biurokrację aby spełnić postulaty generała Skrzypczaka, to nie pozostaje mu nic innego jak skupić się na projektach już w jakimś stopniu zaawansowanych, jak wspomniane okręty podwodne i walki minowej, czy tez wciąż czekający swego losu Gawron. Zaczynamy jednak od pozycji najdroższych w budżecie.
D.K Brown zauważył, że niszczyciele min są obok okrętów podwodnych najdroższymi jednostkami w przeliczeniu na tonę. Sprawdźmy na kilku przykładach:

  • planowany okręt podwodny dla MW za 1.500 mln PLN przy wyporności około 1.500 ton. Koszt tony wynosi 1.0 mln PLN
  • planowany niszczyciel min za 500 mln PLN przy wyporności około 650 ton. Koszt tony wynosi 0.78 mln PLN.
  • koreańska korweta Incheon, która wydaje się być tania za około $300 mln przy wyporności 2.300 ton. Koszt tony wynosi 0.42 mln PLN.
  • LCS, który wydaje się być drogi, za $460 mln bez modułów dla jednostki seryjnej, przy wyporności około 3000 ton. Koszt tony wynosi 0.49 mln PLN.

Pomimo tak wielkiej wartości zarówno materialnej jak i operacyjnej, czy wręcz strategicznej, okręty walki minowej posiadają dla samoobrony armatę małokalibrową plus wersje ręcznych rakiet przeciwlotniczych. Powstaje więc pytanie, na ile takie jednostki mogą czy maja być wyspecjalizowane bez zwracania uwagi na otoczenie i poziom zagrożenia, w którym operują. Dokument Barriers, Obstacles, and Mine Warfare for Joint Operations stwierdza:

Najbardziej efektywnym sposobem zwalczania min jest zapobieżenie ich postawieniu. Ofensywne stosowanie MCM zakłada niszczenie i zanegowanie zdolności przeciwnika do stawiania min, zanim tego dokona.

Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie rozwiązaniem jest osłona zapewniona przez większe jednostki, temat jest podnoszony. Zwłaszcza, że US Navy coraz mniej jest gotowa wystawiać na ryzyko działania na wodach przybrzeżnych swoje niszczyciele i krążowniki Aegis. Stąd wywodzi się geneza Littoral Combat Ship. Analiza Naval Mine Warfare. Operational and Technical Challenges for Naval Forces stawia problem całkiem otwarcie:

Ponadto, okręty i helikoptery przeznaczone do walki minowej będą wrażliwe na ataki przeciwnika z użyciem rakiet przeciw-okrętowych i przeciwlotniczych w trakcie wykonywania zadań w ich zasięgu.

Dlatego też rekomenduje CNO, aby:

CNO zapewnił, że okręty i helikoptery do walki minowej, które mogą być wysłane w rejony gdzie istnieje zagrożenie atakiem z morza lub lądu, będą wyposażone w odpowiednie środki samoobrony.

Trudno sobie wyobrazić, aby tak w sumie niewielki i bardzo wyspecjalizowany okręt mógł posiadać pełną gamę środków obrony. Są jednak pewne rozwiązania oraz precedensy warte uwagi. Niszczyciele min są w tym względzie po trochu podobne do OPV. W tym wypadku wiodącym pytaniem jest, jak wiele warto inwestować w systemy samoobrony w jednostkę, która często nie jest nawet klasyfikowana jako okręt wojenny, a podstawowe zadania takich zdolności nie wymagają. Rozwiązanie proponowane przez Thales to ekonomiczna wersja obrony pasywnej w formie EW, być może uzupełniona przez wyrzutnie celów pozornych. Wspomnianym precedensem jest system aktywnej obrony bezpośredniej w formie systemu CIWS Phalanx zainstalowanego w nietypowej lokalizacji, bo na dziobie izraelskich korwet Saar 4.5.

Jeśli przyjrzeć się pierwotnej konfiguracji klasy Frankenthal, to widoczne są dwie armaty Boforsa 40mm L/70 na dziobie i na dachu rufowej nadbudówki.

Zamiana dziobowej armaty na Phalanx 1B lub wręcz na lekką wersję RAM z zasobnikiem na 11 rakiet, a rufowej na RWS klasy Sea Protector Kongsberga lub podobny daje spore możliwości. RAM jest zdolny nie tylko do zwalczania celów powietrznych ale także w ograniczonym zakresie, celów nawodnych. Ostatnie doniesienia mówią nawet o odpalaniu pocisków Griffin z wyrzutni RAM, co znacząco obniża koszty zwalczania lekkich celów nawodnych.

Sprawa jest o tyle interesująca, że polityka Bałtyk Plus zakłada konflikty asymetryczne lokalne, niekoniecznie wymagające udziału sojuszników. Co oznacza, że nasze okręty walki minowej będą zdane na osłonę 1-2 Okrętów Obrony Wybrzeża, o których niewiele wiadomo a ich budowę skutecznie oddala planowane zaangażowanie środków budżetowych w zakup okrętów podwodnych. Istnieje pewna wewnętrzna sprzeczność w ironizowaniu na temat najdroższej motorówki świata przy całkowitej aprobacie kompletnej bezbronności okrętu jeszcze bardziej drogiego w przeliczeniu na tonę.

Apr 222012
 

Visby jest historią innowacji wynikłej z rezygnacji przez marynarkę wojenną Szwecji z dużych okrętów nawodnych. Jego możliwości i historię powstania odkrywam, czytając materiały z sympozjum Navy 2000 – The VISBY class corvette – a vital asset in future maritime security. Okręt został wspomniany ostatnio w kontekście dyskusji, czym ma być Okręt Obrony Wybrzeża, ale wydaje się być w tym wypadku ofiarą stereotypu. Geneza powstania wskazuje na potencjalnie całkiem inne zastosowanie okrętu w naszych warunkach. Początek wyglądał tak:

Po prostu nie byliśmy w stanie pozyskać dużych okrętów z powodu cięć budżetowych. Rozwiązaniem wydawało się zainstalowanie nowoczesnego uzbrojenia na mniejszych jednostkach. Te okręty okazały się całkiem skuteczne i ze sporym potencjałem uderzeniowym, chociaż uzyskano to kosztem ograniczenia przeżywalności, wszechstronności i zasięgu.
(…)
Dość wcześnie stało się jasne, że aby utrzymać rozsądny poziom przeżywalności dla małych okrętów z ograniczonym zestawem uzbrojenia i załogi, konieczne jest poleganie na zautomatyzowanych systemach obrony.
(…)
Aby zwiększyć jeszcze bardziej przeżywalność na polu walki, FMV zaczęło studiować technologię stealth.

– The Development, Marcus Bergman, FMV

Seria incydentów na wodach przybrzeżnych Szwecji w latach 80-tych i 90-tych z użyciem okrętów podwodnych i midget’ów w połączeniu z tradycyjnym zagrożeniem minowym, zaowocowała koncepcją połączenia możliwości MCM i ASW w jednym kadłubie. Ponad 20 lat później, idea nie tylko nie straciła na wadze ale wręcz przeciwnie, zyskała na atrakcyjności z powodu robotyzacji pola walki. Jeśli snujemy wizje o ofensywnym użyciu pewnego dnia robotów, to drugą stroną medalu jest organizacja obrony przed takim samym użyciem robotów przez przeciwnika. Walka podwodna rozszerza swoje pole działania i trudno sobie wyobrazić odpalanie torped Impact do Sea Ottera, czy jego potomka. W prezentacji The Visby Programme, Thomas Engevall, FMV, tak zdefiniował zadanie:

Wymóg posiadania na Visby zdolności zarówno MCM jak i ASW skierował rozwiązania technologiczne w stronę nowych koncepcji taktycznych i technicznych. W skrócie, było to pytanie o połączenie systemów MCM istniejących na okrętach Landsort z uzbrojeniem ASW używanym na okrętach Gothenburg.

W rezultacie dla Visby zdefiniowano następujące rodzaje zadań:

  • operacje MCM (alternatywnie do zwalczania celów nawodnych)
  • operacje ASW
  • zwalczanie celów nawodnych (alternatywnie do MCM)
  • stawianie min ofensywne i defensywne
  • służba patrolowa i wspieranie działań pozamilitarnych
  • służba eskortowa
  • udział w operacjach międzynarodowych

Sercem walki przeciwpodwodnej stał się zintegrowany system sonarowy HYDRA, połączony z modułem przeciwpodwodnym systemu kierowania walką CETRIS. Składa się on z sonarów – holowanego, podkadłubowego i VDS współdziałających z podwodnymi bezzałogowcami: do rozpoznania i klasyfikacji celu oraz jednorazowego do jego zniszczenia. Jako dostawcę sonarów wybrano firmę Marport a bezzalogowce pochodzą z SAAB-a. Szerokie spektrum zadań wymusiło pewien stopień modułowości. Na pokładzie cargo znajdują się sonary i wyrzutnie torpedowe. W przedniej jego części jest przestrzeń dla małego śmigłowca lub wyrzutni rakiet przeciwlotniczych. W innej części pokładu znajduje się przestrzeń dla rakiet RBS 15 lub zamiennie dla pojazdów bezzałogowych do zwalczania min.


W planie rozwoju Marynarki Wojennej RP niszczyciel min ma być zbudowany zaraz po okręcie podwodnym. Tradycyjną słabością okrętów tej klasy jest niska prędkość i bezbronność. Wobec rosnącego arsenału broni podwodnych można by dodać jako wadę również nadmierną specjalizację. Visby jako okręt szeroko pojętej walki przeciwpodwodnej, eliminuje te wady ale nie bez swojej ceny. Koszt zakupu jest mniej więcej dwukrotnie większy od wyspecjalizowanego niszczyciel min. Z drugiej strony istotnie zwiększa możliwości bojowe i zwalnia inne okręty z obowiązku eskorty. Ale gdzie znaleźć pieniądze na realizacje takiego projektu? Niestety, musiałoby to oznaczać, że Okręt Obrony Wybrzeża byłby raczej kontynuacją serii Visby lub też zamiast U212 byłby to U210mod. No cóż, pofilozofować można.

Feb 122012
 

W odstępie kilku dni ukazały się w prasie dwa artykuły – Quo Vadis Marynarko Wojenna i Gra w statki. Trudno o bardziej dobitną ilustrację sporu toczącego się w kwestii wizji rozwoju Marynarki Wojennej. Sporu Obawy z Korzyścią wymienianych przez Tukidydesa, w wyniku którego nasz Super Battleship zamienia się w Chinese Junk. Jak żywo, sytuacja przypomina antyczny dramat, w którym obie strony mają całkiem uzasadnioną rację. Podsumujmy, co wiemy z Gazety Wyborczej na temat oczekiwań MON-u:

  • zwalczanie zagrożeń asymetrycznych na Bałtyku Plus, “z niewielkim udziałem w operacjach międzynarodowych”
  • nacisk na pojazdy bezzałogowe i śmigłowce
  • rozbudowa i użycie sił specjalnych
  • okręty wojny minowej są akceptowalne
  • siła uderzeniowa floty skupia się w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym

Interesujące pytanie brzmi – na ile powyższa wizja jest echem poglądów doktrynalnych BBN-u a na ile potrzebą cięcia kosztów przez Ministerstwo Finansów. Prawdopodobnie obydwa czynniki odgrywają rolę i ze sobą współgrają. Aktualne problemy marynarki nie są bowiem efektem nieodpowiedzialnej publicystyki, tylko mają o wiele głębsze podłoże doktrynalne. Powtórzmy fragment prac BBN-u cytowany już na tym blogu:

Z racji tego, że w średnioterminowej perspektywie nie należy się spodziewać bezpośredniego zagrożenia naszego terytorium, ani zagrożenia dla naszych sojuszników, specjalny wysiłek na rzecz dozbrojenia polskiej armii nie wydaje się konieczny. Wystarczy unowocześnianie posiadanego uzbrojenia i zwiększanie interoperacyjności z armiami naszych sojuszników. Natomiast większe wymagania stwarza potrzeba dobrego wyposażenia w nowoczesny sprzęt dla jednostek przeznaczonych dla misji reagowania kryzysowego.

Paradoksalnie to BBN obok MSZ jest naturalnym sojusznikiem i klientem Marynarki Wojennej, o których względy warto zabiegać. Natomiast MON jest tylko administratorem sił zbrojnych i budżetu, a wypowiedź dla Gazety Wyborczej jest oświadczeniem, że ministerstwo przechodzi do realizacji powstającej doktryny. Jeśli chcemy uniknąć sytuacji patowej, nie pozostaje nic innego, jak zaproponować platformę spełniającą wymienione oczekiwania i wykorzystać fakt, że okręt zdolny do udziału w operacjach międzynarodowych musi posiadać odpowiednią dzielność morską. To pozwoli na wbudowanie odpowiedniego zapasu wyporności na przyszłe modernizacje. Jednocześnie z platformami propozycja powinna zawierać wskazówki co do pojazdów bezzałogowych lub modułów misji do wykorzystania na proponowanych platformach. Nie wiem, na ile tekst z Gazety wiernie oddaje plany MON-u, ale pewne stwierdzenia p. Idzika są niepokojące:

Okręty będą także potrzebne, ale nie aż tyle. Kupimy np. trałowce czy statki bezzałogowe.

To oznacza, że jeśli Marynarka Wojenna zaproponuje klasyczny niszczyciel min, to na tym może się zakończyć plan zakupu okrętów. W takiej sytuacji lepiej postawić na większe wykorzystanie systemów modułowych lub skonteneryzowanych na bazie platformy OPV. Współcześnie Offshore Patrol Vessels są wyposażane w radar 2D lub 3D, uproszczony system C2, uzbrojenie artyleryjskie a nawet rakietowe i dość bogaty zestaw walki radioelektronicznej. Wszystko za kwotę około 300-400 mln PLN. Kopalnią wiedzy na temat możliwości OPV i jak floty świata planują je wykorzystać są konferencje IPQC. Warto ściągnąć parę prezentacji i poczytać. Szczególnie polecam:

  • Smart OPV Specification for Cost-effective Offshore Patrol Jonathan Kamerman z TKMS
  • Cost Effective Flexible Payload for Future Multi Mission OPV’s Dr. Heino Dobiasch z Atlas Elektronik
  • Fassmer OPV2020: The art of Innovation Rene Quezada z Fassmer
  • The Changing Face of OPV Designs and Principal Cost Drivers Dave McMillan STX Canada
  • Cost Effective Platform Protection Philippe DeVille z Thales

Ponieważ jesteśmy w blogosferze mogę sobie pozwolić na wskazanie swoich preferencji. Mój typ to Fassmer 2020. Taka platforma może dla Marynarki Wojennej RP spełnić tą samą funkcję co StanFlex 300 uczynił dla duńskiej marynarki, wiele lat temu. A mianowicie przeprowadził duńską flotę przez trudny okres masowej wymiany kliku klas okrętów w tym samym czasie, przy zachowaniu rozsądnych kosztów. Innowacyjny system modułowy Flex, który się niejako przy okazji narodził i całą operację umożliwił jest stosowany do dzisiaj na robiących o wiele większe wrażenie, współczesnych duńskich “logistykach” czy fregatach. OPV mają również tą miłą zaletę, że z racji swojego pierwotnego przeznaczenia zostały zaprojektowane do wysokich wskaźników dni operacyjnych w morzu. Okręty klasy River mają zakontraktowane 320 dni w roku na morzu plus 25 dni na remonty i konserwacje a 20 dni pozostaje w rezerwie. Wszystko to dzięki dzięki podwójnym załogom.

Nie zapominajmy o systemach modułowych i pojazdach bezzałogowych dla okrętów. Kilka takich modułów jest już gotowe bądź w zaawansowanej postaci. W przypadku MCM, chyba najbardziej kompletnym jest Atlas Elektronik C-IMCMS. Camcopter jest z kolei naturalnym kandydatem na taktyczny UAV, w oczekiwaniu na cięższy SW-4 rodzimej produkcji. Pewien problem sprawia nawodny pojazd bezzałogowy, wśród których najbardziej wszechstronnym, największym i pewnie najdroższym wydaje się być Textron CUSV. Ale może warto mieć choć jeden egzemplarz dla eksperymentów.

Mówiąc o platformach, nie pomijałbym całkowicie projektów egzotycznych i niekonwencjonalnych. Poniżej dwa przykłady. Ich wielką zaletą jest możliwość operacji Ro-Ro i duża powierzchnia zarówno hangaru jak i pokładu lotniczego. To im daje naturalne predyspozycje zarówno do transportu niewielkich oddziałów wojska, czy sił specjalnych jak i przenoszenia większej liczby pojazdów bezzałogowych. Niezależnie od tego czy są to pojazdy podwodne, latające czy pływające.

MRV80 z Austal. Ma duży pokład i powierzchnię hangaru – po 500m2. Ponieważ jest to miniaturka trimaranu LCS, podobnie jak tam, można umieścić moduły do walki przeciw minowej a nawet sonar holowany do walki z okrętami podwodnymi. W przeciwieństwie do LCS, MRV80 ma napęd dieslowski pozwalający osiągnąć umiarkowaną prędkość 26 węzłów, przy mniejszych kosztach eksploatacji.

SeaFighter. Najbardziej “bojowy” ze wszystkich wymienionych. Może przenosić do 12 modułów 16-tonowych a elewator pozwala na przenoszenie ich na pokład lotniczy. Ten ostatni pozwala na operowanie dwoma śmigłowcami klasy Blackhawk jednocześnie. W przyszłości część hangaru można przeznaczyć na uzbrojenie stałe. Kontrowersyjną prędkość 55 węzłów można ograniczyć, a na samych silnikach diesla okręt osiąga 20 węzłów. Rampa rufowa pozwala na wodowanie łodzi do 11m i operacje Ro-Ro. Ma umiarkowaną wyporność ponad 800t standard i 1.100t pełną, co ma sens na wodach zamkniętych jak Bałtyk, ale dzięki konstrukcji katamaranu ma dzielność morską jednostki znacznie większej od siebie.

Zasoby, które posiadamy na realizację projektu to czas i pieniądze. Jeśli wybrać do realizacji 2 różne platformy i w konsekwencji budowę zlecić w dwóch różnych stoczniach, to być może jest szansa na zbudowanie 6 okrętów w 8-9 lat za jakieś 2.5 – 3.0 mld PLN. Myślę, że to jest lepsze niż postępująca degeneracja zasobów Marynarki Wojennej ze wszelkimi z tego tytułu wynikającymi konsekwencjami dla morale marynarzy. Czy jest więc szach-mat? Pod warunkiem, że rząd zachowa rozsądek, to nie będzie tak źle, chociaż będzie to wielkie wyzwanie dla etosu Marynarzy. Dobrym znakiem jest seria artykułów w prasie i ożywiona dyskusja na forach. Jeżeli nie będziemy mówili o naszych problemach, nikt się nimi nie zainteresuje, a decyzje zapadną w ciszy kuluarów.

Dec 032011
 

Tym razem nie chodzi o sztukę wojenną tylko o strategię wewnątrz instytucjonalną, o wyważanie pomiędzy wymogami budżetowymi, technicznymi i operacyjnymi reprezentowanymi przez różne urzędy tak, aby Marynarka Wojenna miała szanse na rozwój. W podobnej sytuacji znajduje się amerykański Coast Guard i nie od rzeczy jest śledzić tamtejsze wydarzenia.
Po zaniechaniu remontu fregat (chyba słusznie) i wobec nieznanej przyszłości Gawrona, Kormoran II wysuwa się na czoło najważniejszych projektów Marynarki Wojennej. Tylko, że wymóg w przetargu na budowę kadłuba ze stali amagnetycznej w Polsce, niesie w sobie zarodki przyszłych problemów i wprowadza sporą dawkę niepewności co do losu projektu. Rodzi się pytanie w jaki sposób Marynarka Wojenna może ustabilizować projekt i przyśpieszyć jego realizację, co byłoby wskazane. Na horyzoncie zarysowują się dwie opcje:

  • Obrona Kormorana polegająca na wierze, że zbiurokratyzowane urzędy będą kontynuowały projekt na zasadzie bezwładności budżetowej. Plusem instytucjonalnym jest w tym wypadku prawie całkowite poleganie na rodzimym przemyśle i zapleczu naukowym. Zyskuje się więc poparcie instytucjonalne poza MW. Minusem jest konieczność czekania na prototyp do 2016 roku, którego koszty są wielką niewiadomą. Wynika to z wymogu wprowadzenia do którejś polskiej stoczni (pytanie której?) nowej technologii dla krótkiej serii okrętów. Jeśli ktoś ma na tym zarobić, Kormoran będzie kosztował majątek a i bez tego okręty przeciwminowe są jednymi z najdroższych na świecie, licząc na tonę wyporności.
  • Atak a raczej przejęcie inicjatywy. Posłużmy się analogią do judo. Ten wschodni sposób walki zamiast parować ciosy przeciwnika, wykorzystuje ich energię do wytrącenia przeciwnika z równowagi. Odsuńmy na bok na chwilę wszelkie zaszłości oraz spory i popatrzmy na istotę problemu. Marynarka Wojenna potrzebuje następców starzejących się szybko “ptaszków”. Chce, aby okręty weszły do służby jak najwcześniej i były postępem wobec stanu istniejącego. Lobby przemysłowo-rządowe, które planuje lokować 90% zamówień na sprzęt dla Sił Zbrojnych w kraju, chce aby okręty powstały w polskich stoczniach. Jest to zgodne z oczekiwaniem floty aby okręty serwisować w kraju.Takie możliwości się otwierają, jeśli zrezygnować z kadłuba amagnetycznego w ogóle. W końcu, o ile moje poszukiwania w internecie są prawidłowe, ORP Mewa nie ma kadłuba amagnetycznego dzisiaj?

Potencjalnie mamy szereg korzyści, o konsekwencjach sięgających poza projekt Kormoran II:

  • Marynarka Wojenna przejmuje inicjatywę i odzyskuje wpływ na swój los (przynajmniej częściowo)
  • Pierwszy okręt może być zbudowany już za dwa lata a nie cztery, bo reprezentuje prostszą technologię i bardziej przewidywalną.
  • Używając jak klocków Lego, prostych systemów kierowania walką (na razie z importu), możemy zacząć budować kompetencje w budowie okrętów wojennych w Polsce i przejmowaniu roli prime contractor.
  • Budujemy alternatywę dla SMW, którą ktoś przejmie lub nie. W Wielkiej Brytanii funkcjonuje od zawsze system mieszany prywatno-państwowy w budownictwie okrętowym.
  • Powodzenie dwóch poprzednich punktów daje szansę na odblokowanie Gawrona, czyli dokończenie budowy w innej stoczni (po zbadaniu stanu prawnego, łącznie z własnością licencji na MEKO). Kormoran II staje się wówczas kluczem do szczęśliwego końca dla Gawrona.
  • Okręty mogą być lepiej uzbrojone niż klasyczny MCM bo okręt może być znacznie większy. Koszt i technologia kadłuba amagnetycznego stanowi dość skuteczną barierę dla wielkości okrętu.

Ceną jest rezygnacja z amagnetyzmu. Czy jest to zbyt wysoka cena, Marynarka Wojenna musi sobie odpowiedzieć sama. Niezbędne by było również użycie lokalnych wpływów do przekonania którejś ze stoczni, żeby zechciała uczestniczyć w takim przetargu, bo MON jest kiepskim klientem.

Oct 312011
 

Rozwój Marynarki Wojennej RP sprawia dzisiaj wrażenie opierania się na postulacie obecności Polski w morskim komponencie NATO Response Force. Paradoksalnie postulat ten może stanowić bardziej przeszkodę niż pomoc w rozwoju floty. Uczestnictwo w SNMCM-1 i SNMG-1 wydają się być w pełni uzasadnione koniecznością wniesienia wkładu w sojusz obronny jakim jest NATO. Przywodzi jednak na myśl analogie do historii marynarki kanadyjskiej w okresie międzywojennym a wspomnianej już na tym blogu. Wówczas rząd Kanady, będącej członkiem British Commonwealth, wybierał pomiędzy potrzebą państwa określoną jako obrona lokalna i ochrona żeglugi a budową floty mogącej być wsparciem dla Royal Navy. Wygrała opcja druga ale co najciekawsze, to opcja pierwsza okazała się naprawdę wartościowa dla Royal Navy. Czy jest zatem możliwe stworzenie struktury floty bardziej adekwatnej do naszego położenia geostrategicznego a równie przydatnej dla NATO? O ile uczestnictwo w SNMCM-1 nie powinno wzbudzać kontrowersji, to czy istnieje alternatywa dla wysyłania fregat do SNMG-1? Tutaj dotykamy delikatnego punktu na ile jest to nasze zobowiązanie i na ile jest ono negocjowalne. Jeśli jest to zobowiązanie “twarde”, to OHP będą przypuszczalnie tak długo remontowane jak długo koszty remontu będą się mieściły w budżecie MON-u, bo dzięki temu jest spełniony główny postulat. Jeśli natomiast zobowiązanie jest “miękkie”, to otwiera się całkiem sporo opcji wynikających z nowej koncepcji strategicznej sojuszu zatwierdzonej w Lizbonie. Wśród rekomendacji dla Sojuszu znajdujemy między innymi:

Poszerzyć rolę NATO Response Force. NRF powinny być gotowe do wykonywania misji zarówno związanych z Artykułem 5-tym jak i nie związanych z nim…

(…)

Zwiększyć świadomość sytuacyjną na morzu. Nowy poziom świadomości sytuacyjnej jest potrzebny ze względu na zmieniający się poziom ryzyka na peryferiach NATO (…). NATO powinno zharmonizować inwestycje w takie platformy obserwacji obszaru jak UAV , samoloty patrolowe, radary na lądzie, okręty nawodne i podwodne oraz systemy zrobotyzowane.

Te same intencje odnajdujemy w dokumencie CHENS:

Współczesne floty mają dwie podstawowe funkcje z punktu widzenia interesów narodowych:
zapewnić bezpieczeństwo i suwerenność Państwa na morzu
chronić interesy Państwa i wspierać jego politykę zagraniczną

(…)

Siły morskie są dzisiaj i pozostaną w przyszłości kluczowym elementem w połączonych działaniach zapewnienia wiarygodnego odstraszania, obrony i reakcji na kryzys. Siły morskie będą nieustannie korzystały z przewagi jaką daje morze jako strategiczne medium dla zapewnienia bezpieczeństwa, między narodowego porządku prawnego na morzu oraz promowania narodowych wartości i interesów w szerokim świecie.

Skoro Sojusz rozszerza pojęcie obrony to można sobie zadać pytanie, czy w ramach SNMG nie będą w przyszłości uczestniczyły inne okręty niż tylko niszczyciele, fregaty czy okręty zaopatrzeniowe ale może także okręty lepiej zaadaptowane do zapewnienia bezpieczeństwa i porządku prawnego na morzu? Lub też raczej należałoby oczekiwać stworzenia nowego, osobnego zespołu Standing Maritime Security Group, w którym Polska mogłaby uczestniczyć w sposób bardziej zgodny ze swoimi możliwościami i kompetencjami wynikającymi ze wzmiankowanego położenia geostrategicznego?

Aby to małe filozofowanie miało jakikolwiek znaczenie praktyczne a nie ruszało z posad bryły świata, należałoby skierować uwagę na możliwe działania, niesprzeczne z podjętymi już decyzjami ale zgodne z intencją postanowień z Lisbony. Oznacza to akceptacje remontu OHP i poparcie dla rozwoju niszczycieli min z zastrzeżeniem, że w kwestii Kormorana II rozluźniłbym warunki określone w zaproszeniu Inspektoratu Uzbrojenia. Pozwoli to spełnić podstawowy postulat z początku tego wpisu. Natomiast całą resztę planu 2009-2018 poddałbym głębokiej refleksji na temat, jaka flota jest potrzebna w państwie o położeniu kontynentalnym, leżącym nad morzem zamkniętym, tak aby była realizacją strategii z Lisbony.

Sep 302011
 

Wznowienie programu Kormoran II to z pewnością dobre wieści dla Marynarki Wojennej, stawia jednak kilka pytań co dalszych kroków i całego kształtu przyszłej floty. Nie umiem ocenić na ile klasyczny niszczyciel min jest przejawem ostrożności a na ile konserwatyzmu. Jednak Kormoran II jest elementem aktualnie obowiązującego planu rozwoju Marynarki Wojennej, o którym można prawie z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że będzie podlegał rewizji. Zwłaszcza, że nadchodzące lata nie wróżą nic dobrego w ekonomii.
Zmiana planów będzie relatywnie łatwa dla nowego rządu po październikowych wyborach. Dlatego warto odpowiedzieć sobie na pytanie jak ma wyglądać Marynarka Wojenna w przyszłości, w której klasyczny niszczyciel min będzie fragmentem spójnej całości. Rozwiązaniem nasuwającym się na myśl jest idea “Hi-Low Mix”, czyli kombinacja okrętów o wysokich i umiarkowanych możliwościach w danym obszarze możliwości bojowych. W tym wypadku Kormoran II stanowi Hi-end a Low-end może stanowić moduł przeciw minowy stosowany na innych klasach okrętów Marynarki Wojennej. Czy będzie to korweta, której przyszłość jest w dalszym ciągu nieznana, czy też inny okręt, to taka propozycja ma pewne zalety:

  • zwiększa ilość jednostek przeciwminowych, których zawsze będzie za mało,
  • okręty będą posiadały znacznie większe możliwości samoobrony,
  • okręty będą miały znacznie większą dzielność morską i autonomiczność

Bardzo możliwe, że założenia taktyczno-techniczne dla Kormorana powstały po części na podstawie doświadczeń wojny w Zatoce Perskiej, albo raczej tak jak je widzi Marynarka Wojenna. Odrobinę światła na poglądy Marynarki Wojennej rzuca artykuł z Zeszytów AMW:

Analiza działań przeciwminowych na podejściu do portu Umm Qasr wskazuje, że funkcja modułów wojny minowej, nawet gdyby znajdowały się one na wyposażeniu jednostek nawodnych, ograniczałaby się do roli wsparcia sił przeciwminowych. Zadanie oczyszczenia z min torów wodnych w pierwszej kolejności przydziela się zespołom składającym się z niszczycieli min. Ich platformy są w lepszym stopniu przystosowane do likwidacji zagrożenia minowego na wodach płytkowodnych, ponieważ mają mniejsze zanurzenie, a ich kadłuby generują pola fizyczne o wartościach niższych niż kadłuby dużych okrętów nawodnych.

W porównaniu klasycznego niszczyciela min i okrętów z modułem przeciwminowym minimalizuje się fakt innych zagrożeń, niż miny. W tym samym artykule mamy następujący fragment:

Bez opanowania brzegów półwyspu Al-Faw nie byłoby można bezpiecznie wprowadzić sił przeciwminowych na tor wodny prowadzący do portu Umm Qasr i przystąpić do jego oczyszczania z zalegających tam min morskich.

Mówimy o sytuacji pełnego panowania sił koalicyjnych na morzu i lądzie, czyli o sytuacji idealnej. Przeprowadzając taką samą dyskusję dzisiaj wypadałoby zauważyć, że technologia pojazdów bezzałogowych poczyniła spore postępy od tego czasu i np. Atlas Elektronik chwali się ofertą kompletnych możliwości przeciwminowych z użyciem pojazdów bezzałogowych. Czy tak jest, czy nie można relatywnie tanio sprawdzić, przeprowadzając serie prób i testów z użyciem takiego pakietu.
Warto rozważyć zakup skonteneryzowanego modułu przeciwminowego i przetestować koncepcję jego użycia na “Kaszubie” czy “Czernickim”. Zebrane doświadczenia byłyby również cenne dla polskiego przemysłu w ewentualnych pracach nad rodzimym odpowiednikiem.

Sep 222011
 

Krótka informacja na stronie “Unmanned” wspomina o szkoleniu pracowników Politechniki Gdańskiej i Akademii Marynarki Wojennej w zakresie użytkowania oprogramowania SeeTrack Military firmy SeeByte. Szybki rzut oka na stronę SeeByte – SeeTrack Solutions in Action – MCM, wyjaśnia czym jest wspomniany produkt:

SeeTrack Military is a modular software system providing the situational awareness that helps field operators and their commanders gain this layered view of the battlespace. It is easily deployable on a single notebook or desktop form factor, with an intuitive, easy to use-and-remember operator interface. Functionally, it performs rapid on-site data collection from multiple sensors and platforms, registration, processing (fusion, navigation processing, classification for event detection) and visualization/interaction, It also provides facilities for planning future missions with multiple sensors and platforms, and for the downloading of these to platforms for execution. Finally, it allows data export to other tactical software (eg MEDAL or MINTACS for Mine Warfare) and HTML for archiving and quick distribution.

Dlaczego ta informacja zwraca na siebie uwagę? Z trzech powodów:

1. Jest to sygnał, że dzieje się coś pozytywnego. Rzecz istotna z psychologicznego punku widzenia dla szerszej publiczności, która jeśli cokolwiek wie o Marynarce Wojennej, to tylko to, że próbuje się od 10-ciu lat zbudować korwetę od a końca nie widać. Podobnie pozytywny wydźwięk w ostatnim czasie ma artykuł Maksymiliana Dury “Ćwiczenia eksperymentalne CAP DEMO 2010” opublikowany w lipcowym numerze Przeglądu Morskiego. Co prawda słowo propaganda w naszym kraju się mocno zdewaluowało, ale trzeba szukać sojuszników i sprzymierzeńców dla MW wszędzie. Wystarczy popatrzeć ilu entuzjastów ma lotnictwo. Chyba dobrze by więc było, aby na stronie Marynarki Wojennej znalazła się krótka informacja o obu tekstach z linkiem do źródła.

2. SeeTrack to jest klucz, klej, klocek LEGO, podstawa umożliwiająca tworzenie większej całości. Pytanie na ile Marynarka Wojenna jest w cały ten proces zaangażowana, a na ile jest życzliwym obserwatorem. Zaangażowanie MW byłoby korzystne w sytuacji, gdy istnieje wyartykułowany plan eksperymentowania z koncepcjami walki przeciwminowej ale z pozostawieniem otwartej kwestii, kto będzie dostawcą finalnego systemu. To oznacza, że rozwiązania krajowe będą mogły uczestniczyć w przetargach na zasadzie równości z rozwiązaniami zagranicznymi. Ważne jest, aby takiego eksperymentowania nie zostawić tylko przemysłowi i ośrodkom badawczym. Podział powinien być prosty – Marynarka Wojenna eksperymentuje z koncepcjami a przemysł z technologią. Oba ośrodki pozostają ze sobą w interakcji.

3. Jak bumerang wraca pytanie co polski przemysł jest w stanie zaoferować Marynarce Wojennej. Gdzie jest kompromis pomiędzy niechęcią do uzależniania się od zagranicznych dostawców i kosztem serwisowania, dążeniem do wspierania rodzimej gospodarki a częstym brakiem uzasadnienia ekonomicznego dla rozwiązań krajowych. Poniżej krótka lista wymagań pod adresem lokalnych oferentów i produktów:

  • – produkt musi być porównywalnej jakości do rozwiązań alternatywnych i koszt nie może być istotnie wyższy
  • – producent musi być firmą stabilną finansowo, zdolną do długofalowego wspierania produktu
  • – oferent/produkt powinien dotyczyć obszaru, w którym mamy szansę być ekspertem co najmniej europejskim
  • – wielkość produkcji i rynków sprzedaży przekracza skalę eksperymentalną

Listę można wydłużać, ale niech by istniała!