Jun 032012
 

Tytuł prowokujący, ale dobrze by się stało, gdyby Gawron został ukończony, nawet w bardzo okrojonej postaci. W tym roku mija 30 lat od konfliktu o Falklandy i w USNI Proceedings Naval Review 2012 ukazał się interesujący artykuł Still Relevant After All These YearsJedną z lekcji z konfliktu wspomnianą przez autora jest przypomnienie, że wojna może przyjść bez strategicznego ostrzeżenia. Wówczas walczy się tym, co jest dostępne, choć niedoskonałe a nie potężnym orężem, które mamy w planach. Tak więc patrolowiec Gawron w roku np. 2014 jest lepszy niż Okręt Obrony Wybrzeża w roku 2022. O konieczności zachowania równowagi w rozwoju sił zbrojnych tak pisze we wspomnianym artykule Commander Jim Griffin:

Skuteczne siły zbrojne równoważą w sobie wyszkolenie, technologię i liczebność. Argentyńskie lotnictwo było bobrze wyszkolone i wyposażone w skuteczną broń, jednakże niedostatek kluczowych systemów (Exocet, tankowanie w powietrzu) miał krytyczne znaczenia dla zdolności wykonania zadania. Armia argentyńska była dobrze wyposażona i równorzędna w liczebności do przeciwnika, ale źle wyszkolona i dowodzona.

Okręt potrzebny jest więc jak najszybciej i patrząc na scenariusz Baltops 2012, byłby całkiem użyteczny nawet w formie patrolowej. Aby program dobiegł do szczęśliwego końca, myślę, że powinno zostać spełnionych kilka warunków:

  • trzeba znaleźć koncepcje za rozsądne pieniądze,
  • zbudować dla niej poparcie w Marynarce Wojennej,
  • znaleźć wykonawce gwarantującego dokończenia projektu bez istotnego ryzyka

Pomysł dokończenia korwety za 100 mln PLN wydaje się być mało realny. Popadamy z jednej skrajności w drugą. Pierwszym krokiem w kierunku zmniejszenia kosztów i ryzyka jest rezygnacja z okrętu wielozadaniowego i zwrócenie się w kierunku specjalizacji. Taka jest zresztą geneza korwety. Wybór ogranicza się do wyspecjalizowanej jednostki ASW lub wspomnianego okrętu patrolowego. Wyspecjalizowana jednostka ASW może się nie zmieścić w wizji zaprezentowanej w marcu. Z kolei okręt patrolowy, ze względu na brak tradycji ochrony interesów w przeciwieństwie do ochrony bezpieczeństwa Państwa, może mieć trudność w uzyskaniu aprobaty zarówno marynarzy jak i Sztabu Generalnego.

Chyba, że sięgniemy w przeszłość i spojrzymy na ewolucję drobnoustrojów, które pełniły funkcje patrolowe. Znajdziemy tam tytułowe kanonierki, sloopy czy francuskie awiza. Pełniły służbę kolonialną i czasami przeciwminową. Wraz z nadejściem wojny zostały wyparte przez palącą potrzebę ochrony żeglugi przed zagrożeniem okrętów podwodnych i lotnictwa. Historia zatacza chyba jednak koło, bo wraz z pojawieniem się zagrożeń pochodzących od organizacji pozapaństwowych, we współczesnym języku służbę kolonialną możemy zamienić na Maritime Security Operations a walka minowa wręcz się rozwija. W przeciwieństwie do współczesnych Offshore Patrol Vessels, wspomniane kanonierki czy awiza były budowane jako okręty wojenne. Tak jak Gawron, który nie ma zasięgu, autonomiczności i ekonomiczności OPV, ale ma większą odporność na ciosy i ograniczone pola fizyczne. W przypadku kanonierki czy awiza, również brak hangaru dla śmigłowca jest mniejszą wadą, gdyż skonteneryzowany Camcopter operujący z lądowiska może się okazać wystarczający do rozpoznania i kierowania ogniem artylerii czy rakiet. Rozszerza to wachlarz operacji, w których okręt może uczestniczyć. Potencjalnie w grę wchodzi już nie tylko Somali, ale Libia czy Irak.

Wzorem do naśladowania mogłaby być koncepcja awiza Commandant Blaison,biorącego właśnie udział w tegorocznym Baltops.

 

W skład współczesnej wersji wyposażenia, może wchodzić uproszczony system C2, radar 2D dozoru powietrznego, ESM i systemy obrony pasywnej. Ze względu na operowanie na wodach przybrzeżnych, zagrożonych minami, sonar podkadłubowy do wykrywania i unikania min plus rozpoznawcze UUV byłyby wskazanym uzupełnieniem. Najwyraźniej mamy ambicje stworzenia własnego systemu kierowania walką minową, więc byłaby możliwość testowania własnych rozwiązań i wypracowywania taktyki dla patrolowca z modułem przeciwminowym. W skład uzbrojenia może wejść armata średniego kalibru oraz opcjonalnie RBS Mk2 z Orkanów. Z czasem, chociaż nie od razu można zainstalować RAM lub SeaRAM. W przeciwieństwie do OPV, dzięki ograniczeniu pól fizycznych jest również możliwe doraźne zainstalowanie sonaru VDS.

Kwestia artylerii jest warta ponownego przemyślenia. Jakkolwiek OTO Melara 76mm stała się de facto standardem, warto rozważyć do czego ma służyć. Jeśli mówimy o dominacji zagrożenia z powietrza oraz zagrożeniach asymetrycznych to 57mm Bofors ma więcej sensu. Wobec celów nawodnych jest mniej skuteczna, ale obezwładnienie przeciwnika (mission-kill) jest często wystarczające. Jeśli natomiast zwrócić się w kierunku lądu, to OTO Melara 127mm z amunicją Volcano o zasięgu 120km ma niewątpliwy powab dla Sztabu Generalnego i ma sens w działaniach połączonych sił zbrojnych na wodach przybrzeżnych. Ponieważ Volcano może być użyta przeciw ruchomym celom morskim, stanowi alternatywę lub uzupełnienie dla rakiet przeciwokrętowych. Deficyt wsparcia ogniowego dobrze ilustruje dość egzotyczna i naprędce wymyślona konstrukcja USS Carronade.


Nie jest jasne, czy kadłub ma wystarczającą wytrzymałość na naprężenia, ale najmniejszy okręt jaki znalazłem z armatą Boforsa 120mm to fińska kanonierka Turunmaa z lat 60-tych.


Czy taki okręt jest użyteczny? Na pewno. Czy jest potrzebny? B.H. Liddell Hart odróżnia strategię państw “roszczeniowych” od państw “konserwatywnych”. jego zdaniem celem strategii nie jest pokonanie sił przeciwnika ale jego woli. Nie bez racji pisał, że wyczerpanie wojenne zabiło więcej państw niż jakikolwiek obcy najeźdźca. W przypadku starcia z przeważającym i “roszczeniowym” przeciwnikiem:

Nie jest łatwo osiągnąć prawdziwy pokój z zaborczym przeciwnikiem, ale łatwiej jest skłonić go do zaakceptowania stanu zawieszenia broni – i jest to znacznie mniej wyczerpujące niż próba zdruzgotania go…

To oznacza wzrost liczby konfliktów ograniczonych, a potwierdzenie znajduję w artykule Podsekretarza Marynarki Roberta Work’a The Coming Naval Century. Posłużył się on podziałem historii US Navy zaczerpniętym z Samuela Huntingtona, rozwinął go i policzył stosunek liczby lat wojennych do pokojowych w tych epokach. Oto rezultat:

  • Continental Phase (1776 – 1890) – 1: 6.59
  • Oceanic Phase (1890 – 1947) – 1: 5.24
  • Transoceanic Era (1947 – 1989) – 1: 2.67
  • Global Era (1989 – koniec 2011) – 1: 1.08.

Przy założeniu wycofania się z Afganistanu do końca 2014, stosunek będzie wynosił 1: 0.85. Nic więc dziwnego, że fregaty OHP są wciąż prawdziwymi końmi roboczymi w US Navy, choć dawno już działania ASW czy AAW przestały być ich główną rolą, a LCS za paręnaście lat będą dominującą liczebnie klasą okrętów US Navy.

Pozostaje trudny i delikatny problem, kto może skończyć Gawrona bez istotnego ryzyka. W moim odczuciu, być może całkowicie błędnym, bo nie znam faktów, najlepszym rozwiązaniem byłoby powierzenia tego zadania licencjonodawcy, czyli TKMS z opcją polskiej stoczni jako podwykonawcy. Alternatywą jest DCNS ale tu możemy się nadziać na prawny problem licencji. Będzie to kosztować więcej, ale i wartość okrętu może być większa, a kompromis jest wskazany bo Gawron wciąż potrzebuje wsparcia, by nie pozostać niewykorzystaną szansą.

Feb 122012
 

W odstępie kilku dni ukazały się w prasie dwa artykuły – Quo Vadis Marynarko Wojenna i Gra w statki. Trudno o bardziej dobitną ilustrację sporu toczącego się w kwestii wizji rozwoju Marynarki Wojennej. Sporu Obawy z Korzyścią wymienianych przez Tukidydesa, w wyniku którego nasz Super Battleship zamienia się w Chinese Junk. Jak żywo, sytuacja przypomina antyczny dramat, w którym obie strony mają całkiem uzasadnioną rację. Podsumujmy, co wiemy z Gazety Wyborczej na temat oczekiwań MON-u:

  • zwalczanie zagrożeń asymetrycznych na Bałtyku Plus, “z niewielkim udziałem w operacjach międzynarodowych”
  • nacisk na pojazdy bezzałogowe i śmigłowce
  • rozbudowa i użycie sił specjalnych
  • okręty wojny minowej są akceptowalne
  • siła uderzeniowa floty skupia się w Nadbrzeżnym Dywizjonie Rakietowym

Interesujące pytanie brzmi – na ile powyższa wizja jest echem poglądów doktrynalnych BBN-u a na ile potrzebą cięcia kosztów przez Ministerstwo Finansów. Prawdopodobnie obydwa czynniki odgrywają rolę i ze sobą współgrają. Aktualne problemy marynarki nie są bowiem efektem nieodpowiedzialnej publicystyki, tylko mają o wiele głębsze podłoże doktrynalne. Powtórzmy fragment prac BBN-u cytowany już na tym blogu:

Z racji tego, że w średnioterminowej perspektywie nie należy się spodziewać bezpośredniego zagrożenia naszego terytorium, ani zagrożenia dla naszych sojuszników, specjalny wysiłek na rzecz dozbrojenia polskiej armii nie wydaje się konieczny. Wystarczy unowocześnianie posiadanego uzbrojenia i zwiększanie interoperacyjności z armiami naszych sojuszników. Natomiast większe wymagania stwarza potrzeba dobrego wyposażenia w nowoczesny sprzęt dla jednostek przeznaczonych dla misji reagowania kryzysowego.

Paradoksalnie to BBN obok MSZ jest naturalnym sojusznikiem i klientem Marynarki Wojennej, o których względy warto zabiegać. Natomiast MON jest tylko administratorem sił zbrojnych i budżetu, a wypowiedź dla Gazety Wyborczej jest oświadczeniem, że ministerstwo przechodzi do realizacji powstającej doktryny. Jeśli chcemy uniknąć sytuacji patowej, nie pozostaje nic innego, jak zaproponować platformę spełniającą wymienione oczekiwania i wykorzystać fakt, że okręt zdolny do udziału w operacjach międzynarodowych musi posiadać odpowiednią dzielność morską. To pozwoli na wbudowanie odpowiedniego zapasu wyporności na przyszłe modernizacje. Jednocześnie z platformami propozycja powinna zawierać wskazówki co do pojazdów bezzałogowych lub modułów misji do wykorzystania na proponowanych platformach. Nie wiem, na ile tekst z Gazety wiernie oddaje plany MON-u, ale pewne stwierdzenia p. Idzika są niepokojące:

Okręty będą także potrzebne, ale nie aż tyle. Kupimy np. trałowce czy statki bezzałogowe.

To oznacza, że jeśli Marynarka Wojenna zaproponuje klasyczny niszczyciel min, to na tym może się zakończyć plan zakupu okrętów. W takiej sytuacji lepiej postawić na większe wykorzystanie systemów modułowych lub skonteneryzowanych na bazie platformy OPV. Współcześnie Offshore Patrol Vessels są wyposażane w radar 2D lub 3D, uproszczony system C2, uzbrojenie artyleryjskie a nawet rakietowe i dość bogaty zestaw walki radioelektronicznej. Wszystko za kwotę około 300-400 mln PLN. Kopalnią wiedzy na temat możliwości OPV i jak floty świata planują je wykorzystać są konferencje IPQC. Warto ściągnąć parę prezentacji i poczytać. Szczególnie polecam:

  • Smart OPV Specification for Cost-effective Offshore Patrol Jonathan Kamerman z TKMS
  • Cost Effective Flexible Payload for Future Multi Mission OPV’s Dr. Heino Dobiasch z Atlas Elektronik
  • Fassmer OPV2020: The art of Innovation Rene Quezada z Fassmer
  • The Changing Face of OPV Designs and Principal Cost Drivers Dave McMillan STX Canada
  • Cost Effective Platform Protection Philippe DeVille z Thales

Ponieważ jesteśmy w blogosferze mogę sobie pozwolić na wskazanie swoich preferencji. Mój typ to Fassmer 2020. Taka platforma może dla Marynarki Wojennej RP spełnić tą samą funkcję co StanFlex 300 uczynił dla duńskiej marynarki, wiele lat temu. A mianowicie przeprowadził duńską flotę przez trudny okres masowej wymiany kliku klas okrętów w tym samym czasie, przy zachowaniu rozsądnych kosztów. Innowacyjny system modułowy Flex, który się niejako przy okazji narodził i całą operację umożliwił jest stosowany do dzisiaj na robiących o wiele większe wrażenie, współczesnych duńskich “logistykach” czy fregatach. OPV mają również tą miłą zaletę, że z racji swojego pierwotnego przeznaczenia zostały zaprojektowane do wysokich wskaźników dni operacyjnych w morzu. Okręty klasy River mają zakontraktowane 320 dni w roku na morzu plus 25 dni na remonty i konserwacje a 20 dni pozostaje w rezerwie. Wszystko to dzięki dzięki podwójnym załogom.

Nie zapominajmy o systemach modułowych i pojazdach bezzałogowych dla okrętów. Kilka takich modułów jest już gotowe bądź w zaawansowanej postaci. W przypadku MCM, chyba najbardziej kompletnym jest Atlas Elektronik C-IMCMS. Camcopter jest z kolei naturalnym kandydatem na taktyczny UAV, w oczekiwaniu na cięższy SW-4 rodzimej produkcji. Pewien problem sprawia nawodny pojazd bezzałogowy, wśród których najbardziej wszechstronnym, największym i pewnie najdroższym wydaje się być Textron CUSV. Ale może warto mieć choć jeden egzemplarz dla eksperymentów.

Mówiąc o platformach, nie pomijałbym całkowicie projektów egzotycznych i niekonwencjonalnych. Poniżej dwa przykłady. Ich wielką zaletą jest możliwość operacji Ro-Ro i duża powierzchnia zarówno hangaru jak i pokładu lotniczego. To im daje naturalne predyspozycje zarówno do transportu niewielkich oddziałów wojska, czy sił specjalnych jak i przenoszenia większej liczby pojazdów bezzałogowych. Niezależnie od tego czy są to pojazdy podwodne, latające czy pływające.

MRV80 z Austal. Ma duży pokład i powierzchnię hangaru – po 500m2. Ponieważ jest to miniaturka trimaranu LCS, podobnie jak tam, można umieścić moduły do walki przeciw minowej a nawet sonar holowany do walki z okrętami podwodnymi. W przeciwieństwie do LCS, MRV80 ma napęd dieslowski pozwalający osiągnąć umiarkowaną prędkość 26 węzłów, przy mniejszych kosztach eksploatacji.

SeaFighter. Najbardziej “bojowy” ze wszystkich wymienionych. Może przenosić do 12 modułów 16-tonowych a elewator pozwala na przenoszenie ich na pokład lotniczy. Ten ostatni pozwala na operowanie dwoma śmigłowcami klasy Blackhawk jednocześnie. W przyszłości część hangaru można przeznaczyć na uzbrojenie stałe. Kontrowersyjną prędkość 55 węzłów można ograniczyć, a na samych silnikach diesla okręt osiąga 20 węzłów. Rampa rufowa pozwala na wodowanie łodzi do 11m i operacje Ro-Ro. Ma umiarkowaną wyporność ponad 800t standard i 1.100t pełną, co ma sens na wodach zamkniętych jak Bałtyk, ale dzięki konstrukcji katamaranu ma dzielność morską jednostki znacznie większej od siebie.

Zasoby, które posiadamy na realizację projektu to czas i pieniądze. Jeśli wybrać do realizacji 2 różne platformy i w konsekwencji budowę zlecić w dwóch różnych stoczniach, to być może jest szansa na zbudowanie 6 okrętów w 8-9 lat za jakieś 2.5 – 3.0 mld PLN. Myślę, że to jest lepsze niż postępująca degeneracja zasobów Marynarki Wojennej ze wszelkimi z tego tytułu wynikającymi konsekwencjami dla morale marynarzy. Czy jest więc szach-mat? Pod warunkiem, że rząd zachowa rozsądek, to nie będzie tak źle, chociaż będzie to wielkie wyzwanie dla etosu Marynarzy. Dobrym znakiem jest seria artykułów w prasie i ożywiona dyskusja na forach. Jeżeli nie będziemy mówili o naszych problemach, nikt się nimi nie zainteresuje, a decyzje zapadną w ciszy kuluarów.

Dec 172011
 

W dzisiejszej Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad z ministrem obrony. Za korzystne należałoby uznać, że tematyka sił zbrojnych i jej problemów wypływa na szersze wody. Jest więc szansa na zyskanie publicznej aprobaty a być może nawet wsparcia społecznego dla Marynarki Wojennej. Obawiam się tylko, czy marynarze są przygotowani do wykorzystania takiej szansy.

W wywiadzie minister Siemoniak wprost zadaje o pytanie rolę i strukturę floty:

Oczekuję od dowódców Marynarki Wojennej takich projektów modernizacji, które przeniosą ten rodzaj sił zbrojnych w XXI wiek i uwzględnią realne potrzeby oraz interesy obronne Polski na Bałtyku i w NATO.

Najciekawszym dla mnie wątkiem jest pytanie o wartość okrętów dla polityków, które przejawia się w słowach wątpliwości co do celowości projektu Gawron. Otóż istnieje teoretyczne uzasadnienie dla tego pytania i narzędzie pozwalające znaleźć odpowiedź. D.K. Brown w książce Future British Surface Fleet. Options for Medium-Sized Powers, zamieszcza poniższy rysunek określający koszt i wartość, nazwijmy użytkową, parametrów taktyczno-technicznych okrętów.

Na powyższym wykresie dwie zmienne – koszt (cost, threshold of cost) i możliwości okrętu (performance) mają charakter ilościowy i ich definiowanie jest niejako w rękach marynarzy. Wartość użytkowa okrętu (value) i poziom kosztów akceptowalnych (upper bound of affordability) mają charakter o wiele bardziej jakościowy, dyskusyjny i są raczej pod silnym wpływem polityków. Co prawda D.K. Brown wątpi, czy można dla konkretnej klasy okrętów taki wykres zrobić, ale dyskusja na jego temat z pewnością jest w stanie dostarczyć cennych wskazówek co do kierunku działania i istniejących ograniczeń. Proszę zauważyć, że okręt ma sens istnienia tylko w polu ograniczonym przez krzywe i progi kosztów. Jeśli to pole znika – znika racja bytu okrętu. Przykładowo, jeżeli koszt minimalny okrętu jest większy od progu akceptowalności – projekt umiera. To samo, jeśli percepcja wartości użytkowej okrętu jest mniejsza od kosztów poniesionych na projekt.

W dalszej części książki autor zauważa,  że istnieje przedział około 35-100 mln funtów, w którym okręty są projektami niestabilnymi (kwota może dzisiaj być inna i inna jest dla różnych klas okrętów). Są już zbyt drogie aby można je było spisać na straty ale jeszcze niezdolne do efektywnej obrony. Interpretując to zjawisko w kategoriach wykresu, value jest mniejsza od threshold cost, czyli manipulując performance albo ją zwiększamy w nadziei zwiększenia wartości użytkowej, albo ją obniżamy w poszukiwaniu oszczędności w kosztach. Podobne zjawisko występuje w dyskusji na temat ilość vs. jakość odnoszącej się do kompozycji floty. D.K. Brown podaje przyczyny wręcz naukowe takiego stanu rzeczy (przepraszam, tym razem w orginale, aby uniknąć pułapek interpretacyjnych):

This is discussed by Khudyakov, who points out that one can optimise for maximum effectiveness at constant cost or for minimum cost at constant effectiveness. Carried to extremes, he sees the one leading to what he aptly calls the Super Battleship Paradox, the other, emphasising numbers at the expense of capability, to the Chinese Junk Paradox. One may, however, wonder if the Royal Navy’s Flower class of World War II was so limited in capability that it fell into the latter category.

Uzbrojeni w tą wiedzę zapytajmy gdzie jest na tym wykresie Gawron? Jakie korzyści polityczne (value) jest w stanie oferować politykom? I jaki jest górny próg akceptowalnych kosztów? Czy Gawron jest naszym Super Battleship? I czy nie istnieje niebezpieczeństwo wpadnięcia w pułapkę Chinese Junk? Tutaj należy zwrócić uwagę na ostatnie zdanie z cytatu – OPV niekoniecznie są złe z definicji.

Jeżeli dla Państwa uczestnictwo w Siłach Reagowania NATO czy w operacji Atalanta lub ACTIVE ENDEAVOUR ma podobną wartość polityczną, to koszt Gawrona przekracza jego wartość użytkową. Przy wspomnianym przez ministra koszcie budowy 1.400 mln PLN, ewidentnie przekracza również próg akceptowalnego kosztu (upper bound of affordability). I nie jest to kwestia pieniędzy, bo za 4.600 mln PLN w budżecie można zbudować trzy Gawrony. Zdarzyło mi się już na tym blogu wyrazić zdanie, że moja percepcja poziomu osiągalności to 130-140 mln EUR, czyli jakieś 600-650 mln PLN.

W argumentacji za i przeciw korwecie mało mówi się o prostych regułach budżetowych. Chyba w książce adm. Hollowaya III, Aicraft Carrier (trudno mi się tego teraz doszukać) przeczytałem, że amerykańskie lotniskowce są jedyną pozycją w budżecie marynarki, osobno i indywidualnie zatwierdzaną przez Kongres. A 10-cio miliardowy okręt (w dolarach) stanowi raptem 10% budżetu. Nasz Gawron to być może jest jakieś 60%? Jest to tak zwane wystawianie się na strzał według zasad biurokracji.
Czy wobec tego Gawron jest martwy? Niekoniecznie, choć ma małe szanse. Jeżeli alternatywą mają być okręty OPV za 200-300 mln PLN to ma sens ukończenie budowy za podobną kwotę z podobnym do OPV wyposażeniem i uzbrojeniem. Co oznacza konieczność zmieszczenia się kosztów korwety w 600-700 mln PLN. Przysłowiowym języczkiem u wagi mogą się okazać aspekty i koszty prawne, wspomniane również w wywiadzie z ministrem Siemoniakiem.
Wpływ Marynarki w aktualnym stanie rzeczy ogranicza się prawdopodobnie do ewentualnej akceptacji konfiguracji korwety w wersji OPV i zrobienia wszystkiego aby Kormoran II nie poszedł tą samą drogą. W międzyczasie ewidentnie błogosławieństwo ministra mają systemy rozpoznania bezzałogowe i C3, co należałoby wykorzystać jak najszybciej. Obecność tematów wojenno-morskich i stanowiska Marynarki w mediach byłoby również wysoce wskazane.

Dec 102011
 

Na stronie Marynarki Wojennej pojawiła się polemika z artykułem Zbigniewa Lentowicza opublikowanym w Rzeczpospolitej. Zachęcam do przeczytania obu tekstów i wyciągnięcia własnych wniosków. Moje osobiste reakcje to przede wszystkim satysfakcja, że Marynarka Wojenna podejmuje dialog z otoczeniem. Jest to drugi taki przypadek w ciągu miesiąca.Ważna rzecz bo flota potrzebuje wsparcia i zrozumienia w społeczeństwie. Ale nie umyka mi również pewien brak konsekwencji w argumentacji. Jeśli dowództwo jest raczej pewne obranego kursu, replika powinna zawierać argumentacje o niskim ryzyku projektu korwety i akceptowalności kosztów, czyli odnieść się do kwestii poruszonych w artykule z Rzeczpospolitej. Ponadto pozostaje pewien niedosyt, gdyż w argumentacji jest luka ze względu na brak odniesienia do przewidywanego poziomu zagrożenia. Zarówno zwalczanie okrętów podwodnych jak i piratów jest działaniem na rzecz osłony i ochrony transportu morskiego, tylko w innych warunkach i przy innym poziomie zagrożenia. W tym wypadku ponownie odsyłam do prac wiceadmirała Richarda Hilla. Tak więc riposta Marynarki Wojennej pozostaje trochę nieprzekonywująca. Jeśli natomiast dowództwo nie jest pewne obranego kursu, to pozostaje pytanie dlaczego nie szuka rozwiązań i koncepcji alternatywnych? Innymi słowy dlaczego nie ma wbudowanych mechanizmów automatycznej innowacji i eksperymentu?
Sięgam więc do domowej biblioteczki i szukam odpowiedzi. Zacznijmy od drobnego usprawiedliwienia dla admirałów, które podaję za The Dynamics of Military Revolution 1300-2050:

Zmiany rewolucyjne maksymalizują niepewność i ryzyko. Sukces nigdy nie jest zagwarantowany. Nowa broń wymaga nowych nawyków, sposobu myślenia i szkolenia. (…) Dlatego dowódcy wojskowi zwykle polegają na dotychczasowych praktykach i doświadczeniu.

W skrajnym przypadku doprowadza to do ciekawych reakcji z dzisiejszego punktu widzenia, kiedy to (jak podaje wspomniana wyżej książka) w 1828 roku Lordowie Admiralicji byli wzywani do “zniechęcania w najwyższym stopniu do stosowania statków parowych”. To pokazuje, że historia jest nieliniowa. Z perspektywy czasu widzimy, która opcja zwyciężyła i jaki ciąg wydarzeń do niej doprowadził. Dla ludzi w tamtych czasach nie było to jednak jasne, gdyż decyzje podejmujemy na podstawie danych posiadanych tu i teraz.
Uzasadnienie teoretyczne dla innowacji daje nam przykład rozwoju niemieckich związków pancernych i zmechanizowanych w latach 20-tych i 30-tych. Fragment cytowanej instrukcji Truppenfuehrung stwierdza:

Prowadzenie wojny bazuje na ciągłym i nieustającym rozwoju. Nowe narzędzia wojny dają konfliktowi zbrojnemu wciąż zmieniający się kształt.

Źródłem sukcesu Blitzkriegu była ewolucja koncepcji wynikającej z doświadczeń krwawej I Wojny Światowej poddanej długiemu procesowi eksperymentowania. Nie zawsze z pozytywnym skutkiem, ale zawsze z naciskiem na prawdomówność i rzetelność w raportach z ćwiczeń. Zauważmy, że nie jest to cecha powszechna w instytucjach o silnej hierarchii. Podsumowaniem jest następny cytat:

Od rozwoju taktyki obrony urzutowanej w głąb w 1917 do ćwiczeń i działań w późnych latach 30-tych, Reichswehr i Wehrmacht dokonywały oceny doświadczeń bardziej starannie i wnikliwie niż ich potencjalni przeciwnicy. Przykładowo okupacja Austrii w 1938 spowodowała serię raportów po akcji, które obnażyły systemowe problemy w mobilizacji, działaniu i szkoleniu.

Innowacja nie dotyczy tylko i wyłącznie doktryny i technologii. Wsparcie instytucjonalne i organizacyjne znacznie ułatwiają wprowadzanie innowacji. Takie zmiany zazwyczaj muszą mieć dalekowzrocznych liderów. Parę przykładów z historii:

  • All-Big-Gun Dreadnought i Jellicoe (Director of Naval Ordnance), który uzyskał poparcie Admiralicji
  • Rozwój lotnictwa pokładowego US Navy i Moffett oraz Reeves dzięki powstaniu Bureau of Aeronautics i subtelnemu wsparciu General Board
  • Napęd nuklearny i Rickover miał instytucjonalne wsparcie w Naval Reactors Branch, Komisji Energii Jądrowej i prywatnych koneksjach w Kongresie.
  • Aegis i Meyer, który kierował Aegis Shipbuilding Project Office w ramach Naval Sea Systems 

Przeciwnie, pewne innowacje bez instytucjonalnego “zahaczenia” miały dość burzliwą drogę do sukcesu jak turbina parowa czy spawanie elektryczne w Royal Navy. Ten ostatni przypadek to historia programów budowy floty i przemysłu okrętowego wraz z ich sprzecznymi interesami. Zainteresowanym polecam lekturę The Royal Navy 1930-2000. Innovation and Defence. Interesująca książka w świetle lekcji programu Gawron i pytania kto ma budować okręty dla Marynarki Wojennej RP? Na koniec pozwolę sobie na uwagę, że okręty patrolowe nie są okrętami bojowymi ale są użyteczne w czasach burzliwego pokoju i mogą stanowić krok dla polskiego przemysłu okrętowego w kierunku zdobycia nowych kompetencji.

P.S. Jeśli wspomina się w polemice o zakładanej konfiguracji wyposażenia i uzbrojenia, to dobrze by było określić o czym mówimy, bo nie jest to informacja powszechnie dostępna.

Oct 222011
 

Przeglądając różne artykuły z Canadian Naval Review zwróciłem uwagę na dwie kwestie mogące mieć odniesienie do współczesnej Marynarki Wojennej RP. Pierwsza dotyczy wyobrażenia społeczeństwa co do roli Royal Canadian Navy i ewentualnego wsparcia opinii publicznej dla działania i rozwoju floty. Stawia to pytanie na ile siły zbrojne mogą się rozwijać w oderwaniu od oczekiwań społeczeństwa. Druga kwestia związana jest bezpośrednio z kompozycją floty, czyli koncepcją High-Low Mix w odniesieniu do planowanych klas okrętów. W naszym przypadku stawia pytanie o rolę korwet w całokształcie Marynarki Wojennej.

Matthew Gillis w artykule “The Canadian Missions: How the Navy Maintains its Purpose” tak pisze o kondycji RCN:

Canadian Navy nigdy nie posiadała możliwości atakowania celów na lądzie poza zasięgiem artylerii okrętowej, nie posiada lotniskowców od 1970-go i nigdy nie miała w arsenale sił desantowych.

Jakie wiec znaczenie ma dzisiaj Royal Canadian Navy? I dla kogo- społeczeństwa, polityków czy marynarzy?

(…) tradycyjne, bojowe siły morskie spotkały się z brakiem wsparcia opinii publicznej w Kanadzie, zwłaszcza po zakończeniu “zimnej wojny” i zaniku jakiegokolwiek oczywistego zagrożenia dla bezpieczeństwa Kanady. Jednakże Kanadyjczycy popierają swoją Marynarkę Wojenną gdy wykonuje nie-tradycyjne zadania – patrolowanie i ochrona rybołówstwa, utrzymywanie porządku prawnego na morzu czy działania dyplomatyczne – zadania, które są bardziej zgodne ze zdaniem opinii publicznej w Kanadzie i być może bardziej istotne strategicznie w budowaniu sojuszy i zapobieganiu konfliktom w państwach rozwijających się.

Następny cytat wprowadza nas w konflikt, który potrafi zablokować zarówno rozwój doktryny dla Marynarki Wojennej jak i wszelkie długoterminowe programy modernizacji a dotyka sedna relacji wojskowych i cywilnego nadzoru nad wojskiem:

Jeśli opinia publiczna będzie dalej widziała siły zbrojne Kanady jako narzędzie dla operacji pokojowych i humanitarnych w przeciwieństwie do działań bojowych, to nie Marynarka Wojenna traci swe uzasadnienie lecz rakiety i samoloty uderzeniowe. Dla tych, którzy uważają wspomniane środki ataku za kluczowe dla współczesnej floty, będąc nieświadomi priorytetów polityki zagranicznej Kanadyjczyków i właściwej “Kanadyjskiej” natury ich celów – będą bez wątpienia uważali Royal Canadian Navy za przestarzałą i bezwartościową.

Dla równowagi należałoby przytoczyć następujący cytat z książki “Fighting Talk: Forty Maxims on War”, Colin. S. Gray – “Optymistyczni idealiści wierzą, że pokój prowadzi do jeszcze większego pokoju. (…) To szlachetny pogląd i sympatyzuje z nim. Jednakże, jest on sprzeczny z historią, która jest jedynym dostępnym źródłem faktów potwierdzających poglądy.”

Czy zatem wspomniana ma wstępie kompozycja floty “High-Low Mix” może pogodzić obie grupy? Dobrą ilustracją może być historia budowy 6 niszczycieli dla marynarki kanadyjskiej w okresie międzywojennym. Intencją rządu Kanady, wspartą przez opinię Admirała Viscounta Johna Jellicoe było zbudowanie floty opartej o dwa filary – 3 krążowniki klasy Bristol oraz 12 małych niszczycieli posiadających duży zasięg niezbędny w obronie żeglugi. Na tej podstawie Minister Obrony George Graham w 1922 zaproponował zastąpienie niszczycieli serią 450-tonowych patrolowców. Projekt został ochrzczony jako “Five Trawler Navy” i w końcu odrzucony. W 1936 roku projekt wrócił na podstawie rekomendacji Admirała Chatfielda aby zakupić 2 krążowniki i serię sloopów. Taka flota miała być w intencji autora idealnym rozwiązaniem dla zadań lokalnej obrony i ochrony żeglugi. Wiceadmirał Nelles przeforsował jednak ideę budowy 6 niszczycieli typu Tribal i w ogóle koncepcji floty jednorodnej opartej o niszczyciele. Koncepcja została w czasie II wojny światowej zweryfikowana negatywnie. Całość jest opisana w bardzo dobrym artykule Kena Hansena The “Destroyer Myth” in Canadian Naval History. Ten sam autor broni koncepcji “High-Low Mix” twierdząc, że:

Jednorodna struktura floty jest odpowiednia tylko w czasach strategicznej i politycznej stabilizacji. Jeśli strategiczny kontekst jest złożony, zmienny lub niepewny, wymagana jest zdywersyfikowana struktura floty. Jest mitem, że proste okręty zaprojektowane przede wszystkim do zadań zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi będą mało użyteczne w czasie wojny.

W przypadku Marynarki Wojennej RP, “Low-end” można zdefiniować jako zespół okrętów przeciwminowych i patrolowych. Obok Kormoranów II mogą to być jednostki podobne do L’Adroit czy nawet zmodyfikowana Hirta z modułem walki przeciwminowej. Daje to nam możliwość realizacji zadań utrzymywania porządku na morzu i dyplomacji morskiej, maksymalizując jednocześnie potencjał w zakresie walki przeciwminowej. Taki skład w zasadzie jest możliwy do zrealizowania w ramach budżetu 4.7 mld PLN zamieszczonego w programie modernizacji Sił Zbrojnych do 2018 roku. Udział stoczni polskich jest również łatwiejszy.

Większy kłopot sprawia “High-end”. Należy domniemywać, że w zamyśle Marynarki Wojennej miały to być korwety, jako substytut fregat. Historia Gawrona jakkolwiek jeszcze nie zakończona, daje jednak sporo do myślenia. Pieniądze to nie wszystko. Czy wybór polskiej stoczni w roli “prime contractor” w sytuacji produkcji jednostkowej i braku doświadczenia ma uzasadnienie? Czy koncepcja użycia korwet jest jasna i akceptowalna dla społeczeństwa i polityków? Jeśli Marynarka Wojenna i MON wyciągną właściwe wnioski z historii Gawrona czy Kormorana, to pomimo mizerii finansowej zbudowanie “High-End” dla Marynarki Wojennej RP będzie możliwe. Co ważniejsze nieduże patrolowce można w zasadzie zacząć budować od zaraz.